Portugalczycy bójcie się. Kulisy przygotowań biało-czerwonych do walki w ćwierćfinale Euro 2016

  

Dziś polscy piłkarze przenoszą się do Marsylii, gdzie jutro czeka ich mecz ćwierćfinałowy. Tymczasem zaglądamy za kulisy życia polskiej reprezentacji na Euro 2016. Jak piłkarze przygotowują się do spotkania z Portugalią? Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl publikujemy film ukazujący kadrę Nawałki od kulis. Polacy wiedzą, jak grać z Portugalczykami. Udowodnili to nie tylko w ostatnich trzech meczach międzypaństwowych, ale głównie w piłce klubowej. Pepe i Cristiano Ronaldo na pewno nie wspominają zbyt dobrze Roberta Lewandowskiego, Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka, którzy w barwach Borussii Dortmund znokautowali ich Real Madryt.

W kwietniu 2013 r. Lewandowski przeszedł do historii futbolu, strzelając Realowi cztery gole w wygranym 4:1 spotkaniu Borussii z Realem. Pepe dwoił się i troił, ale nie potrafił powstrzymać naszego napastnika. Z kolei Cristiano Ronaldo na lewej stronie boiska toczył zacięte boje z Błaszczykowskim i Piszczkiem. Swoją bramkę wprawdzie zdobył, ale nie zapobiegł klęsce swojej drużyny. W rewanżowym meczu Cristiano gola już nie strzelił, jego drużyna przegrała 0:2 i nie awansowała do finału Ligi Mistrzów.

Przeciwko reprezentacji Polski Ronaldo grał już trzy razy, raz strzelił nam gola w 2007 r., ale w meczu, w którym zremisowaliśmy na wyjeździe 2:2, dzięki temu wywalczyliśmy pierwsze miejsce w swojej grupie eliminacji do Euro 2008. Wcześniej Cristiano był uczestnikiem spotkania w Chorzowie, które wygraliśmy 2:1 po dwóch golach Ebiego Smolarka, a później zagrał na otwarciu Stadionu Narodowego w Warszawie, kiedy w lutym 2012 r. zremisowaliśmy 0:0.

Nasze obawy przed meczem dotyczą głównie Cristiano. I trudno się dziwić. Miał on bowiem udział w 80 proc. bramek, które we Francji zdobyli Portugalczycy, a i tak jest krytykowany. Nasi rywale z kolei obawiają się najbardziej Lewandowskiego, który na razie nie ma na Euro ani gola, ani asysty. Jest za to liderem klasyfikacji najczęściej faulowanych graczy – na ziemi leżał po nieprzepisowych zagraniach aż 16 razy, podczas gdy Ronaldo „tylko” dziewięć. Co ciekawe, drugim najczęściej faulowanym piłkarzem na mistrzostwach też jest Polak – Grzegorz Krychowiak – 14 razy.

Wczoraj w La Baule Polacy odbyli swój jedyny poważny trening przed czwartkowym meczem. Dziś czeka ich podróż do Marsylii i wieczorne zajęcia na Stade Velodrome. Jacek Jaroszyński, lekarz Polaków, cieszy się, że wszyscy nasi piłkarze są zdrowi, poza Wojciechem Szczęsnym, który nadal odczuwa skutki kontuzji po meczu z Irlandią Północną.

ZOBACZ FILM:


Portugalczycy, którzy do meczu przygotowują się w podparyskim Marcouissis, najbardziej obawiają się naszej twardej i skutecznej obrony. Wspominał o tym na wczorajszej konferencji Nani.

– Wiemy, że oprócz Lewandowskiego polski zespół ma innych świetnych zawodników – powiedział skrzydłowy Fenerbahce Stambuł. – Nie możemy patrzeć na indywidualności, ale na drużynę jako całość. W polskim zespole jest wielu piłkarzy, którzy mogą przesądzić o losach spot­kania. Jeśli będziemy kontrolowali każdy kawałek boiska, to mamy większe szanse na korzystny wynik, niż gdybyśmy kontrolowali jednego zawodnika. Oglądałem spot­kanie Polaków z Niemcami. To był świetny, ale również bardzo trudny mecz. Kiedy zobaczyłem, że polski zespół jest w stanie kontrolować fragmenty meczu, grając z mistrzami świata, to zdałem sobie sprawę, że musimy być ostrożni. Nie każda drużyna jest w stanie zagrać na tym poziomie z Niemcami. Polscy obrońcy pokazali, że są silni i bardzo skuteczni. Zaledwie jedna stracona bramka odzwierciedla ich klasę. Jednak musimy to zmienić i ich przełamać. Stworzymy im wiele problemów i strzelimy bramki – odważnie zapowiedział Portugalczyk.


Wczoraj pierwszy z polskich piłkarzy sfinalizował swój transfer. Kamil Glik podpisał pięcioletni kontrakt z AS Monaco. Będzie zarabiał 2 mln euro rocznie, a jego klub Torino zarobi 11 mln euro. W tej chwili jest to rekordowa kwota, jaką kiedykolwiek zapłacono za polskiego piłkarza
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Legiony” – film z prawdziwie ułańską fantazją! „Produkcja to kilka lat intensywnej pracy”

zdjęcie ilustracyjne / twitter.com/gpcodziennie

  

- Nie sądziłem, że produkcja filmu „Legiony” to kilka lat aż tak intensywnej pracy. Ale pięknej i często wzruszającej, gdy opowiadamy o praktycznie nieznanych dzisiejszym Polakom losach ludzi, dzięki którym mówimy dziś po polsku, a nie rosyjsku czy niemiecku - mówi Maciej Pawlicki, producent i współscenarzysta filmu „Legiony” w rozmowie z Sylwią Kołodyńską.

Na ekrany polskich kin 20 września wchodzi wyczekiwana superprodukcja „Legiony”. Scena Bitwy pod Rokitną z pewnością przejdzie do historii polskiego kina. Co czułeś wtedy na planie filmowym?

Też tak myślę. Czułem to, co szarżujący aktorzy i kaskaderzy, bo przebrałem się w ułański mundur i dwukrotnie przejechałem w tej szarży z wzniesioną szablą, krzycząc "niech żyje Polska!". Naprawdę niesamowite przeżycie! A jako producent czułem po prostu radość, że udało się doprowadzić do realizacji tej sekwencji i widzowie wreszcie zobaczą czym była kiedyś legendarna, a dziś już przecież zapomniana szarża pod Rokitną. Wcale nie wariactwo i straceńczy gest, ale bardzo skuteczna militarna operacja. Szwadron Dunina-Wąsowicza i Topora-Kisielnickiego zdobył cztery linie silnie umocnionych okopów, zginęło 17 ułanów, w tym obaj dowódcy, ale Rosjanie wycofali się, strategiczne zyski były znaczne.

To prawda, że konie potrafiące wykonywać kaskaderskie wyczyny to bardzo drodzy… aktorzy?

Drodzy? Niespecjalnie. Koszty sprzętu, dekoracji, pirotechniki czy całej logistyki są większe. Ale rola koni rzeczywiście kluczowa. Kiedyś realizowało się filmy przewracając konie na tzw. podcinkę, tzn. do przednich nóg konia przywiązane były linki, które jeździec pociągał i koń się wywracał. Zwykle się udawało, ale czasem koń łamał nogę. Teraz wszystkie upadki, jakkolwiek wyglądają upiornie, są rodzajem wyćwiczonego baletu konia i kaskadera. Żadne zwierzę na planie nie ucierpiało.

Legioniści to „garstka dzieciaków kontra trzy imperia”. Brzmi dumnie, ale chyba nie jest łatwo pokazać to w kinie. Co przy realizacji sprawiało Wam największą trudność? 

Problemów było milion, ale praca nad tak dużym filmem oznacza pchanie się w bardzo trudne sytuacje. Wraz ze znakomitą ekipą zawodowców udało się wszystkie problemy rozwiązać, choć oczywiście czasem konieczny jest jakiś drobny kompromis z rzeczywistością. Ale innym razem powstają rzeczy znacznie piękniejsze niż planowaliśmy. Myślę też, że mieliśmy szczególną opiekę Opatrzności, realizując sekwencje pod Rokitną nie mieliśmy środków na resztę filmu, ryzyko było ogromne. A na niemal 50 dni zdjęć plenerowych, deszcz tylko raz pokrzyżował nam plany. Największa trudność? Nie było takiej.

A kiedy jako producent miałeś największą satysfakcję?

Ten czas dopiero, mam nadzieje, nadchodzi. Bo o satysfakcji producenta decyduje jakość filmu i to jak jest odbierany przez widzów. Kiedy autor idei by "Legiony" zrealizować, Adam Borowski, przyszedł do mnie z tym pomysłem, zapaliłem się od razu, choć nie sądziłem, że to kilka lat aż tak intensywnej pracy. Ale pięknej i często wzruszającej, gdy opowiadamy o praktycznie nieznanych dzisiejszym Polakom losach ludzi, dzięki którym mówimy dziś po polsku, a nie rosyjsku czy niemiecku. Wielką satysfakcją już jest dla mnie efekt pracy reżysera, Darka Gajewskiego. Gdy wpadłem na pomysł by właśnie jemu powierzyć reżyserie, wielu życzliwych próbowało mi to wybić z głowy: ze to świetny reżyser, ale kameralnych filmów, a tu trzeba sterować armią ludzi i spraw, szybko podejmować tysiące decyzji. Ale się uparłem i myślę ze to ja miałem rację.
Mój ulubiony tekst w filmie wypowiada Mirosław Baka grający polskiego oficera, który nakłaniany jest do wejścia w szeregi wojsk wroga. Gdy dostaje do założenia rosyjski mundur, odpowiada - „nie będzie pasował”.

Jest jakiś Twój ulubiony tekst w tym filmie?

Sporo dialogów jest mojego autorstwa (jestem współscenarzystą), ale ten fragment akurat nie. Mój ulubiony dialog to: "Miejsce urodzenia? Polska. - Nie ma takiego miejsca". Bo rzeczywiście nie było. I tak mogło pozostać. Gdyby nie Piłsudski, Kasprzycki, Sosnkowski, Dunin, Topór, Król-Kaszubski i tysiące innych chłopaków i dziewczyn (tak, także dziewczyn), którzy marzyli o własnym, polskim państwie, choć wielu Polakom pogodziło się z losem prowincji imperium i pragnienie polskości i wolnej Polski trzeba było w nich obudzić.

Wśród rekwizytów używanych na planie pojawiły się m.in. autentyczna lornetka rotmistrza Dunin-Wąsowicza, pistolet colt z czasów powstania styczniowego (dziś własność pisarza Waldemara Łysiaka), a także samochód Lorraine-Dietrich z 1913 roku – najstarsze jeżdżące auto w Polsce. Wykazaliście się iście ułańską fantazją.

Po prostu zatrudniliśmy najlepszych specjalistów, w tym także konsultantów historycznych. A amerykańskiego, westernowego colta z autentycznymi grawerowaniami z Matką Boską i nazwami bitew Powstania Styczniowego kupił gdzieś na internetowej aukcji Waldemar Łysiak, a jego syn, Tomasz, główny scenarzysta naszego filmu, wplótł ten niesamowity rekwizyt w fabułę opowieści. Obcowanie z takimi artefaktami daje poczucie pewnej misji. Oni walczyli, a my mamy obowiązek o tej ich walce opowiedzieć. Bo wartości, dla których ryzykowali życie i często je oddawali, są budulcem, najlepszym spoiwem naszej narodowej wspólnoty, siły naszego państwa i przyszłości naszych dzieci.

Takich scen batalistycznych w polskim kinie jeszcze nie było. Słyszałam, że duży nacisk kładliście na to, by było jak najwięcej realnych scen, jak najmniej efektów specjalnych. Słyszałam też takie porównanie, że zużyto przy produkcji tyle materiałów wybuchowych, że można by nimi wysadzić Pałac Kultury. Tak powiedział jeden z aktorów. Ciekawe porównanie (śmiech).

Dziękuję za te słowa, to praca wielu ludzi. Efektów specjalnych jest wiele, ale istotnie duża ich część odbyła się już na planie. Wybuchów mamy sporo, kilka armat, wśród nich strzelające oryginały sprzed stu lat. A Pałacu Stalina nie należy wysadzać, bo pyłu będzie za dużo. Trzeba go spokojnie, metodycznie rozmontować. Gdy będzie wola - to szybka i prosta operacja, która otworzy przed Warszawą możliwość zbudowania najpiękniejszego centrum na świecie. Dopóki monstrualny pomnik komunistycznego mordercy i satrapy wciąż góruje nad Warszawą, Polska nie jest w pełni wolna, bo to znaczy, że nadal pozostaje w nas część mentalności niewolników, którzy łańcuchy i kajdany uznają za fajną biżuterię. Robienie takich filmów jak "Legiony" - o wyrwaniu się spod moskiewskiej dominacji, rozumiem także jako stopniowe rozmontowywanie tych właśnie niewolniczych kompleksów, także jako stopniowy demontaż warszawskiego pomnika Stalina. By otworzyły się nowe możliwości.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Nowe Państwo, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl