O kim mówił Andrzej Duda pod Monte Cassino? Poruszająca historia kapelana żołnierzy gen. Andersa

Swoje wystąpienie na Monte Cassino w 72.

Mariusz Kubik, www.mariuszkubik.pl; creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.pl
Swoje wystąpienie na Monte Cassino w 72. rocznicę zwycięskiej bitwy II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych generała Władysława Andersa prezydent Andrzej Duda rozpoczął od przywołania pewnej dobrze mu znanej z młodzieńczych, harcerskich lat w Krakowie postaci - ojca Adama Studzińskiego, kapelana polskich żołnierzy II Korpusu.

- Proszę, zamknijcie na chwilę oczy i wyobraźcie sobie sunący w górę, wąską drogą ponad miasteczkiem Cassino szereg polskich czołgów 4. Batalionu idący do pierwszego ataku na Monte Cassino. Wyobraźcie sobie idącego przed tymi czołgami ojca Adama Studzińskiego, kapelana polskich żołnierzy 2. Korpusu. Wyobraźcie sobie, jak usuwa spod gąsienic czołgów rannych żołnierzy, jak udziela ostatniego namaszczenia. Jak padają granaty, jak słychać huk wybuchających pocisków, huk wystrzałów, snajperów, CKM-ów. Wyobraźcie sobie biegnących pod górę polskich żołnierzy przyciśniętych do ziemi, w którą wsiąka krew ich przyjaciół i wrogów – mówił prezydent Andrzej Duda.




Warto przypomnieć sylwetkę tego wspaniałego dominikanina urodzonego 2 czerwca 1911 roku w Strzemieniu koło Żółkwi, a zmarłego 2 kwietnia 2008 roku i pochowanego w Alei Zasłużonych krakowskiego cmentarza Rakowickiego.

Swoją posługę duszpasterską rozpoczął jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, we wrześniu 1939 roku znalazł się wśród internowanych na Węgrzech żołnierzy pomagając wielu z nim przedostać się do Francji. Sam dotarł przez Bałkany do Palestyny, gdzie najpierw został p.o. Proboszcza 2. Brygady Pancernej w II Korpusie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a następnie kapelanem 4. pułku pancernego „Skorpion”, z którym odbył całą kampanię włoską.     

Najbardziej znany był właśnie ze wspomnianego przez Prezydenta RP heroicznego udziału w bitwie o Monte Cassino, gdzie nie tylko niósł duchową posługę rannym i umierającym na pierwszej linii frontu, ale pomagał także w ich ewakuacji. Pisał o nim Melchior Wańkowicz w swojej słynnej książce, a na piersi kapitana (dosłużył się potem stopnia pułkownika) Studzińskiego zawisł wtedy Srebrny Krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Ze swymi towarzyszami dzielił także gorycz rzeczywistości, jaka nastała po 1945 roku. Powrócił do rządzonej przez komunistów Polski, z której potem chciał uciec na Zachód, ale z powodu zdrady (a może prowokacji) trafił na pewien czas za kraty. Pomimo represji i szykan  zdołał jednak ukończyć krakowską Akademię Sztuk Pięknych, uzyskując w 1970 roku tytuł magistra sztuki w zakresie konserwacji zabytków, co pozwoliło mu odkryć i przywrócić do dawnego stanu wiele średniowiecznych skarbów krakowskiego klasztoru oo. Dominikanów. Latami wynosił stamtąd gruz, polerował posadzki, wykonywał mnóstwo fizycznych prac. Jego dziełem jest m.in. odrestaurowanie średniowiecznej krypty, zwanej harcerską, w której gromadziła się w latach 80. cała krakowska skautowa opozycja. Doprowadził także do otwarcia klasztornego muzeum i wyremontował stojący tuż pod Wawelem kościółek pw. Świętego Idziego, czyniąc z niego ośrodek harcerskiego duszpasterstwa.

Przez prawie 70 lat skupiał wokół siebie kombatantów wielu pokoleń, m.in. organizując słynne opłatkowe spotkania legionistów, na które regularnie przychodził ówczesny metropolita krakowski ksiądz kardynał Karol Wojtyła. Opiekował się weteranami walk o niepodległość nie tylko duchowo, ale także materialnie, pomagając starym, schorowanym i często wciąż prześladowanym przez komunistyczny reżim legionistom, żołnierzom 1920 roku oraz Armii Krajowej i Niezłomnym związać koniec z końcem.

Napisał „Przewodnik po polskich cmentarzach wojennych we Włoszech” oraz „Wspomnienia kapelana Pułku 4 Pancernego Skorpion”. Regularnie uczestniczył w spotkaniach żołnierzy gen. Andersa, był również powszechnie znany wśród polskiego uchodźstwa w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Pamiętam, z jaką radością witali go kombatanci PSZ na Zachodzie, mieszkający w USA, kiedy pojechał na IV Światowy Zlot ZHP Poza Granicami Kraju w Rising Sun (Maryland) w sierpniu 1988 roku.

Oprócz wspomnianego już VM był Komandorem Orderu Odrodzenia Polski, miał Krzyż Walecznych i wiele innych polskich oraz brytyjskich odznaczeń bojowych, w latach 90. otrzymał honorowe obywatelstwo stołecznego królewskiego miasta Krakowa oraz Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Doceniło go odradzające się Wojsko Polskie zapraszając na różne uroczystości. 3 maja 2006 roku prezydent Lech Kaczyński awansował go na stopień generała brygady.

Młody harcerz 5. Krakowskiej Drużyny „Piorun” im. Legionistów 1914 Roku w znanym z kultywowania przedwojennych tradycji szczepie ZHP „Wichry” Andrzej Duda wielokrotnie spotykał tę jakże charakterystyczną postać kroczącą po ulicach miasta w białym habicie i czarnym berecie, z przypiętymi na piersi Krzyżami Virtuti Militari i Harcerskim serdecznie pozdrawianą przez wielu ludzi w różnym wieku, którzy mieli kiedykolwiek okazję współpracować z nim w duchu służby Bogu, Polsce i bliźnim. Nic więc dziwnego, że przywołał Ojca Adama w swoim pięknym przemówieniu nad grobami tych, którzy byli jego towarzyszami broni i duchowymi podopiecznymi.
(fot. Mariusz Kubik, www.mariuszkubik.pl; creativecommons.org/licenses/by/3.0/deed.pl)
 

 

Źródło: niezalezna.pl

Jerzy Bukowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo