A. Kołakowska: Nie byliśmy zagrożeniem dla policji i homoseksualistów. To była prowokacja

– Nie byliśmy żadnym zagrożeniem ani dla policji, ani dla marszu homoseksualistów, który znajdował się mniej więcej pół kilometra dalej.

youtube.com/print screen/Portal inTARnet/ na zdjęciu Anna i Andrzej Kołakowscy
– Nie byliśmy żadnym zagrożeniem ani dla policji, ani dla marszu homoseksualistów, który znajdował się mniej więcej pół kilometra dalej. To mogły być działania wymierzone w samą Marysię, która już kilka razy sama podpadła środowiskom lewicowym w Trójmieście. Myślę jednak, że była to prowokacja wymierzona w kierunku całego środowiska patriotycznego w Gdańsku – mówi Anna Kołakowska, najmłodszy więzień stanu wojennego, gdańska radna Prawa i Sprawiedliwości, nauczycielka.

Jesteśmy w Sądzie Rejonowym w Gdańsku. Pani rodzina została oskarżona o to, że zatrzymała przed rokiem legalną manifestację, bronicie się… Czy nie chodziło Wam właśnie o zatrzymanie marszu równości?

Dokładnie taki był cel naszego pokojowego protestu. Tak jak Gandhi, w sposób pokojowy, bronimy wyznawanych przez nas wartości chrześcijańskich. Stawiamy opór temu, co wzbudza nasz sprzeciw. W tym roku, podczas sobotniego marszu równości także stawialiśmy bierny opór. Tym razem policja nas spacyfikowała.
W sieci pojawiły się nagrania, na których wyraźnie widać, jak najpierw duża grupa policjantów atakuje Was, a po chwili funkcjonariusze wyciągają z tłumu Pani córkę, Marię.

Marysia w rozmowie z portalem Niezalezna.pl przyznała, że to mogła być prowokacja wymierzona w Pani osobę…
Tak to właśnie wyglądało. Kilku policjantów z dużej odległości podeszło do ludzi stojących na przystanku. Nie byliśmy żadnym zagrożeniem ani dla policji, ani dla marszu homoseksualistów, który znajdował się mniej więcej pół kilometra dalej. To mogły być działania wymierzone w samą Marysię, która już kilka razy sama podpadła środowiskom lewicowym w Trójmieście. Myślę jednak, że była to prowokacja wymierzona w kierunku całego środowiska patriotycznego w Gdańsku. Działamy tutaj bardzo prężnie, razem ze środowiskami narodowymi, katolickimi i z kibicami. Wiele razy udowodniliśmy, że umiemy się skutecznie przeciwstawić dyktatowi lewicy w tym mieście, stąd te wydarzenia.

Przed sądem we wtorek zasugerowała Pani, że trójmiejska policja ze szczególną pieczołowitością ochrania marsze lewicy?
Nie miałam na myśli oczywiście wszystkich policjantów, także tych tutaj zeznających w naszej sprawie. Mam wrażenie, że zwykli policjanci często także są po naszej stronie. Od dawna mówimy jednak, że istnieje coś takiego, jak dyktat środowisk LGTB. Rozmaite czynniki na samej górze hierarchii policyjnej i w innych środowiskach bardzo sprzyjają środowiskom homoseksualnym. Ogromna ilość środków przeznaczana jest na ochranianie ich marszów. Przed marszem w obronie telewizji Trwam jechał jeden radiowóz policyjny. Było spokojnie, mimo że uczestniczyli w nim kibice, narodowcy – takie środowiska, na które policja reaguje alergicznie.

Dlaczego narzekała Pani na stronniczość relacji telewizyjnych dotyczących tych wydarzeń?
Jeden z reporterów opowiadał, jakoby sobotnia reakcja policji, dotycząca tego incydentu na przystanku, była spowodowana tym, że kontrmanifestanci zaczęli rzucać w policję kostką brukową. To nieprawda. Reakcja z naszej strony nastąpiła dopiero, kiedy policja podeszła do nas bliżej i zaczęła atakować. Kiedy policja rozbiła mojemu mężowi okulary i poturbowano jednego chłopaka, dopiero wtedy poleciało w stronę policji kilka kamieni. To natychmiast zostało spacyfikowane przez nasze środowisko. Na filmach uwieczniono jednego chłopaka z kontrmanifestacji, który bardzo skutecznie uspokaja te nastroje. To on powinien dostać order, bo mogło zrobić się naprawdę niebezpiecznie.

 


Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Magdalena Piejko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo