Wbrew przeklętej logice – antyamerykanizm w Polsce

  

Oficjalnie nie przyznają się do niego żadne główne środowiska polityczne i medialne, ale zarówno „Gazeta Wyborcza” i TVN24, jak i niektóre prawicowe środowiska nieraz uchylają rąbka swojej niechęci do USA. Podczas wojskowych manewrów Anakonda 16 i przy okazji szczytu NATO będzie można dostrzec kolejne przejawy wrogości wobec Anglosasów zza oceanu.

Kiedyś osią antyamerykańskich wystąpień była obecność wojsk USA w Europie, przeciwko czemu Sowieci organizowali sprawną kampanię propagandową. Moskwa proponowała np., że wycofa swoich żołnierzy z NRD, gdy Waszyngton zrobi to samo w RFN-ie – co w praktyce oznaczałoby wycofanie się komunistów o 200 km (ledwie za Odrę), a Amerykanów o ponad 6 tys. km! Tak wygląda pozorna symetria, jaką od lat 40. serwują nam wrogowie USA. W czasach zimnej wojny ukuto określenie imperializmu amerykańskiego, które miało być gorsze od totalitarnego terroru ZSRS – z powodu dyskryminacji Murzynów, nierówności społecznych, a także wielkich nakładów na zbrojenia. Znów stwarzano pozorną symetrię z Moskwą, która dyskryminowała ludzi bez względu na kolor skóry, cementowała nierówności społeczne, a pod koniec lat 80. załamała się od wydatków militarnych.

Główny cel dzisiaj

Współczesny filozof konserwatywny Roger Scruton w kilku zdaniach podsumował niechęć do USA, „których sukces w tak wielu sferach budzi wrogość ponoszących porażki w tych sferach. […] Jako największa gospodarka, największa potęga militarna, największe źródło wiary, nadziei i miłości, w doczesnych kategoriach największe wszystko, Ameryka wyróżnia się jako cel: ewidentnie »doprasza się« o to”. Scruton wywodzi więc nienawiść do Stanów Zjednoczonych z pozycji przegranych i niezaradnych kultur – przegranej i ubogiej Rosji, krajów islamu, z których setki tysięcy ludzi uciekają pod płaszczem „uchodźców”. W Polsce także dochodzi do tej paradoksalnej krytyki USA, których nienawidzimy za to, że nie znoszą nam wiz i nie pozwalają swobodnie wyjeżdżać do kraju Statuy Wolności. No to nienawidzimy ich czy pragniemy tam jechać?

Ale Scruton podkreśla jeszcze inne korzenie antyamerykanizmu – zainfekowanie kolejnymi odmianami marksizmu doprowadza nas do przekonania, że skoro ktoś zyskuje i żyje w dobrobycie, to znaczy że robi to kosztem innych – wyzyskiwanych i ciemiężonych.

Supermocarstwo najlepsze z możliwych

Tym, którzy jakoś radzą sobie z istnieniem dysproporcji sił na świecie i pogodzili się z rzeczywistością, że na ziemi muszą istnieć państwa silniejsze i słabsze, często przeszkadza, że to akurat USA dzierżą buławę supermocarstwa. Być może dożyjemy czasów, w których ten stan się zmieni i rolę hegemona przejmą Chiny ze swoim intranetem, instytucją więzień politycznych czy problemem handlu narządami tych, którzy sprzeciwiają się władzy (np. ruchu religijnego Falun Gong). Być może wrogowie USA preferują życie bez angażowania się w politykę, która jest zarezerwowana tylko dla władz i przedstawicieli partii, i chętniej dadzą się obić za krytykę poczynań rządu, niż przyznają, że amerykańska dominacja jest dla nas lepszym rozwiązaniem. Możemy też sobie wyobrazić świat, w którym zwycięża ZSRS albo współczesna Rosja z bezwolnymi i zubożałymi masami ludności zarządzanymi poprzez telewizję, aby spokojnie i cierpliwie znosić rządy oligarchów siadających na złotych klozetach czy mających jachty na wszystkich ciepłych morzach świata. Wreszcie możemy postawić na Unię Europejską, która ze swoim biurokratycznym i antydemokratycznym systemem, skrywającym de facto mocarstwowe wpływy Niemiec, miałaby traktować Polskę jako rezerwuar taniej siły roboczej i świeżej żywności. Jeśli któreś mocarstwo ma dysponować armią, która jest w stanie prowadzić wojnę z kilkunastoma innymi potęgami świata, to którego gracza preferować? Despotię Putina, rządy nomenklatury w Chinach czy system wasalny Angeli Merkel zapraszającej islamistów do Europy? Czyż USA nie wychodzą z tego zestawienia najlepiej?

A jednak chrześcijanie

Na przełomie lat 70. i 80. XX w. na całym świecie emitowano film Romano Vanderbesa „Oto Ameryka”, ochoczo pokazywanego także w krajach komunistycznych. Dwuczęściowy dokument serwował nam przez trzy godziny kolejne sceny totalnych aberracji amerykańskich – od funkcjonowania kościoła szatana, przez przemysł pornograficzny, boks kobiet, gangi narkotykowe czy „domy osamotnionych starców”. Pojawiał się tu podwójny paradoks konfrontacji demokracji z reżimami totalitarnymi, bowiem w tych ostatnich perwersje były monopolem władzy, ale też żadna dyktatura nie zezwalała na otwarte kręcenie tego typu materiałów na swój temat.

Nikt nie kwestionuje licznych nadużyć USA, choćby w prowadzonej od 2001 r. wojnie z terroryzmem, związanych z więzieniami w Guantanamo czy torturami w Abu Ghraib. Jednak Polacy mają prawo narzekać jedynie na deficyt relacji z Amerykanami, a nie na nadmiar współpracy. Jeśli USA konsekwentnie zaangażowały się w I wojnę światową, z politycznym wizjonerstwem prezydenta Woodrowa Wilsona, to Polacy odzyskali niepodległość, gdy zaś Franklin Delano Roosevelt odstąpił od interwencji w Europie Wschodniej, dostaliśmy się na pół wieku w sowiecką strefę wpływów. Poza tym USA jako lider Zachodu jest jednym z najbardziej chrześcijańskich państw, także w sferze politycznej. Wyobraźmy sobie Angelę Merkel czy François Hollande’a, którzy podczas oficjalnych przemówień wołają: „Boże, błogosław Niemcy”, „Boże, błogosław Francję”! Ameryka bywa czasem, w protestanckim nurcie swojego chrześcijaństwa, zbyt gorliwa religijnie, odczytując Pismo Święte na tyle dosłownie, by wielu mieszkańców USA wierzyło, że świat ma tylko 6 tys. lat (bo tyle wyszło ze zsumowania pokoleń w Starym Testamencie), nawet lewicowi prezydenci odwołują się do Boga w swoich wartościach.

Lekcja historii

Polska nigdy nie była okupowana przez wojska amerykańskie, nigdy też urzędnicy USA nie wznosili swoich pałaców w Warszawie, Gdańsku czy Krakowie, by stąd nadzorować wszystkie aspekty życia Polaków. Były za to gubernie rosyjskie i niemieckie, sowieckie i nazistowskie. Chcąc nie chcąc, Ameryka jest tym silniejszym bratem w zachodniej cywilizacji, który może się wstawić za nami przeciwko podwórkowym gangom Kremla, islamu czy Chin. Jeśli mamy wyznawać zasady realizmu politycznego, to zamiast obrażać się na sukces USA, trzeba doprowadzić do własnego sukcesu w porozumieniu z faktycznym hegemonem globu. Szczyt NATO będzie pierwszym ku temu krokiem.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl