Wielokrotnie byłem pytany, kto jest dla mnie najważniejszą postacią na „Łączce”, i odpowiadałem, że to jest właśnie pan major. Fakt, że go odnaleźliśmy, to radość, ale i wielka duma z dobrze wykonanego obowiązku. To była praca bardzo wielu ludzi - z Krzysztofem Szwagrzykiem rozmawia Jarosław Wróblewski.

Kiedy Pan po raz pierwszy usłyszał o majorze Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce”?
To był początek lat 90. Pojawiła się niezwykle ważna lektura dla mojego pokolenia, czyli dzisiejszych 50-latków, to była książka Dariusza Fikusa pt. „Pseudonim Łupaszka”. Gdy ukazała się na rynku, wzbudziła ogromne zainteresowanie, bo po raz pierwszy ktoś pisał o majorze jak o bohaterze, człowieku wyjątkowym. Jednocześnie w tym samym okresie konfrontowałem to z dostępną wówczas oficjalną literaturą z lat 70. i 80. Postać pana majora przedstawiana tam była w wyjątkowo złym świetle. Ta rozbieżność była dla mnie porażająca. Przełom, który nastąpił w Polsce w 1989 roku, nie spowodował natychmiastowego otwarcia archiwów, ale był to proces złożony, który trwał co najmniej dekadę. Przełomem było powstanie Instytutu Pamięci Narodowej. To spowodowało, że ci, którzy interesowali się losami powojennego podziemia niepodległościowego, mogli dotrzeć do materiałów niedostępnych przez wiele lat. Dziś major „Łupaszka” to postać powszechnie znana i szanowana. Osobiście nie znam nikogo, kto by nie wiedział, kim on był. Myśląc o nadchodzącym pogrzebie pana majora, uświadamiam sobie, jaką długą drogę jako społeczeństwo przeszliśmy – od czasu, kiedy musieliśmy upominać się o prawdę, łapać skrawki informacji, do dnia, gdy Ministerstwo Obrony Narodowej organizuje panu majorowi pogrzeb państwowy z honorami. To wyjątkowe wydarzenie i bardzo się cieszę, że do niego doszło.

Czy zakładał Pan, że na „Łączce” uda się Panu odnaleźć majora „Łupaszkę”? Wiadomo było niewiele – że miał 41 lat, 179 cm wzrostu i brakowało mu dwóch zębów.
Od lipca 2012 roku, kiedy rozpoczęliśmy po raz pierwszy prace na „Łączce”, najpierw poszukiwawcze, a później ekshumacyjne, nigdy nie miałem 100 proc. pewności, że szczątki pana majora zostaną na „Łączce” odnalezione. Określiłbym to bardziej jako pragnienie, nie miałem mocnych przesłanek, że szczątki pana majora tam się znajdują. Gdy po czterech tygodniach kończyliśmy w tym miejscu prace ekshumacyjne, podjęliśmy szczątki stu kilkunastu ludzi. Wielu z nich miało przestrzeloną czaszkę. Wówczas uznałem, że istnieje naprawdę duże prawdopodobieństwo, iż są wśród nich ci straceni na Rakowieckiej w latach 1948–1956. Nie mam jednak całkowitej pewności, ponieważ od trzeciego etapu prac, na który czekamy, zależy, kiedy te szczątki policzymy i zidentyfikujemy. Wtedy dowiemy się, czy wszystkie osoby zabite na Rakowieckiej zostały pogrzebane na „Łączce”.

Kiedy przystępowaliśmy do drugiego etapu prac w 2013 r., najważniejszym obszarem prowadzonych prac była przestrzeń pod drogą asfaltową, która przecinała „Łączkę” na pół. Gdy znaleźliśmy prawie 200 szczątków, pojawiła się kolejna nadzieja, że pan major „Łupaszka” zostanie wśród nich odnaleziony. Jednocześnie miałem świadomość, że szczątki około 100 ludzi nadal spoczywają pod współczesnymi grobami koło muru cmentarnego i znajdują się tam, gdzie jeszcze nie prowadziliśmy prac.
Byłoby nieprawdą, gdybym powiedział, że 22 maja 2013 r. miałem przekonanie, iż odnaleźliśmy szczątki majora „Łupaszki”. Nie miałem takiego uczucia, choć w codziennych rozmowach mówiliśmy o nim. Mogę dziś ujawnić, że nasz antropolog, pani Agata Thanhausser z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, często mówiła, że jak znajdziemy pana majora, to poznamy go po charakterystycznej diastemie.

Czyli przerwie między zębami.
Tak. Nie ukrywam, że szukaliśmy szczątków z taką wadą uzębienia. To założenie miało jednak słabe przesłanki, bo ci ludzie mogli mieć wybite zęby w śledztwie albo stracić je w więzieniu z powodu chorób. Diastema mogła być więc niezauważalna. Dziś wiem, że szczątki pana majora odnaleźliśmy pod drogą asfaltową, w miejscu, w którym nie powinny się znaleźć.

Dlaczego?
Po pierwszych działaniach na „Łączce”, w 2012 r., przyjęliśmy, że istnieje pewien układ więziennych grobów – dołów śmierci. Pierwszy, skrajny, najbliżej chodnika, zawierał szczątki ludzi straconych latem bądź późną wiosną 1948 roku. W następnym rzędzie mieliśmy ludzi z 1948 i 1949 roku. Kolejny rząd to m.in. szczątki majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, straconego w 1949 r. Więc jeśli nie doszło do jakiegoś zakłócenia w tym układzie dokonywania pochówków, to szczątki pana majora „Łupaszki” powinny się znajdować mniej więcej w czwartym, piątym bądź szóstym rzędzie. Zostały jednak odnalezione w rzędzie trzecim, pod asfaltową drogą, obok człowieka, który został stracony w grudniu 1948 roku. Zwracam uwagę na ten fakt, bo dopóki w pełni nie zakończymy prac na „Łączce”, to typowanie pewnego układu pochówków więziennych może okazać się nieprawidłowe. Sekwencje się rwą i osoby stracone w 1951 r. leżą obok tych zabitych w 1948 r. Dopiero zakończenie prac da nam całkowitą pewność.

Pan major był pochowany niewiele ponad metr pod ziemią. Obok były szczątki czterech mężczyzn. Zostały one rzucone na pozostałe. Według posiadanej wiedzy pan major został stracony w egzekucji 8 lutego 1951 r. Pozostałe szczątki to: por. Henryk Borowy-Borowski „Trzmiel”, płk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, dowódca Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej i przełożony majora „Łupaszki”, oraz por. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, dowódca 6. Wileńskiej Brygady AK. Gdy uzyskaliśmy potwierdzenie genetyczne od rodziny pana płk. Olechnowicza i por. Borowego-Borowskiego, wiedzieliśmy, że w tym dole nie było żadnych „zakłóceń”, czyli to nie musiały być osoby z jednej egzekucji. Mamy tu do czynienia z pewnym sposobem postępowania przez funkcjonariusza z Rakowieckiej, który był odpowiedzialny za pochówki na „Łączce”. Wiedząc, że – przykładowo – zostanie dziś w nocy wykonana egzekucja, a za dwa dni kolejna, nie jeździł z każdymi zwłokami natychmiast na „Łączkę”, ale czekał, aż będzie ich więcej.

Odnalezienie szczątków majora „Łupaszki” to ukoronowanie Pana pracy?
Major „Łupaszka” to mój bohater. Wielokrotnie byłem pytany, kto jest dla mnie najważniejszą postacią na „Łączce”, i odpowiadałem, że to jest właśnie pan major. Fakt, że go odnaleźliśmy, to radość, ale i wielka duma z dobrze wykonanego obowiązku. To była praca bardzo wielu ludzi. Będziemy na uroczystościach pogrzebowych i wierzę, że każdy członek naszej ekipy, każdy wolontariusz będzie czuł wtedy dumę z odnalezienia wielkiego oficera Polaka.

Znał Pan osobiście córkę majora „Łupaszki”, panią Barbarę Szendzielarz. Liczyła, że jej ojciec spoczywa na „Łączce”?
Ona wielokrotnie wyrażała pragnienie, żeby szczątki jej taty zostały odnalezione. Nie mówiła o konkretnym miejscu, ale gdzieś… kiedyś... To było jak marzenie, które się wypowiada z bardzo dużą rezerwą. Myślę, że już niedługo będzie ono zrealizowane. Przypominam sobie zdjęcie, które zawsze mnie wzruszało, gdzie major siedzi na koniu ze swoją córką. Już niedługo będzie ono miało swój szczególny wymiar.