Mentalnie Polska już „wygrała” Euro 2016

  

Wreszcie wygraliśmy pierwsze spotkanie na ważnym turnieju. Wreszcie wygraliśmy dwa mecze na Euro, co polskiej reprezentacji nigdy się nie zdarzyło. I po raz pierwszy na wielkiej imprezie zagraliśmy mądrze, z charakterem i walczymy o więcej niż tylko o ostatnią szansę lub, jak to często bywało, o honor. Wysoką formę potwierdziliśmy w starciu z mistrzami świata.

Polska zdominowała Irlandię Północną, tak jak żaden inny zespół w potyczkach na Euro 2016. Hiszpania miała ogromną przewagę nad Czechami (1:0), ale nasi południowi sąsiedzi sprawiali obrońcom tytułu sporo problemów, ciekawie kontrując – po jednej z akcji Cesc Fàbregas musiał wybijać piłkę z linii bramkowej. Ani Włosi, którzy pokonali Belgię 2:0, ani Niemcy, którzy osiągnęli taki sam rezultat z Ukrainą, nie mieli takiej przewagi, jaką Polska wypracowała sobie w starciu z wyspiarzami w pierwszej kolejce rozgrywek.

W ogóle warto zwrócić uwagę, jak tegoroczne mistrzostwa Europy są wyrównane – po wielu meczach na tablicy wyników nie widniał pogrom. Szklany sufit bramek przebili najpierw obrońcy tytułu, odprawiając Turcję 3:0, a później Walia, pakując walizki Rosji. Jednocześnie wszystkie spotkania wymagały cierpliwości w budowaniu ataku i determinacji. Tak wygrywali początkowo Hiszpanie, Francuzi, Włosi i Chorwaci. Na szczęście i my dołączyliśmy do tego szacownego grona, potwierdzając wyjście z grupy wygraną z Ukrainą. W 1/8 finału czekają na Polaków nieobliczalni Szwajcarzy, z którymi można wygrać, ale nie oszukujmy się – to oni będą faworytami. My swoje już zrobiliśmy, biało-czerwoni osiągnęli historyczny sukces.

Balon rośnie powoli

„Nie pompować balonika” – tę frazę mogliśmy słyszeć i wbijać sobie do głów od tygodni. Znamy realną siłę naszej drużyny, pozycję Roberta Lewandowskiego czy Arkadiusza Milika w Europie, pewność bramkarzy i piłkarzy w środku pola z Grzegorzem Krychowiakiem na czele. Z doświadczenia jednak wiadomo, że to nie tyle kibice, ile właśnie piłkarze „pompują” nadzieje do niemożliwych granic, a później sen zostaje zazwyczaj brutalnie przerwany. Ważne było, by piłkarze zdali egzamin z dojrzałości i nie popełniali błędów poprzedników. I zdali go śpiewająco, czując podskórnie, że występ na francuskich boiskach to nie pora na wygłupy.

A tych w przeszłości było co niemiara. Przypomnijmy sobie pierwszy mundial, na którym zagraliśmy od 1986 r. W Korei i Japonii Polska – po świetnych eliminacjach, gdzie ograła m.in. Ukrainę i Norwegię – miała iść po złoto. Tak, tak właśnie zapowiadał Jerzy Engel. Piłkarze, uniesieni triumfami w eliminacjach, zaczęli przed turniejem gwiazdorzyć, reklamować wszystko, co się da. Byli i w lodówkach, i na sklepowych półkach. Marketing to normalna rzecz w świecie piłki. Leo Messi, Cristiano Ronaldo czy daleko nie sięgając wzrokiem, Robert Lewandowski występują w wielu reklamach. Ich umiejętności i motoryka sprawiają, że to nie przeszkadza im w świetnie wykonywanej pracy. Naszym piłkarzom w Korei i Japonii duży szum nie sprzyjał w przygotowaniach. Wyszliśmy jako faworyci na mecz z Koreą, dostaliśmy dwie bramki. Z Portugalią graliśmy o wszystko, a załatwił nas nie Luis Figo, gwiazdor Realu, czy Rui Costa – dwóch najważniejszych graczy tamtej generacji portugalskiej piłki – ale Pauleta, zakręcając Tomaszem Hajtą i Tomaszem Wałdochem z dziecinną łatwością. Było 4:0 i koniec marzeń, nawet wygrana z USA nic nam nie dała. Nie pomógł Emmanuel Olisadebe, cała drużyna wyglądała, jakby słynny hymn zaśpiewany „z fałsza” przez Edytę Górniak przed inauguracją, ją sparaliżował.

Później było nie lepiej. Do teraz

W 2008 r. wszyscy pokładali nadzieje w Maćku Żurawskim, Ebim Smolarku i Rogerze Guerreiro. Naturalizowany Brazylijczyk strzelił zresztą jedyną bramkę na Euro w starciu z gospodarzami z Austrii – w dodatku z metrowego spalonego. Przegraliśmy z Niemcami, nie mieliśmy szans z Chorwacją. Trener Leo Beenhakker był bezradny i musiał kilka miesięcy później odejść, a wraz z nim „zagraniczna myśl szkoleniowa”. Rodzima, ta najbardziej prosta, wyrażana przez Franciszka Smudę, nie spełniła oczekiwań w najważniejszym turnieju w historii Polski. Na Euro 2012 byliśmy gospodarzami, wydawało się, że mury same nas poniosą przynajmniej do półfinału. Z Grecją zagraliśmy „po frajersku” i zremisowaliśmy, świetny mecz i remis z Rosją wlał nadzieje w serca kibiców, ale Czesi brutalnie przebili balonik. Nie było polskiej drużyny z czego zbierać.

Aż do 2014 r. Wtedy, wraz z przyjściem Adama Nawałki, coś zaczęło się dziać. Trener, który nie osiągnął nigdy wielkich rzeczy jako szkoleniowiec polskich klubów, potrafił doprowadzić do zwycięstw, a co najważniejsze – do gry jak równy z równym z lepszymi rywalami w eliminacjach: Niemcami, Szkocją i Irlandią. Ci, którzy zostali odsunięci od kadry, nie powiedzieli na niego złego słowa, ale wręcz przeciwnie. Stali się łącznikami dobrych relacji między piłkarzami. Oni pierwsi dowiadywali się o powołaniach, nie było żadnych nieprzyjemnych przecieków. Wystarczy spojrzeć na przykład Sebastiana Mili – bohatera eliminacji, który dobił Niemców. Dla wielu kibiców powołanie dla niego było oczywistością: nawet jeśli nie miał grać w pierwszym składzie, pozostawił serce na boisku i dołożył ogromny wkład w awans do Euro. Można było się spodziewać, że Mila pojedzie do Francji choćby dla podtrzymania dobrej atmosfery w zespole. Tak się nie stało, a piłkarz Lechii Gdańsk wcale się nie obraził, nie krytykował decyzji trenera, trzyma kciuki i podziękował za wiele wspólnie spędzonych chwil kolegom.

Kiedy po fatalnych eliminacjach do Mistrzostw Świata w Brazylii padło nazwisko Nawałki, spodziewałem się podobnych wyników do tych osiąganych przez kadrę Waldemara Fornalika. Miło się rozczarowałem. Stawiał na Mączyńskiego grającego w lidze chińskiej mimo napomnień? Stawiał, nie przejmował się krytyką. Powoływał wspomnianego Milę, który okres świetności ewidentnie ma za sobą? Konsekwentnie w jego orbicie zainteresowań był Piotr Zieliński, który miał swoje problemy w lidze włoskiej? Teraz o polskiego piłkarza mocno zabiegają Liverpool i Napoli, znalazł się w „11” sezonu ligi włoskiej. Nie można odmówić Nawałce uporu, szczęścia i po prostu wyczucia. On w swoich powołaniach zwyczajnie miał rację.

Czy mieliśmy przed spotkaniem jakieś szanse z Niemcami? Na papierze żadnych – wystarczy spojrzeć na nazwiska, ale mistrzowie świata borykają się z kontuzjami i są pod wielką presją. Nie mogliśmy oczekiwać w tym starciu cudu, ale przynajmniej w jednym zachować spokój – nie spękamy. Nie pękaliśmy na Narodowym, gdzie przetrwaliśmy z Niemcami nawałnicę, i wygraliśmy pierwszy raz w historii 2:0. W rewanżu we Frankfurcie zagraliśmy nawet lepiej, ale przegraliśmy 1:3. Po starciu na Parc des Princes wreszcie nie musimy krzyczeć: „Nic się nie stało”. Możemy być zwyczajnie dumni z waleczności i, znowu to podkreślę, mądrości polskiej drużyny. Gdybyśmy mieli więcej szczęścia, wygralibyśmy z Niemcami. Przed Euro 2016 cztery punkty po dwóch spotkaniach z takiej grupy wszyscy wzięliby w ciemno. A siedem w fazie grupowej? To jedna z większych sensacji na mistrzostwach.

Zasłużyli

Po golu Milika pokonaliśmy Irlandię Północną, daliśmy radę Niemcom, pokonaliśmy Ukrainę, a – co nie mniej ważne – polscy piłkarze nie robili z siebie gwiazdorów po sukcesie. Bartosz Kapustka nie czuje się nowym Ronaldo, Milik z Lewandowskim myślą już tylko o kolejnych meczach, drużyna zachowuje spokój. Zero gwiazdorstwa, głupich tekstów i pompowania baloników. Aż przyjemnie słuchało się naszych chłopaków po wygranych bataliach w grupie. W tym sensie Polska na Euro 2016 już jest wygrana. Naszym realnym celem będzie oczywiście awans do ćwierćfinału, ale to, co mieliśmy wyszarpać, osiągnęliśmy. O nic więcej nie można tej drużyny prosić, chociaż potencjał ma zaskakująco niewyczerpany. W żadnym z meczów grupy C nie byliśmy faworytami. Im dalej zajdziemy, tym sukces będzie bardziej okazały. Ta ekipa na to zwyczajnie zasługuje.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl