Zdaniem ośrodka analitycznego Stratfor, decyzja Stanów Zjednoczonych o rozmieszczeniu w 2017 r. dodatkowej brygady pancernej w Europie Wschodniej to zbyt mało, by odeprzeć potencjalną agresję Rosji. Z wyliczeń ekspertów wynika, że na Starym Kontynencie powinno stacjonować co najmniej siedem w pełni uzbrojonych dywizji żołnierzy.

Dodatkowa brygada to ok. 4,5 tys. żołnierzy oddelegowanych do wsparcia sił NATO w Europie Wschodniej. Ogółem w Europie stacjonuje 60 tys. amerykańskich żołnierzy, a za kilka miesięcy do dwóch brygad (piechoty i spadochronowej) dołączy trzecia (pancerna). Decyzja amerykańskich dowódców pokazuje, że w razie ewentualnej agresji Rosji żołnierze z USA walczyliby na pierwszym froncie – przypomina w swojej najnowszej analizie ośrodek Stratfor. Eksperci dodają jednak, że w pierwszej koncepcji z 2012 r. władze w Waszyngtonie zabiegały o wysłanie czterech brygad, a liczba amerykańskich żołnierzy w Europie miała przekroczyć 70 tys.

W opinii analityków, problemem przy potencjalnej wojnie z Rosją może być liczebność oraz rotacyjny charakter batalionów, których żołnierze, według decyzji EUCOM-u (Dowództwa Europejskiego Stanów Zjednoczonych), będą zmieniali się co dziewięć miesięcy.

„Z niedawnych analiz instytutu badawczego Rand Corp wynika, że wojska FR mogłyby zająć terytoria krajów bałtyckich maksymalnie w ciągu trzech dni. By zastopować taki scenariusz, potrzebnych jest co najmniej siedem w pełni uzbrojonych dywizji żołnierzy, gotowych w każdym momencie do ataku” – ostrzega Stratfor. Biorąc pod uwagę obecną liczbę amerykańskich wojskowych w Europie (60 tys.) oraz przyjmując maksymalną wielkość jednej dywizji (15 tys. żołnierzy) i mnożąc tę liczbę razy siedem (105 tys.), wychodzi, że do odparcia rosyjskiej agresji potrzeba dodatkowych 55 tys. żołnierzy.

Czytaj więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”