Pułapki fałszerstw historycznych – rzecz o męczeństwie Kresowian

  

Gdy wreszcie pojawiają się polityczne możliwości upomnienia się o ofiary ludobójstwa na Polakach z Kresów Wschodnich, na przeszkodzie stają emocje, ignorancja i wewnętrzne spory w kraju - pisze Jakub Augustyn Maciejewski w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

W lutym tego roku do marszałka sejmu wpłynął projekt ustawy o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. To jednoznaczna data – tego dnia w 1943 r. doszło na Wołyniu do punktu kulminacyjnego zbrodni Ukraińców na Polakach. W mordowaniu ludności cywilnej brały udział nie tylko sotnie UPA, bowiem świadoma polityka nacjonalistów ukraińskich gwarantowała bezkarność za mordowanie ludności polskiej, lecz także zwykli chłopi ukraińscy, często sąsiedzi swoich ofiar – Polaków. Historyk Grzegorz Motyka przytacza sprawozdania opisujące metody morderców: „Koniecznie trzeba zauważyć, że nacjonaliści nie rozstrzeliwują Polaków, a rżną nożami i rąbią toporami, niezależnie od wieku i płci”. W innym miejscu badacz przywołuje wspomnienia Adeli Preis (z domu Ziółkowska): „Ok. godziny 13 banderowcy wtargnęli do kościoła i mordowali ludność. Małe dzieci rozstrzaskiwali o mur”. Timothy Snyder pisze o „dziesiątkach tysięcy Polaków” zamordowanych w ten sposób.

Brytyjski historyk sformułował także koncepcję, wedle której na tzw. skrwawionych ziemiach (tereny dawnej Rzeczypospolitej aż do granic frontu wschodniego z 1942 r.) dochodziło do ludobójstwa na bezbronnych narodach jako odwetu za niemożność zwalczenia Związku Sowieckiego. Snyder twierdzi, że Holokaust był związany ze zwycięstwami Armii Czerwonej, wobec których III Rzesza zareagowała zemstą na Żydach i innych narodach – był to zdaniem historyka „substytut triumfu”. Podobnie było z Ukraińcami – w obliczu zbliżania się Sowietów i postępów w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” nacjonaliści spod znaku OUN–UPA postanowili zlikwidować ludność polską z terenów, które uważali za swoje. Kryterium etniczne, którym kierowano się w doborze ofiar, nie pozostawia wątpliwości – to było ludobójstwo. Także Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” (21/2016) twardo określa ukraińską rzeź: „Muszę powiedzieć, że zbrodnie popełniane na naszych rodakach przez UPA muszą być nazwane ludobójstwem. Nie dopuszczam żadnej formy wybielania tego straszliwego czasu naszej wspólnej historii, ze względu choćby na dzisiejszą sytuację Ukrainy”. Prezes PiS proponuje datę 17 września jako najlepszą dla upamiętnienia losów Kresowian: „Ten dzień łączy wszystkie zbrodnie popełniane na Polakach” – stwierdził w rozmowie z Katarzyną Górską-Hejke i Tomaszem Sakiewiczem.

„Usuwajcie ten polski brud”

– Grupy, które zabiegają o upamiętnienie ofiar ludobójstwa Ukraińców na Polakach, są w sposób niewystarczający wspierane przez państwo – mówi „Gazecie Polskiej” historyk prof. Andrzej Nowak. – Pamiętajmy jednak, że nie byłoby tego ludobójstwa, gdyby nie wcześniejsze przygotowanie milionów ludzi do masowych aktów przemocy – podkreśla sowietolog. Profesor Nowak przypomina m.in. zbrodnie ludobójstwa, jakie miały miejsce na Ukrainie w latach 30.: wielki głód, zorganizowany przez Sowietów dla zgładzenia niepokornych Ukraińców, a także ideologię Adolfa Hitlera, która przekonywała, że istnieją gorsze rasy ludzi, które można, a nawet trzeba eksterminować. Z nazizmem Ukraińcy zapoznali się po agresji III Rzeszy na ZSRS w 1941 r.

Jednak prof. Nowak wskazuje na jeszcze jedno bestialskie ludobójstwo, które wyznaczyło szlak kolejnych mordów: „Ta wyjątkowej skali zbrodnia jest przez nas zupełnie zapomniana i ciąży na naszym narodowym sumieniu. To »operacja polska NKWD«”. Wiązała się ona z rozkazem nr 00485, wydanym przez Nikołaja Jeżowa 11 sierpnia 1937 r., nakazującym „całkowitą likwidację siatek szpiegowskich Polskiej Organizacji Wojskowej”. W praktyce okazało się to eksterminacją konkretnie ludności polskiej na terenach graniczących z II Rzeczpospolitą oraz w głównych miastach komunistycznego imperium. W 2012 r. tak pisał o tym historyk Henryk Głębocki: „Znamy, niestety, zbyt mało relacji tych, którzy przeżyli. W dużej części byli to ludzie prości, szczególnie z obszarów Ukrainy i Białorusi, którzy po zesłaniu w głąb ZSRS nie mieli komu opowiedzieć o swoich cierpieniach”. Z pierwszych raportów Nikołaja Jeżowa wynikało, że dokonano ponad 23 tys. aresztowań. Stalin zareagował na to słowami: „Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud. Wyeliminujcie go w interesie Związku Sowieckiego”. Timothy Snyder w książce „Skrwawione ziemie” przyznaje, że „w latach 1937–1938 Polacy byli (…) narażeni na aresztowanie trzydzieści cztery razy bardziej niż inni obywatele sowieccy”. Dobór ofiar opierał się na kryteriach narodowościowych do tego stopnia, że NKWD wybierało za cel ludzi nie tylko o polskich korzeniach, ale np. w miastach szukając polsko brzmiących nazwisk w książce telefonicznej!

Ludobójstwo prawie doskonałe

Profesor Nowak ukazuje jeszcze inne oblicze tej tragedii. – Było to przejście na wyższy poziom zorganizowania ludobójstwa niż wszystkie wcześniejsze zbrodnie. 9 sierpnia 1937 r. Biuro Polityczne Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewickiej) podjęło oficjalną decyzję o eksterminacji Polaków. Dwa dni później zostało to potwierdzone operacyjnie: 11 sierpnia Nikołaj Jeżow wydał NKWD rozkaz wykonania decyzji Politbiura.

Sowieci byli niezwykle konsekwentni podczas „operacji polskiej NKWD”, wyliczyli liczbę ofiar co do jednego człowieka, w efekcie tego ludobójstwa wymordowano 111 091 Polaków. Oprócz tego wiele rodzin ofiar wywieziono na Syberię i do Kazachstanu. Dzięki rosyjskiemu stowarzyszeniu historyków „Memoriał” możemy zapoznać się z rozkazem dokonania ludobójstwa w formie dokumentu. – Tymczasem w innych przypadkach ludobójstwa nie zachowały się takie dokumenty – zwraca uwagę prof. Nowak. – Wiemy o straszliwym ludobójstwie na Żydach podczas II wojny światowej, znamy też szczegóły ludobójstwa na Ormianach w 1915 r., ale akurat nie zachował się żaden pisemny rozkaz, żaden dokument, który można by pokazać i zbadać, a w polskim przypadku taki dokument istnieje.

Historyk komentuje także skalę „operacji polskiej NKWD”: – Liczba ofiar jest pięciokrotnie wyższa niż w całej operacji katyńskiej. To także więcej, niż zginęło na Wołyniu sześć lat później. Czy można więc pomijać ten krwawy rozdział męczeństwa Kresowian tylko dlatego, że rodziny ofiar nie mogą się upomnieć o pamięć? – pyta. Nasuwa się skojarzenie ludobójstwa z 1937 r. ze zbrodnią doskonałą – wykonaną skutecznie, gdy jej kaci nie zostali osądzeni, a cierpienie ofiar przemilczane. Profesor wskazuje datę 11 sierpnia jako adekwatną dla upamiętniania ludobójstwa na Polakach na Wschodzie. To pokazuje, jak głęboko w historię należy sięgnąć, by upamiętniając ofiary sowieckich, niemieckich i ukraińskich zbrodni, nie pominąć żadnej grupy naszych rodaków.

Krwi jeszcze więcej

Lista zbrodni na Kresowianach jest o wiele dłuższa – nadal zbadania wymaga polityka ludnościowa ZSRS przed 1937 r. – Pierwsze ludobójstwo wiąże się z przewrotem bolszewickim, kiedy postanowiono rozprawić się z posiadaczami ziemskimi, których identyfikowano z Polakami – polską szlachtą. Opisała to Zofia Kossak-Szczucka, nadając temu wspólny symboliczny termin: pożoga – wskazuje prof. Nowak. Tu nie znajdziemy konkretnej daty, która mogłaby zostać potraktowana jako symboliczna.

Zawężenie tragedii Kresowian jedynie do pamięci o rzezi wołyńskiej zdejmie winę z Rosjan, dopomoże w dalszym wybielaniu Niemców, a także na zawsze zmieni wyobrażenie o Polakach – będziemy postrzegani w Europie Wschodniej jak intruzi, których można w dowolny sposób usunąć.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Koszalin: znamy wyniki budżetu obywatelskiego

/ Marcin.pw [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]

  

Utworzenie bezpiecznych przejść dla pieszych, akcja „NIE nowotworom u dzieci z Koszalina” oraz powstanie kulturalnego miejsca spotkań „Pod Bookiem” – to zwycięskie projekty ogólnomiejskie w 7. edycji Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2020. Na ich realizację jest blisko 3 mln zł.

Jak poinformował prezydent Koszalina Piotr Jedliński 3186 głosów, najwięcej spośród 22 zadań ogólnomiejskich uzyskał projekt „Bezpieczne przejście dla pieszych – zero wypadków na pasach” o wartości 420 tys. zł.

Jeden z autorów projektu Jakub Kowalik powiedział, że zakłada on montaż lampek przed pasami dla pieszych, które będą pulsacyjnie dawały informację kierowcom, że do przejścia zbliża się pieszy. Przed pasami ma być też położona specjalna mata, która ułatwiać będzie hamowanie pojazdom. Projekt obejmuje cztery lokalizacje: przejście przy ul. Zwycięstwa (przy katedrze i pomniku Jana Pawła II), przy ul. Fałata (przy siedzibie ZUS), przy ul. Władysława IV (przy sklepie Netto i nieczynnym fotoradarze), przy ul. Jana Pawła II (przy kościele pw. św. Ducha).

W przyszłym roku w ramach Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2019 będą realizowane jeszcze dwa ogólnomiejskie projekty. Pierwszym z nich jest akcja profilaktyczna „NIE nowotworom u dzieci z Koszalina” za nieco ponad 47 tys. zł, na którą oddanych zostało 2555 głosów. Natomiast drugi zakłada utworzenie kulturalnego miejsca spotkań „Pod Bookiem”, czyli tarasu przy Koszalińskiej Bibliotece Publicznej. Na projekt wart ponad 262 tys. zł zagłosowały 1843 osoby.

Głosowaniu podlegały także projekty pięciu koszalińskich osiedli (Lechitów, Lubiatowo, Tysiąclecia, Bukowe, Rokosowo), w których mieszkańcy nie doszli do porozumienia co do ich wyboru podczas wrześniowych spotkań. Mogli wybrać tylko jeden z osiedla, w którym zamieszkują.

Głosowanie na projekty w ramach Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2020 trwało od 24 października do 13 listopada i prowadzone było po raz pierwszy wyłącznie elektronicznie. Osoby nieposiadające urządzenia z dostępem do internetu mogły skorzystać w wyznaczonych przez miasto punktów, w których można było zagłosować. Łącznie oddano 9614 głosów. System elektroniczny uniemożliwił oddanie głosów nieważnych. W tym roku nie obowiązywało kryterium wiekowe.

W 12 osiedlach podczas spotkań z mieszkańcami wybrano już wcześniej projekty do realizacji bądź zgłoszone przez nich projekty nie przekraczały łącznie kwoty 114 tys. maksymalnej do wydania dla każdego z osiedli. Dla przykładu mieszkańcy osiedla „Na Skarpie” zdecydowali o wyposażeniu placu zabaw przy ul. E. Gierczak w urządzenia i elementy małej architektury, a ci z osiedla Kotarbińskiego uznali, że chcą wymiany chodnika przy ul. Wyki.

W tegorocznej edycji Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2020 zostały złożone 93 projekty. Nie wszystkie pozytywnie przeszły formalną i merytoryczną ocenę.

Pula Koszalińskiego Budżetu Obywatelskiego 2020 to 2 mln 990 tys. zł. Wartość zgłoszonych projektów nie mogła przekroczyć 114 tys. zł w przypadku tych osiedlowych oraz 1 mln zł w przypadku ogólnomiejskich.

W Koszalinie po raz pierwszy projekty w ramach budżetu obywatelskiego były składane i wybierane w 2013 r. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl