Stefan Niesiołowski został upoważniony przez klub parlamentarny Platformy Obywatelski do reprezentowania PO w pracach nad wnioskiem o wyrażenie wotum nieufności dla Antoniego Macierewicza. Posłom Platformy wypada pogratulować poczucia humoru. 

PO złożyła na ręce marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego "wniosek o wyrażenie wotum nieufności" wobec ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.

Pretekstem jest oczywiście publikacja w "Gazecie Wyborczej", karkołomnie próbująca połączyć Macierewicza z Robertem Luśnią, tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.

Ale sama Platforma zdaje chyba sobie sprawę z groteskowości swojego posunięcia. Do reprezentowania klubu PO w pracach nad wnioskiem wyznaczyła bowiem... Stefana Niesiołowskiego. A dokładniej: "Stefana Niesiołowski" - bo tak napisano w dokumencie.



Przypomnijmy: Stefan Niesiołowski nie wytłumaczył się dotąd ze sprawy, którą opisywała niedawno "Gazeta Polska Codziennie". Otóż w 2015 r. w śledztwie dotyczącym korupcji w armii służby wojskowe w ramach działań operacyjnych nagrywały rozpracowywane osoby. Na jednym z materiałów wideo wykonanych w ramach śledztwa znalazł się m.in. Stefan Niesiołowski, który rozmawia z przedsiębiorcą podejrzewanym o korupcję. Widać, że poseł Platformy Obywatelskiej otrzymuje zawiniętą reklamówkę.

W okresie, kiedy dokonano nagrania, księgowa firmy, z której przedstawicielem rozmawiał Niesiołowski, zaksięgowała wypłaty – dwa razy po 20 tys. zł.

Portal niezalezna,pl próbował porozmawiać z posłem Niesiołowskim, zadzwoniliśmy do niego na telefon komórkowy. "Rozmowa" była bardzo krótka. Nasz reporter zdążył się tylko przedstawić, ale nie zdołał zadać żadnego pytania, bo... "Pan jest z tego pisowskiego..." - i połączenie przez Niesiołowskiego zostało przerwane!