Już od ponad tygodnia przed wrocławskim komisariatem policji przy ulicy Trzemeskiej płoną znicze. Po tajemniczej śmierci 25-letniego Igora na posterunku we Wrocławiu zawrzało. Przez kilka dni trwały zamieszki, w których zatrzymano w sumie 43 osoby. Śmierć 25-latka to kolejny przypadek dziwnego zgonu, o który obwiniani są przez kolegów zmarłych funkcjonariusze policji

O sprawie Igora usłyszała cała Polska. Dramat rozegrał się w niedzielę 15 maja wczesnym rankiem na wrocławskim Rynku. 25-latek wydał się policjantom podejrzany. Postanowili go wylegitymować, ale ten, ich zdaniem, nie chciał ujawnić danych osobowych. W efekcie między mężczyzną a czterema policjantami wywiązała się szamotanina. Interwencja, nagrana przez jednego ze świadków, nie wygląda szczególnie brutalnie. Mężczyzna stawia opór i woła o pomoc. W końcu funkcjonariusze używają paralizatora i przewożą Igora na komisariat przy ul. Trzemeskiej. O 8.30 Igor już nie żyje. Zmarł na komendzie. Sprawa od początku wzbudza wątpliwości. Z godziny na godzinę rośnie nieufność między policją a rodziną i znajomymi Igora. Prawdziwa wściekłość wybucha, gdy po 25 godzinach pokazane zostaje ciało 25-latka. Mężczyzna wygląda na ciężko pobitego. Zdjęcia lotem błyskawicy rozprzestrzeniają się w internecie.

Mordercy, mordercy!
Dla dużej części mieszkańców Wrocławia staje się oczywiste, że policja kłamie. Funkcjonariusze twierdzą, że w takim stanie był już w niedzielę rano na wrocławskim Rynku. Bliscy 25-latka mówią co innego.

– Zdjęcie zostało zrobione po śmierci. O godzinie 5.30 w niedzielę, wychodząc z dyskoteki, wyglądał normalnie. Podobnie o godzinie 6, kiedy mijał swoich znajomych koło Pręgierza. Pięć minut później dziewczyna otwierająca pub widziała go również niepobitego – wyjaśnia Andrzej Lesiński, przyjaciel rodziny Igora.

Pod komendą wybuchają protesty. Tłumy domagają się ukarania winnych śmierci chłopaka. – Mordercy! Mordercy! – niesie się pod komisariatem. Po chwili dochodzi do zamieszek. Sprawie przygląda się teraz rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Czynności podjęła też prokuratura rejonowa w Legnicy, która ma wyjaśnić, czy funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia. Czterej policjanci zostali zawieszeni. – Sprawę przejęła prokuratura z Legnicy, a więc niemająca kontaktów z policją wrocławską lub ze sprawami, w których notowany był ten młody człowiek. Działa ona jako bezstronny przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości – powiedział Mariusz Błaszczak. Minister spraw wewnętrznych i administracji skrytykował również inną głośną interwencję policji z ostatniego tygodnia.


Pacyfikacja Krucjaty Różańcowej
W sobotę 21 maja w Gdańsku uzbrojone po zęby szwadrony policji zaatakowały grupkę uczestników marszu „Odwagi, Polsko!”, manifestujących przeciwko paradzie homoseksualistów. Demonstranci to reprezentanci wielu aktywnych środowisk, w tym m.in. Krucjaty Różańcowej, środowisk narodowych i obrońców życia z Fundacji Pro – Prawo do Życia. Trudno powiedzieć, co chcieli osiągnąć funkcjonariusze, ale nagle zaatakowali grupę osób oczekujących na tramwaj.

– Policja zaczęła szturmować zebranych, aresztowała przypadkowe osoby. W ruch poszły tarcze, pałki i granaty hukowe, a w zanadrzu stała armatka wodna. Nasi wolontariusze, obecni na wcześniejszym legalnym zgromadzeniu, w wyniku agresji policji musieli porzucić część materiałów i salwować się ucieczką – relacjonował Rafał Jurkowski z Fundacji Pro – Prawo do Życia z Rumii.

Na filmie widzimy, jak po ataku kilkudziesięciu funkcjonariuszy uzbrojonych w pałki policjanci bez widocznego powodu wyciągają z tłumu szczupłą, 19-letnią Marysię Kołakowską i powalają ją na ziemię. 

– Policja jest jak ZOMO za PRL-u, sprowadzili specjalnie na nas oddziały ze Szczecina – mówi na jednym z nagrań uczestnik kontrmanifestacji, oburzony postępowaniem policjantów.

W tym przypadku zeznania funkcjonariuszy nie wystarczą. Całą sytuację rejestrowały kamery telewizyjne, niezależni blogerzy i telefony uczestników wydarzeń. Po ich analizie Prokuratura Okręgowa w Gdańsku podjęła decyzję o wszczęciu z urzędu śledztwa w przedmiocie ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji podczas zatrzymania Marysi.

– Postępowanie prowadzone będzie w kierunku nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza – poinformowała prokurator Tatiana Paszkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Oburzony jest również minister Mariusz Błaszczak.

– Tak brutalne potraktowanie młodej kobiety przez policję jest niedopuszczalne – powiedział szef MSWiA w rozmowie z „Faktem”.


Mamy tradycję…
Policja nie ma w ostatnich latach dobrej passy. Każdy kompromitujący ją wybryk jest nagłaśniany i piętnowany. Pobicie i aresztowanie posła Przemysława Wiplera, pacyfikowanie marszów niepodległości, akcja „Widelec”, ostrzelanie protestujących górników w Jastrzębiu – to tylko kilka przykładów głośnych skandali medialnych. Cechą charakterystyczną tych spraw jest to, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowości. Jak mówią statystyki, rocznie w całej Polsce wpływa 16 tys. skarg na policjantów, ale tylko część z nich kończy się wyciągnięciem konsekwencji. W trakcie ostatnich lat co najmniej kilka razy dochodziło do awantur w związku ze śmiercią w wyniku interwencji funkcjonariuszy. Tak było ponad rok temu w Legionowie. Wtedy zginął 19-letni Rafał, który udusił się zawiniątkiem z marihuaną, które próbował połknąć. Jedna z wersji, którą potwierdzali świadkowie, mówiła, że policjant bardzo chciał przyłapać nastolatka i uniemożliwiał mu połknięcie zawiniątka. Legionowo to policyjne miasto słynące z założonej w latach 70. uczelni dla milicjantów Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego, która kształciła kadry na potrzeby Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zeszłoroczne zamieszki ujawniły atmosferę strachu, jaka tam panuje. Ostatecznie po kilku dniach rozruchów temat śmierci Rafała przycichł. W wrześniu 2015 r. funkcjonariusze zostali uniewinnieni.

Już rok ślimaczy się z kolei proces w sprawie Dawida, kibica Concordii Knurów. Policjanci postrzelili go śmiertelnie z broni gładkolufowej podczas burd na meczu z Ruchem Radzionków. 2 maja minął rok od tamtych tragicznych zajść. Prokuratura na razie nie postawiła nikomu zarzutów. Nie wyjaśniła również, jak to możliwe, aby celując z kilkunastu metrów w nogi kibica (jak nakazuje prawo), trafiono go w okolicę ramienia. Mimo dowodów w postaci filmów śledztwo się ślimaczy.

Do śmierci kibica i zamieszek z tym związanych doszło również w Białymstoku. Paweł Klim, fan tamtejszej Jagiellonii, został skatowany przez policję podczas jej interwencji. W efekcie setki ludzi wyszły na ulice miasta. Spontaniczny marsz zainicjowany przez kibiców przerodził się w zamieszki.
Z każdym podobnym przypadkiem rośnie mur niechęci pomiędzy obywatelami a policją. Panuje bowiem przekonanie, że tylko siłą można wymusić prawdziwe śledztwo. Tak było chociażby w najgłośniejszej tego typu sprawie, gdy policjant zabił nastolatka Przemysława Czaję, kibica Czarnych Słupsk. To właśnie tamte cztery dni gniewu (1998 rok), o których mówiła cała Polska, są dziś wspominane w każdym podobnym przypadku. Warto pamiętać, że mimo udowodnionych matactw policji, wtedy działania protestujących doprowadziły do wymierzenia sprawiedliwości funkcjonariuszowi. „To była dla nas lekcja, a kolejnych nigdy więcej” – powiedział po tamtych wydarzeniach Jacek Bujarski, rzecznik prasowy słupskiej policji. Jak widać, jego słowa nie do końca wszyscy wzięli sobie do serca…