– Na tłumaczenie pana Krzysztofa Bondaryka, że to była inwigilacja osób o „zachowaniach ekstremistycznych” mogę się tylko uśmiechnąć. Wystarczy spojrzeć na listę osób inwigilowanych. Tam były osoby nie tylko prawej strony, ale także o centrowych poglądach czy bardzo liberalnych (...) My dowiedzieliśmy się tylko o części operacji przejęcia „Rzeczpospolitej”. Mam nadzieję, że poznamy kulisy działań polityków i biznesmenów w obszarze mediów – mówi Dorota Kania, wiceszefowa portalu Niezalezna.pl i dziennikarka „Gazety Polskiej”.

Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział na konferencji prasowej, że Prokuratura Regionalna w Krakowie poprowadzi dwa śledztwa dotyczące podejrzenia nacisków na media i ich inwigilacji za rządów poprzedniej koalicji PO-PSL. Ziobro przedstawił najbardziej bulwersujące kwestie, które należy wyjaśnić. Śledczy mają sprawdzić m.in., czy redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita” Paweł Lisicki „stracił stanowisko, ponieważ w rozmowie z wydawcą tej gazety zażądał bądź wpływał na to minister Paweł Graś, prawa ręka Donalda Tuska w owym czasie”.

Dorota Kania przypomina, że toczą się już inne dochodzenia, które dotyczą inwigilacji środowiska dziennikarskiego za rządów PO-PSL.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa śledztwa, o których wiem, że dotyczą przekroczenia uprawnień i stosowania nielegalnych metod operacyjnych przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Sprawa dotyczy również osób z mediów. To pokazuje, że służby robiły sobie, co chciały

– mówi.

​Na tłumaczenie pana Krzysztofa Bondaryka, że to była inwigilacja osób o „zachowaniach ekstremistycznych”, mogę się tylko uśmiechnąć. Wystarczy spojrzeć na listę osób inwigilowanych. Tam były osoby nie tylko z prawej strony, ale także o centrowych poglądach czy bardzo liberalnych

– dodaje dziennikarka.

Zdaniem wicenaczelnej portalu Niezalezna.pl, śledztwo „pokaże mechanizmy działania na styku politycy – biznesmeni”.

Przypomnę tu słynne spotkanie pod śmietnikiem Pawła Grasia z Grzegorzem Hajdarowiczem, właścicielem „Rzeczpospolitej”. Co się stało dalej? Został zwolniony Paweł Lisicki, Cezary Gmyz i inni. Ich miejsce zajęli m.in. ludzie związani z Romanem Giertychem. A przecież był on prawnikiem m.in. syna Donalda Tuska. My do tej pory dowiedzieliśmy się tylko o części operacji przejęcia „Rzeczpospolitej”. Mam nadzieję, że poznamy kulisy działań polityków i biznesmenów w obszarze mediów

– podsumowuje Dorota Kania.