​I one chcą nas pouczać?! Prawda o Niemkach, które przygotowują rezolucję dot. Polski

W czasie najbliższego posiedzenia Parlamentu Europejskiego odbędzie się głosowanie nad rezolucją dotyczącą Polski w związku z sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego.

flickr.com/photos/european parliament
W czasie najbliższego posiedzenia Parlamentu Europejskiego odbędzie się głosowanie nad rezolucją dotyczącą Polski w związku z sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego. Według zakulisowych i medialnych informacji, głównymi autorkami rezolucji są niemieckie europosłanki. Dwie z nich mają wyjątkowo interesującą przeszłość.

Jeżeli informacje są prawdziwe, to warto przybliżyć postacie, które zajmują się z ramienia Parlamentu Europejskiego – a także na specjalne życzenie polskiej opozycji – pisaniem rezolucji, której treść będzie zestawem uwag mających ocenić praworządność w Polsce.

Jedną z autorek ma być urodzona w NRD w 1957 roku reprezentantka lewicy Cornelia Ernst, której życiorys pokazuje, że w okresie komunistycznego reżimu szeroko korzystała z dobrodziejstw płynących z racji przynależności do enerdowskiej komunistycznej SED – Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec. Ernst wstąpiła w jej szeregi zaraz po maturze w 1976 roku. Po studiach była zatrudniana na intratnych rządowych posadach. Pod koniec lat siedemdziesiątych została w Lipsku instruktorką młodzieżówki komunistycznej FDJ – sekcji historycznej. W zjednoczonych Niemczech była najpierw członkinią postkomunistycznej partii PDS, później została z ramienia partii lewicowej „Die Linke” niemiecką europosłanką. 

Drugą osobą, która według medialnych doniesień współtworzy rezolucję skierowana przeciwko Polsce, jest europosłanka Monika Hohlmeier, córka Franza Josefa Straussa – wieloletniego premiera Bawarii, członkini partii CSU oraz była bawarska minister kultury. Prasa niemiecka wielokrotnie i obszernie informowała o kłopotach Hohlmeier, która w 2002 roku w bawarskiej miejscowości Perlach, brała udział w fałszerstwach przy werbowaniu nowych członków do ugrupowania. Akta sprawy mówią nawet o tym, że grupa młodych członków CSU płaciła za fałszowanie danych. Powodem tych oszustw – jak m.in. pisał w zeszłym roku monachijski „Sueddeutsche Zeitung” – było sztuczne podniesienie liczby członków organizacji, gdzie rządziła Hohlmeier, aby później podczas wyborów przejąć władzę w lokalnych strukturach CSU. Podczas rozprawy sądowej – do której doszło w 2004 roku w Monachium – jeden z oskarżonych zeznał, że Monika Hohlmeier nie tylko brała udział w tym procederze, ale także nim kierowała. W każdym razie w roku 2003 została szefem monachijskiej CSU. Ujawnienie procederu fałszerstw i skandal, jaki wybuchł, doprowadził do jej dymisji zarówno z funkcji ministra kultury jak i przewodniczącej CSU w Monachium. Sama Hohlmeier nie przyznała się do winy, oskarżając innych o prowokację wobec niej. Późniejszy premier landu Edmund Stoiber w 2009 roku wybaczył jej wszystkie grzechy i wystawił jako kandydatkę do Parlamentu Europejskiego, gdzie zasiada do dzisiaj.

To nie jedyna negatywnie oceniana przez prasę przygoda córki Franza Josefa Straussa. „Die Welt” przypomniał kilkanaście dni temu przegrany przez nią i jej brata proces, który wytoczyli oni autorowi książki o rodzinie Straussów za zniesławienie. Wilhelm Schloetterer w jednej z książek pisząc o słynnym Bawarczyku napisał, że jego dzieci (m.in. Monika Hohlmeier) odziedziczyli po ojcu milionowy majątek w dużej części nieopodatkowany i pochodzący z przestępstw.

 

Źródło: niezalezna.pl

​Waldemar Maszewski (Hamburg)
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo