Piłka nożna w oku cyklonu

  

Już można stwierdzić, że Euro 2016, chociaż trwa od 1,5 tygodnia, będzie absolutnie wyjątkowe i pamiętane przez wiele lat. To dlatego, że absolutnie wyjątkowy jest czas, w jakim przypadło rywalizować piłkarzom.

Świat jest w momencie takiego rozchwiania, rozregulowania, jakiego dawno nie było. I to odbija się na samym turnieju. W czasie Euro 2016 odbędzie się referendum w Wielkiej Brytanii na temat członkostwa w UE. Brexit z pewnością byłby wstrząsem politycznym i gospodarczym dla całej Europy, a może i świata. Stary Kontynent cierpi także z powodu kryzysu imigracyjnego i kryzysu tożsamości i nie zażegnał do końca kryzysu strefy euro. Europie, zwłaszcza zachodniej, zagraża również coraz bardziej bezwzględny terroryzm islamski.

Niemal wszystkie powyższe problemy jak w soczewce skupiają się właśnie na gospodarzu, Francji. Bardziej niż mistrzostwami podzielone społeczeństwo francuskie żyje strajkami, zamieszkami i protestami lewicowych związków przeciwko zmianom w prawie pracy. Oraz zastanawia się, czy nie będzie powtórki z listopadowych zamachów Państwa Islamskiego w Paryżu. Atmosfera polityczna i społeczna jest w tym kraju podła i pełna napięcia. Za oceanem, ktokolwiek by wygrał wybory na prezydenta USA, będzie to wielka zmiana. Jedno jest pewne – wygra kandydat lub kandydatka niepoważna. I nie wiadomo, w jakim kierunku poprowadzi największe mocarstwo świata, również przeżywające swoje problemy, czasem zresztą bardzo podobne do europejskich (np. terroryzm).

Zagrożenie znajdującą się na rozdrożu putinowską Rosją akurat Francuzi i inni zachodni Europejczycy zauważają najmniej (w przeciwieństwie do nas). Ale zdaje się, że akurat podczas Euro 2016 rosyjscy chuligani skutecznie im o Rosji przypomnieli. Sytuacja na Bliskim Wschodzie zaś jest bodaj najbardziej niebezpieczna od wielu lat. To drugi w historii taki wielki turniej piłkarski w oku cyklonu. Poprzedni był w 1982 r. w Hiszpanii.

Cień atomowego grzyba

W kraju tym miesiące przed mundialem miał miejsce nieudany wojskowy zamach stanu. Wciąż nie było pewne, czy podtrzymany zostanie kurs na demokrację po śmierci gen. Francisco Franco, wciąż żywe były podziały w hiszpańskim społeczeństwie. A świat był wówczas, w pierwszej połowie lat 80., być może najbliżej wybuchu wojny między USA a ZSRS, między NATO a Układem Warszawskim. Waszyngton pod wodzą stanowczego Ronalda Reagana nie zamierzał odpuszczać, z kolei w Moskwie ważyło się, czy do głosu dojdą zwolennicy starcia z Zachodem, czy ewolucyjnych zmian. Miały miejsce sowiecka inwazja na Afganistan, amerykańskie wsparcie dla wrogów ZSRS na całym świecie, zachodni bojkot igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 r.

Tak jak dziś mnożą się incydenty z udziałem rosyjskich samolotów albo łodzi podwodnych, tak do takich zdarzeń dochodziło i wówczas. Z tym że wtedy Amerykanie nie pozostawali Sowietom dłużni.

Polska zaś, jak wiadomo, pogrążona była w nocy stanu wojennego po zdławieniu rewolucji Solidarności przez juntę Wojciecha Jaruzelskiego. Nikt wtedy w Polsce nie miał głowy do futbolu, nawet polska ekipa musiała się przygotowywać do występu na mistrzostwach świata w spartańskich warunkach, w dodatku nikt z Zachodu nie chciał z Polską grać sparingów.

Liban i Falklandy

Dziś toczy się wojna domowa w Syrii, istnieje zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego, podczas mundialu 1982 r. wojska izraelskie wkroczyły do Libanu pogrążo-nego w wojnie domowej. Interwencja izraelska nie zakończyła wojny, lecz rozpoczęła jej nową, jeszcze bardziej krwawą fazę. A działające z tego regionu i wspierane przez Libię, Syrię czy Iran grupy terrorystyczne dokonywały krwawych zamachów w Europie i nie tylko tam. Dodajmy jeszcze, że niewiele ponad rok przed mundialem doszło do zamachu na papieża Jana Pawła II z inspiracji KGB. Zamachowiec, turecki kryminalista i terrorysta Ali Ağca był szkolony w Syrii. To dopełnia obrazu świata z początku lat 80.

Co jeszcze?

Wiosną 1982 r., dosłownie tuż przed mundialem, doszło do wojny między Wielką Brytanią a rządzoną przez krwawą wojskową juntę Argentyną o niewielkie wyspy na Atlantyku Falklandy/Malwiny. Wojna przedziwna, gdyż nie starły się kraje z obu stron żelaznej kurtyny. Ale wojna na serio, zginęło w niej kilkuset żołnierzy, w tym kilka razy więcej Argentyńczyków. Reprezentacje Wielkiej Brytanii (Anglii, Szkocji, Irlandii Płn.) oraz Argentyny brały udział w mundialu w Hiszpanii. Na szczęście nie doszło do meczu brytyjsko-argentyńskiego.

Znowu 24 uczestników

Wówczas po raz pierwszy w mistrzostwach świata brało udział 24 uczestników, tak jak tegoroczne Euro po raz pierwszy odbywa się w tej formule. Wiele było, tak jak dziś, narzekania, że przez to na mistrzostwach zjawiły się reprezentacje słabe. Okazało się jednak, że każdy z egzotycznych uczestników dał z siebie wszystko i rozegrał przynajmniej jeden w miarę dobry mecz. Niektórzy, jak Kamerun czy Honduras, przeszli do historii, napędzając stracha faworytom. Od tego czasu zaczęto w Europie z większym szacunkiem podchodzić do piłkarzy z Trzeciego Świata.

W Hiszpanii w 1982 r. pojawiła się też reprezentacja Salwadoru, biednego kraju kojarzonego wtedy z wojną domową między antykomunistyczną, brutalną juntą a równie brutalnymi, skrajnie lewicowymi rebeliantami. Kibice na całym świecie płakali, widząc, jak Węgry zwyciężają z Salwadorem 10:1. Z tym że w kolejnych me-czach Salwadoru nie było wstydu, 0:1 z bardzo mocną wówczas Belgią i mistrzami świata z 1978 r. Argentyną, z młodziutkim Diego Maradoną w składzie. A Węgrzy... nie wyszli z grupy.

Albo epopeja wspomnianej Algierii, wyrzuconej przez Austrię i Niemcy po prawdopodobnie ustawionym przez bratnie niemieckojęzyczne kraje meczu. Albo dziwne i zabawne historie, jak wtargnięcie na boisko arabskiego szejka podczas meczu Francja–Kuwejt (4:1) – bogacz prawdopodobnie chciał przekupić sędziego i Francuzów. To zresztą symboliczny i profetyczny obrazek, po latach szejkowie z krajów Zatoki Perskiej rzeczywiście zaczęli kupować europejski futbol.

Oczywiście, swoje wielkie historie napisali też wielcy. Najwięksi okazali się zwycięzcy turnieju Włosi i ich snajper Paolo Rossi. Francuzi wdarli się wówczas do świa-towej czołówki dowodzeni przez Michela Platiniego. Drogę do finału przerwali im Niemcy z RFN, zwyciężając w wielkim półfinale (3:3 w regulaminowym czasie) po rzutach karnych. Niemiecki bramkarz Harald Schumacher znokautował do nieprzytomności francuskiego zawodnika Batistona w sytuacji sam na sam. Batiston był hospitalizowany, Niemiec dostał tylko żółtą kartkę. Gdyby nie to zdarzenie, kto wie, jak potoczyłyby się losy tamtego meczu.

Albo Brazylia, która zdaniem ekspertów i większości kibiców miała wówczas jedną z największych, najwspanialszych ekip w swojej historii, z Socratesem, Zico, Fal-cao i Ederem na czele. Każdy delektował się ich grą. Ale przegrali w meczu o wejście do półfinału właśnie z Włochami. Szok i smutek nie tylko w Brazylii... Wcześniej zaś Włosi i Brazylijczycy odprawili Argentynę, pogłębiając w tym kraju traumę po klęsce w wojnie o Falklandy (już po roku doszło do upadku dyktatury w Argentynie). Maradona zaś skończył udział w mistrzostwach czerwoną kartką.

Boniek wczoraj i dziś

My podczas owej nocy stanu wojennego dostaliśmy miesiąc wielkiej radości. Kto wie, być może Polacy daliby się złamać do reszty, gdyby nie tamten sukces, na drodze do którego wyeliminowaliśmy reprezentację ZSRS (nawiasem mówiąc, trzon tamtej drużyny stanowili Ukraińcy, Gruzini, Ormianin i Tatar).

Reprezentacja dowodzona przez Zbigniewa Bońka, Józefa Młynarczyka, Włodzimierza Smolarka, Grzegorza Latę, na którą nikt nie stawiał, mieszanina starszych zawodników i zupełnie nieznanych wówczas poza Polską młodych (z wyjątkiem Bońka), mimo dość kiepskiego startu, nagle wypaliła i doszła aż do półfinału. Tam nie mógł jednak zagrać Boniek, który dostał podczas turnieju dwie żółte kartki i musiał pauzować. I przegraliśmy w półfinale z późniejszym mistrzem świata. Ale co by było, gdyby zagrał najlepszy polski strzelec?

Boniek dziś jest prezesem PZPN-u. To też łącznik między tamtymi a obecnymi czasami, tak jak udział w turnieju reprezentacji Irlandii Płn., Austrii czy Węgier, których dawno nie widzieliśmy. Adam Nawałka zaś w Hiszpanii nie mógł zagrać, generalnie jego dobrze zapowiadającą się karierę uniemożliwiły kontuzje. Ale był z tego samego pokolenia co zdobywcy trzeciego miejsca na mundialu w Hiszpanii.

W Hiszpanii w 1982 r. zwyciężył jednak futbol. Świat był na zakręcie, ale z niego nie wypadł. Nie znaczy to, że zapanowały pokój i wieczna szczęśliwość. Do wojny światowej jednak nie doszło, za kilka lat zaczęły się zmiany na lepsze, upadł komunizm, upadli różni dyktatorzy, nastała epoka bardziej pokojowa, że aż niektórzy uwierzyli w koniec historii. Historia jednak się nie skończyła, w 2016 r. znowu świat jest na zakręcie. Jak będzie tym razem?
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl