Grupa ok. 150 agresywnych rosyjskich kibiców stała za burdami po meczu Rosja-Anglia na Euro 2016. Z informacji miejscowej policji wynika, że Rosjanie byli świetnie wytrenowani i przygotowani na przeprowadzenie błyskawicznej, niezwykle brutalnej akcji. Jak się okazuje, udało im się również uniknąć aresztowania.

Jak informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl do gigantycznej bijatyki doszło pod koniec spotkania Rosja-Anglia. Wtedy grupa rosyjskich kibiców sforsowała ogrodzenie i ruszyła w stronę sektorów zajmowanych przez Anglików, głównie kobiety i dzieci. Ci rzucili się do ucieczki. Aby wydostać się z trybuny, musieli przeskakiwać przez ogrodzenie. Do zamieszek doszło też przed i po meczu. Początkowo informowano, że 31 osób zostało rannych i trafiło do szpitala. Później szef lokalnego oddziału policji Laurent Nunez podał, że obrażeń doznało 35 osób, ale zaznaczył, że w większości wypadków są one niewielkie. Nie odniósł się do pytania o stan jednego z Anglików, o którym mówiono wcześniej, że jego życie jest zagrożone. Z kolei „The Sun” informuje, że dwóch kibiców z Wysp Brytyjskich walczy o życie w szpitalu po tym, jak przed meczem zostali zaatakowani przez uzbrojonych w noże Rosjan.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Po zamieszkach na stadionie. "Odebrać Rosji prawo do organizacji mundialu w 2018 r."

Tymczasem z ustaleń BBC wynika, że za zamieszkami stała grupa 150 agresywnych kibiców z Rosji. Francuscy śledczy zajmujący się sprawą brutalnego starcia kibiców po meczu przyznają, że na proces czeka już sześciu Brytyjczyków, trzech Francuzów i Austriak. Zatrzymano też Rosjan, ale jedynie dwóch. Pozostałym inicjatorom brutalnych starć udało się uciec unikając aresztowania.

Badający sprawę prokurator Brice Robin przyznaje, że w starciach brało udział co najmniej 150 „świetnie wyszkolonych rosyjskich chuliganów”.

- Ci ludzie byli dobrze przygotowani na ultraszybką i brutalną akcję. Byli świetnie wyszkoleni – tłumaczy Brice Robn w rozmowie z „Daily Mail”.Do gigantycznej bijatyki doszło pod koniec spotkania.