Jak El-Assir odzyskał wadium za stocznie. Miliony dla handlarza bronią

Piotr Nisztor

Dziennikarz śledczy „Gazety Polskiej i „Gazety Polskiej Codziennie”. W Telewizji Republika jest gospodarzem programu „Rozmowa ściśle jawna”.

Kontakt z autorem

  

Cztery dni po katastrofie smoleńskiej, gdy w Polsce trwała żałoba narodowa, państwowy Bumar podpisał umowę wypłaty milionów dolarów libańskiemu handlarzowi bronią, pośredniczącemu w nieudanej transakcji sprzedaży polskich stoczni. Przelew wykonano bez żadnej podstawy dwa miesiące później – ustaliła „Gazeta Polska”.

T o była jedna z największych porażek rządu PO–PSL, budząca bardzo wiele wątpliwości. W 2009 r. fiaskiem zakończyła się próba sprzedaży polskich stoczni katarskiemu inwestorowi. Do dziś tajemnicą owiana jest faktyczna rola przy tej transakcji Abdula Rahmana El-Assira, libańskiego handlarza bronią, od lat robiącego w Polsce interesy z państwowymi przedsiębiorstwami zbrojeniowymi. To właśnie on w imieniu katarskich szejków wpłacił 8 mln dolarów wadium na zakup stoczni. Pieniądze powinny przepaść, bo transakcja nie została zakończona. Jednak Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej, podczas przedstawiania w sejmie wyników zleconego w resorcie audytu ujawnił, że El-Assir – ponad rok po nieudanej sprzedaży stoczni – otrzymał 13 mln dolarów od dawnego Bumaru (obecnie Polski Holding Obronny). Pieniądze zostały przekazane bez wskazania podstawy, w czasie gdy prokuratura badała umowy doradcze zawierane przez państwowego giganta zbrojeniowego m.in. ze spółkami powiązanymi z Libańczykiem.

Z ustaleń „Gazety Polskiej” wynika, że wypłacona suma zawierała zwrot wadium wpłaconego wcześniej przez El-Assira. Z nieoficjalnych informacji wynika, że MON zamierza powiadomić o całej sprawie prokuraturę.

„GP” ujawnia, jak doszło do wypłaty milionów dolarów libańskiemu handlarzowi bronią.

Pod koniec 2008 r. Ministerstwo Skarbu kierowane przez Aleksandra Grada wraz z Agencją Rozwoju Przemysłu (ARP), na czele której stał Wojciech Dąbrowski, rozpoczęło negocjacje w sprawie sprzedaży polskich stoczni. Formalnie potencjalnym nabywcą był zarejestrowany na Antylach Holenderskich tajemniczy fundusz Stiching Particuler Fonds Greenrights (SPFG). Faktycznymi inwestorami, którzy za nim stali, mieli być jednak katarscy szejkowie. W ich imieniu negocjacje z polskim rządem prowadzili Mustafa Jundi, doradca szejka Mubaraka Al Sabah’a, i El-Assir. Ten ostatni bardzo dobrze znał Polskę. Od końca lat 70. robił interesy z dawnym Bumarem. Ten były libański dyplomata należał wówczas do najbardziej zaufanych ludzi Adnana Kashoggiego, saudyjskiego miliardera, który zbił majątek na handlu bronią. W PRL El-Assir poznał Romana Baczyńskiego, który potem przez ponad dekadę (w latach 1996–2007) kierował Bumarem. Ten, stojąc na czele państwowego giganta zbrojeniowego, bardzo chętnie podpisywał umowy prowizyjno-doradcze ze spółkami powiązanymi z Libańczykiem.

W katarskich inwestorów chcących za 400 mln zł nabyć kluczowy majątek polskich stoczni uwierzył rząd PO–PSL, a El-Assir zaczął spotykać się z najważniejszymi politykami PO, w tym z premierem Donaldem Tuskiem (do spotkania doszło w sierpniu 2009 r. w Nicei). Sugerowano wówczas, że Libańczyk ma być też zaangażowany w negocjacje zakupu przez PGNiG katarskiego gazu, a transakcja ta jest powiązana ze sprzedażą polskich stoczni. Tym bardziej że to właśnie z jego konta 4 maja 2009 r. wpłynęło wadium w wysokości 8 mln dol. (czyli około 26,5 mln zł po ówczesnym kursie). Do transakcji nie doszło, a wadium, zgodnie z warunkami postępowania, powinno przepaść na rzecz Skarbu Państwa.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Petycja ws. wycofania się z brexitu odrzucona

zdjęcie ilustracyjne / daniel_diaz_bardillo; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Brytyjski rząd odrzucił podpisaną przez 5,8 miliona osób petycję nawołującą do jednostronnego wycofania się z procesu wyjścia z UE podkreślając, że zamierza "uhonorować wynik referendum z 2016 roku" i doprowadzić do opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię.

Petycja zebrała rekordową liczbę głosów w ciągu zaledwie kilku dni. Otrzymała także wsparcie od wielu pro-europejskich polityków i znanych osób, którzy brali udział w sobotnim, szacowanym na kilkaset tysięcy osób, marszu przeciwników brexitu w Londynie.

W odpowiedzi, napisanej przez ministerstwo ds. wyjścia z Unii Europejskiej, podkreślono, że wycofanie się z planów opuszczenia Wspólnoty "podkopałoby naszą demokrację i zaufanie, które miliony wyborców pokładają w rządzie".

Jak zaznaczono, "blisko trzy czwarte elektoratu wzięło udział w referendum z 2016 roku wierząc, że jego wynik będzie uszanowany", a "rząd napisał przed nim do każdego gospodarstwa domowego, obiecując, że wynik plebiscytu będzie wcielony w życie".

"17,4 miliona osób zagłosowało za wyjściem z UE, zapewniając największy demokratyczny mandat w historii dla działania rządu Zjednoczonego Królestwa. Brytyjczycy ponownie oddali głosy także w wyborach parlamentarnych w 2017 roku, w których ponad 80 proc. zagłosowało na partie - w tym opozycyjne - które zobowiązały się w swoich programach do utrzymania wyniku referendum"

- przypomniano.

W środę posłowie zasiadający w Izbie Gmin przeprowadzą serię orientacyjnych głosowań, które pozwolą na zbadanie poparcia posłów dla różnych modeli relacji kraju z UE, a także być może dla drugiego referendum. Wśród dostępnych opcji może znaleźć się także zawarta w petycji sugestia wycofania się z procesu wyjścia z UE.

Przegłosowanie którejś z tych opcji w środowym głosowaniu nie będzie wiążące prawnie dla rządu premier May, ale będzie stanowić instrukcję polityczną ze strony Izby Gmin.

Unijni liderzy zdecydowali w ubiegłym tygodniu, że parlament w Londynie ma czas do piątku, 29 marca, aby przyjąć proponowaną umowę z UE i opuścić Wspólnotę na zapisanych w niej warunkach w nowym terminie - 22 maja.

W razie nieprzyjęcia tej umowy do końca tygodnia, Wielka Brytania będzie miała czas do 12 kwietnia, aby albo zdecydować się na brexit bez umowy, albo na przedłużenie swego członkostwa w UE i znalezienie wyjścia z impasu politycznego. Mogłoby ono polegać na przykład poprzez drugie referendum lub zmianę proponowanego modelu relacji z UE (np. przez pozostanie we wspólnym rynku lub w unii celnej).

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl