„To jest Rosja”, czyli strach na eksport

  

Zajmiemy Krym i pół Donbasu, porwiemy estońskiego żołnierza i ukraińską pilotkę, naruszymy waszą przestrzeń powietrzną i wyślemy setki zbirów na motorach głównymi drogami Europy. Wreszcie przeoramy całą Marsylię, zabijając angielskiego kibica. I co nam zrobicie? Nic. Bo my jesteśmy „Wielka Rosja”.

„Z kim graniczy Rosja? Z kim chce”. Taka odzywka jest dość popularna na wschód od Polski. Pokazuje ona doskonale, w jaki sposób postrzegają się sami Rosjanie i jaką opinię mają wśród bardziej świadomych imperialnej polityki Kremla narodów Europy. Bezkarne zachowanie rosyjskich kibiców podczas Euro 2016 jest tylko potwierdzeniem tych aspiracji. Aby zrozumieć to, co ma miejsce na ulicach i stadionach francuskich miast, a co w głównej mierze jest udziałem kibiców „Sbornej”, trzeba zrozumieć dwie rzeczy.

Walczyć z legendą

Pierwszą, przyziemną, jest chęć walki o prymat w tzw. lidze chuliganów. Kibice z Rosji od wielu lat odgrażają się bowiem, że ich bojówki (chuligańskie ekipy zorganizowane przy piłkarskich klubach) to najgroźniejsi ludzie w Europie, a może i globie. Nie bez powodu. Znane są incydenty z udziałem takich ekip jak Spartak Moskwa czy Zenit Sankt Petersburg. Szczególnie te dwa kluby znane są z kibiców o skrajnie nacjonalistycznych poglądach. To kibice tej pierwszej drużyny wiedli prym podczas zamieszek w trakcie Euro 2012, kiedy niezrozumiała decyzja władz Warszawy o zorganizowaniu przemarszu fanatyków „Sbornej” przez centrum miasta sprawiła, że na moście im. Poniatowskiego rozegrała się bitwa i tylko cud sprawił, że nie doszło do tragedii.

Rosyjskim chuliganom do zdobycia tytułu „najgroźniejszych” potrzebne są sukcesy. Nie bez powodu zorganizowali się oni w szczególny sposób właśnie na spotkanie z fanami z Anglii. Ta kolebka futbolu jest przecież jednocześnie kolebką stadionowych awantur. To tu od wczesnych lat 70. powstawały takie bojówki jak słynna Inter City Firm, złożona z kibiców londyńskiego West Ham United, czy Bushwackers – zorganizowana wokół stołecznego Millwall. Kibice z Wielkiej Brytanii przez niemal ćwierć wieku siali postrach na meczach w kraju, lecz także za granicą, z udziałem swoich drużyn klubowych i reprezentacji.

Okres świetności chuliganów z Wysp minął jednak na początku XXI wieku. Już wcześniej restrykcje wobec najbardziej agresywnych uczestników awantur w połączeniu z poprawą jakości życia przeciętnego Brytyjczyka, ale także z komercjalizacją futbolu sprawiły, że „stara gwardia” wychowana jeszcze na stadionach bez miejsc siedzących, nie doczekała się następców. Chyba że zaliczyć do nich „Brygadę Plastikowych Krzeseł”, jak pogardliwie nazwali starzy kibice uzbrojonych w kufel do piwa i fotel ogrodowy, podchmielonych młodzianów, którzy po 2000 r. zaczęli zastępować „zwierzęta” z takich ekip jak Headhunters – Łowcy Głów – z londyńskiego Chelsea czy wspomniani kibice WHU i Millwall.

Ale mit o prymacie angielskich kibiców trwa. Siłą rozpędu, marketingu, wreszcie sentymentu i szumu, który robili wokół siebie sami fani z Wysp. Wokół tamtejszej chuliganki powstał cały biznes (a nawet show-biznes). Wydano dziesiątki książek i nakręcono wysokobudżetowe filmy, jak kultowy „Rise of the foot soldier”, „Green Street Hooligans” czy „Football Factory”. To wszystko sprzyjało utrwalaniu wizerunku stereotypowego angielskiego kibica jako grubego, wytatuowanego w buldożki angielskie i „Union Jack” (brytyjską flagę), niecofającego się przed niczym chuligana, lub inaczej – ubranego w skradzione z włoskich butików ubrania członka subkultury „football casuals” – niepozornego elegancika zdolnego do walki w każdej sytuacji. I choć dawna legenda przeminęła, to wiele mniejszych i większych incydentów, którymi nękano europejskie miasta, skutecznie pielęgnowało w sytych i pacyfistycznie nastawionych społeczeństwach zachodniej Europy mit o „angielskich zwierzętach”. Anegdotyczne są także historie starych angielskich chuliganów, panów w mocno średnim wieku, których przy różnych okazjach zaczepiali żądni walki i wychowani na ich legendzie kibice z Europy Wschodniej.

Putin śpi spokojnie

W tę opowieść w 2016 r. wkroczyli Rosjanie. Warto pamiętać, że drużyny obu krajów spotkały się dotychczas jedynie dwa razy. W 2008 r. podczas eliminacji do Euro 2008. Wtedy to na Wembley Anglia wygrała 3:0, a na Łużnikach Rosja 2:1. W finałach obie drużyny starły się po raz pierwszy dopiero w ubiegłym tygodniu.

Nie ma nic dziwnego w tym, że rosyjscy chuligani zmobilizowali się w sposób szczególny. Nie musieli zresztą tego robić. W przeciwieństwie do Wysp Brytyjskich scena kibicowska w Rosji jest w rozkwicie. Ubożenie społeczeństwa, agresja na Ukrainę, państwowy nacjonalizm i kult „Wielkiej Rosji” – „ruskiego miru” – skutecznie mobilizuje młodych mężczyzn do angażowania się w aktywności podobne do tych, jakich popis dali na ulicach Marsylii. Walka z Anglikami była dla nich walką o prestiż w lidze chuliganów. Ale dla władz na Kremlu była sposobem na zaimportowanie strachu przed „Wielką Rosją”.

Świadczy o tym fakt, że w sukurs temu wszystkiemu, co wyprawiają chuligani ze Wschodu, idą rosyjskie władze. – Proszę zauważyć, że Rosjanie praktycznie nic nie robią, by zlikwidować chuligaństwo stadionowe. Chcą, żeby młodzi ludzie się bili, by utrzymać w nich agresję i mieć ich w odwodzie na wszelki wypadek. – mówił mi w 2012 r. w wywiadzie dla „Codziennej” Cass Pennant, były przywódca wspomnianego Inter City Firm, pierwszy człowiek skazany na długoletni wyrok za chuligaństwo, dziś autor książek o kibicach i najbardziej znany „chuliganolog”.

Słowa Pennanta są po czterech latach jeszcze bardziej aktualne. Na chuliganów władze w Rosji nie tylko przymykają oko, ale wręcz wspierają ich, czerpiąc z owej współpracy korzyści. Bojówkarze wchodzą w skład takich organizacji jak Antymajdan, które to mają skutecznie przeciwdziałać ewentualnym protestom społecznym w pogrążającej się w kryzysie Rosji. Łatwo sobie wyobrazić, w jaki sposób przeciwdziałać. Na kibicowskie protesty pod hasłem „Putin matole, twój rząd obalą kibole”, raczej nie ma co w Moskwie liczyć.

Takim produktem rosyjskiej sceny kibicowskiej, na którym zależy Kremlowi, może być niejaki Nikołaj. W wywiadzie dla brytyjskiego „The Independent” opowiada, jak to w 2014 r. znalazł się w ogniu wojny. Był w Kramatorsku i Słowiańsku – „po stronie separatystów na wschodzie Ukrainy”. Co ciekawe, przekonuje, że tak jak wówczas nie brał udziału w wojnie, tak teraz do Francji przybył jedynie „oglądać mecze piłki nożnej”. Z angielskim dziennikarzem spotkał się już w Donbasie, gdzie „ubrany w wojskową odzież” z sentymentem opowiadał o rosyjskiej piechocie morskiej, swoim ortodoksyjnym chrześcijaństwie i bojówkach prorosyjskich terrorystów.

„Krysza” dla chuliganów

Kibice o nacjonalistycznych poglądach i krewkim zachowaniu doskonale nadają się także do propagowania wizji „ruskiego miru” – tej hybrydy polityki, wojny, religii i ideologii, jaka w Rosji stała się dominująca za czasów Władimira Putina. Ma ona pokazać, że Kreml, Moskwa, a szerzej Wielkie Imperium, nie liczy się z nikim i niczym. Stąd przemarsz w Warszawie odbywał się pod czarno-żółto-białą flagą Imperium Rosyjskiego, a na sektorze pojawiła się olbrzymia flaga, przedstawiającą kniazia Dymitra Pożarskiego, dowódcy antypolskiego powstania na początku XVII w.

Szefem Wszechrosyjskiego Związku Kibiców jest Aleksandr Szprygin, utrzymujący doskonałe kontakty z Kremlem. Jak przypomina portal Niezależna.pl, 19-letni Szprygin został członkiem nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), gdzie pełni funkcję doradcy do spraw sportu Władimira Żyrinowskiego. W 2003 r. jego karierę polityczną przerwała bójka w mieszkaniu jego przyjaciela, lidera zespołu Korozja Metalu, uwielbianego przez skinów i zwolenników ideologii faszystowskiej. Szprygin spędził prawie rok w areszcie śledczym. Sprawa została ostatecznie umorzona w 2008 r. – rok po zajęciu przez niego stanowiska szefa Wszechrosyjskiego Związku Kibiców.

Sam związek jest w ścisłych relacjach Rosyjskim Związkiem Piłki Nożnej (RFS). Członkiem kierownictwa RFS jest Igor Lebiediew, prywatnie syn wspomnianego Żyrinowskiego. Lebiedew znany jest z tego, że m.in w Moskwie pobił dziennikarza, a po zamieszkach podczas ostatniego meczu Anglia–Rosja, kiedy horda Rosjan dosłownie przebiegła przez sektor zajmowany przez pokojowo nastawionych Anglików, napisał na Twitterze: „Nie widzę nic strasznego w bójce fanów piłki nożnej. Odwrotnie, zuch chłopaki. Tak trzymać”. Jakby tego było mało, na mistrzostwa do Francji rosyjskie ministerstwo sportu wyczarterowało samolot, którym nad Sekwanę przybyło kilkuset zagorzałych fanów związanych z Wszechrosyjskim Związkiem Kibiców. Wśród nich według zachodnich mediów znajdowali się liderzy chuligańskich ekip, zatrzymani już na lotnisku.

Zamieszki wywoływane przez kibiców to rzeczywistość znana jak świat długi i szeroki. Jest uciążliwym dla społeczeństwa elementem imprez masowych. Jednak tylko w Rosji chuligani mają „kryszę” [ros. dach, przen. plecy] od najwyższych władz. W świecie zachodnim są potępiani i z większą lub mniejszą skutecznością zwalczani przez państwo. Co więcej, kibice to często przeciwnicy władzy, widoczni na ulicach raczej naprzeciw, a nie ramię w ramię ze zbrojnymi oddziałami prewencji. W Rosji jak zawsze wszystko jest inaczej.

Z Donbasu nad Sekwanę

Chuligani mają dla Kremla do odegrania podobną rolę, jak motocykliści z grupy Nocne Wilki, którzy chcieli przedefilować przez pół Europy na chwałę Armii Czerwonej. Mają ku uciesze zwolenników Władimira Putina eksportować brutalną, nieznającą sprzeciwu siłę. „This is Russia” – głosił rozwinięty w Warszawie w czasie Euro 2012 transparent. Tak, to jest Rosja. Zestrzeliwuje holenderski samolot pasażerski, wysadza w powietrze bloki mieszkalne, zrównuje z ziemią czeczeńskie wioski. Na Zachodzie żąda czci dla okupantów i sieje zniszczenie pod trójkolorową flagą.

Szkoda tylko, że w Europie Zachodniej mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Jak wynika z najnowszego raportu amerykańskiego think tanku Pew Research Center, Polska jest tym krajem Unii Europejskiej, w którym większość obywateli (71 proc.) postrzega napięcia z Rosją jako zagrożenie wysokiego ryzyka. W porównaniu z drugą Hiszpanią (39 proc.), Francją (34 proc.), Niemcami (31 proc.) czy Węgrami (23 proc.)*. Biorąc pod uwagę politykę Zachodu w stosunku do Moskwy, wzmagające się postulaty zdjęcia z niej sankcji czy brak sprzeciwu wobec budowy gazociągu Nord Stream 2, nie stawia nas to w komfortowym położeniu.

Po zamieszkach w Marsylii UEFA ogłosiła, że Rosja zostanie wykluczona z turnieju Euro 2016, jeśli powtórzą się zamieszki wywołane przez rosyjskich kibiców. Co istotne – decyzja dotyczy jedynie awantur na stadionach, więc na ulicach miast Rosjanie mogą czuć się bezkarni. I choć Francuzi chcą też deportować do Rosji część chuliganów (podejrzewanych o wyszkolenie przez specsłużby – co nie powinno być zaskoczeniem), raczej nie spadnie im włos z głowy. Głos w tej sprawie zabrał wszak nawet rzecznik Kremla. „Na pewno zapewnimy obywatelom Rosji ochronę” – powiedział Dmitrij Pieskow. Z naszej własnej historii wiemy, że we Francji powinni się takiej deklaracji Moskwy obawiać. Zresztą poczynania „obywateli Rosji” przed meczem ze Słowacją pokazują, że lekce sobie ważą groźby ze strony władz w Paryżu i niewielkiego Lille, gdzie pomimo zamiany miasta w twierdzę znów doszło do zamieszek. Jednocześnie ambasador Francji w Rosji Jean-Maurice Ripert został wezwany do rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych w związku z zatrzymaniem i przeszukaniem przez francuskie służby autobusu z rosyjskimi kibicami.

Bezpieka zapewni bezpieczeństwo

Tymczasem już w 2018 r. w Rosji odbędą się mistrzostwa świata w piłce nożnej. Od Kaliningradu po Jekaterynburg, od Sankt Petersburgu do Soczi, po raz pierwszy równocześnie na dwóch kontynentach. Przybędą tam nie tylko kibice z najdalszych krańców globu, lecz zapewne także wszelkiej maści tituszki, chuligani i gopnicy (tak w Rosji mówi się o patologicznej młodzieży) ze wszystkich zakątków Federacji, rządni konfrontacji z chuliganami ze świata. Turniej może się zamienić w piekło. Już teraz mówi się o nieporównywalnej nawet z igrzyskami olimpijskimi w Soczi skali korupcji przy budowie stadionów i dróg. Kwestia bezpieczeństwa będzie tu jednak kluczowa. Kto ją zapewni? Gwardia Narodowa? Ta nowo formowana „pięść Kremla”? Tworzona na użytek dławienia niepokojów społecznych „wewnętrzna armia Putina”? Czy brutalny OMON, tituszki i setki członków podlegających państwu organizacji ochroniarskich? A może komercyjne organizacje militarne lub te podobne do Nocnych Wilków?

Sprawa może być dużo poważniejsza niż w RPA, kiedy to podczas organizacji mundialu stadiony oraz drogi na lotniska i do hoteli były ogrodzone drutami kolczastymi. W „Wielkiej Rosji” może zdarzyć się naprawdę wszystko. Może lepiej zawczasu wykluczyć FR nie tylko z UEFA, lecz także z FIFA i całego cywilizowanego świata.

Tuż przed oddaniem tekstu do druku pojawiła się informacja, że władze Francji zdecydowały się wyrzucić z kraju Aleksandra Szprygina. Wraz z nim deportowano 20 innych rosyjskich chuliganów. Przeciwko działaniom Paryża zaprotestowała Moskwa, która działania służb francuskich określiła mianem „dyskryminacji” i „pobudzania antyrosyjskich nastrojów”. Z Kremla popłynęła też groźba, że sprawa może skończyć się „pogorszeniem relacji między Francja i Rosją”.

* W badaniu nie przedstawiono wyników z krajów bałtyckich oraz Norwegii i Finlandii.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts