Safia S., Niemka z marokańskimi korzeniami, ma 15 lat i jest obecnie najmłodszą podejrzaną o działalność terrorystyczną w Niemczech. Dziewczyna pod koniec lutego dźgnęła kuchennym nożem w szyję 34-letniego policjanta. Ofiara napaści na szczęście przeżyła. Sygnały o tym, że Safia S. się radykalizuje, policja otrzymywała od kilku miesięcy. Dziewczyna od siódmego roku życia była stałą bywalczynią meczetów zdominowanych przez islamskich fundamentalistów, salafitów, wiele wskazuje na to, że nawiązała też kontakt z Państwem Islamskim. Nikt nic w tej sprawie nie zrobił. Teraz zajmuje się nią specjalna komisja w Landtagu.


Listopad 2015 r., babcia Safii zawiadamia policję o niepokojącym zachowaniu wnuczki. Dziewczyna się zmieniła, nawet w domu rodzinnym nie chce zdjąć chusty, kobieta podejrzewa, że Safia przeszła pranie mózgu. Policja składa starszej pani wizytę i na tym kończy się zainteresowanie dziewczyną. Styczeń 2016 r., Safia wymyka się z domu, jakby nigdy nic kupuje bilet na samolot do Stambułu i opuszcza Niemcy. Niepozorna nastolatka w chuście nie wzbudza niczyjej czujności. Dziewczyna przesyła na czacie wiadomości z podejrzewanym przez niemieckie służby o działalność terrorystyczną Syryjczykiem mieszkającym w Niemczech. Pisze mu, że „chciałaby dokonać w Niemczech czynu męczeńskiego”. Znajomy odradza. Jego zdaniem najpierw powinna pojechać do Syrii. Dziewczyna do Syrii nie dociera, ponieważ zaniepokojona jej nagłym wyjazdem matka rusza w ślad za nią. Razem wracają do Niemiec, ale wiele wskazuje na to, że mimo udaremnionej wyprawy do matecznika Państwa Islamskiego dziewczyna i tak nawiązała już kontakt z dżihadystami. Kilka dni po powrocie z Turcji policja dostaje kolejny sygnał, że z nastolatką dzieje się coś niepokojącego. Tym razem wieści przychodzą od dyrektora gimnazjum, do którego uczęszcza. Jej zachowanie wzbudza mieszane uczucia nauczycieli i uczniów. I znowu nic. 26 lutego 2016 r. – Dworzec Główny w Hanowerze. To miała być rutynowa kontrola, Safia miała pokazać swój dowód tożsamości. Pokazała, ale z rękawa po chwili wyciągnęła nóż i wbiła go w szyję funkcjonariusza. Od miesiąca przebywa w areszcie, a prokuratura kompletuje dowody w jej sprawie. Zaatakowany policjant przeszedł ciężką operację.

Mentor Vogel i jego maskotka

– Młode drzewko potrzebuje podpory, bo bez niej urośnie krzywe. A jak będziesz chciał to krzywe drzewo naprostować, okaże się, że twoja córka już dawno tańczy na rurze w nocnym klubie – ostrzega Pierre Vogel, mentor niemieckich salafitów, były bokser, który w 2001 r. przeszedł na islam. Vogel często wypowiada się na tematy dotyczące kobiet i mówi, jak powinna żyć „prawdziwa muzułmańska siostra”, by nie przynosić ujmy braciom i ojcu. Jest zniesmaczony tym, że w Niemczech „na jedną siostrę w hidżabie (chusta zasłaniająca włosy i szyję) przypada 10, które biegają po ulicy w mini” i radzi swoim słuchaczom, aby jak najwcześniej zaszczepili w córkach zwyczaj noszenia chusty, a z wiekiem zakrywania całego ciała, wychwala dwuletnie dziewczynki, które „stają przed lustrem, zakładają chustę i są dumne, że kiedyś będą ją nosić”. Safia S. też dumnie nosiła chustę. Jako kilkuletnia dziewczynka stała się maskotką Vogla i skupionych wokół niego salafitów, spotykających się na wykładach swojego guru w meczecie w północnej części Hanoweru. Miejsce to od lat jest pod obserwacją Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, gdyż uchodzi za kuźnię islamistycznych kadr, stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Safia przychodziła na spotkania z dwoma starszymi braćmi, Salehem i Schouaibem, ten drugi twierdzi dziś, że nie ma nic wspólnego z ruchem salafickim, pierwszy pozostał przy siostrze i jak wynika z ustaleń tygodnika „Der Spiegel”, wielokrotnie brał udział w głośnych w Niemczech akcjach rozdawania Koranu na ulicach. Ale to siostra grała pierwsze skrzypce. W internecie wciąż można obejrzeć nagrania ze spotkań Safii z Voglem. Schemat jest podobny: dziewczynka w chuście recytuje Koran, a potem Vogel dopytuje, czy już zakłada do szkoły hidżab. Jako siedmiolatka Safia deklaruje, że zacznie nosić hidżab, kiedy skończy dziewięć lat, Vogel zachwycony woła Mashallah! (doskonale!) i wychwala Safię jako przykład „prostego drzewa, które się nie skrzywi”. W kolejnym nagraniu Safia ma już lat dziewięć i nosi do szkoły hidżab, Vogel dopytuje, czy nauczycielka jej za to nie gani, dziewczynka odpowiada, że nie, od kiedy jej matka interweniowała u dyrektora szkoły. Jej mentor pęka z dumy. Safia recytuje Koran, a pod koniec spotkania zapewnia, że jak skończy 18 lat, przywdzieje nikab, czyli zasłonę całkowicie zakrywającą twarz (widać tylko oczy). Deklaracja spotyka się z aplauzem. Sześć lat później Safia szuka kontaktu z Państwem Islamskim, chce zostać męczennicą islamu i atakuje kuchennym nożem policjanta na hanowerskim Dworcu Głównym.

„Męczennica” islamu

Vogel nie poczuwa się do odpowiedzialności za radykalizację swojej podopiecznej. Kilka dni po wydarzeniu na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych zapewnia, że Safia zawsze może na niego liczyć, a raniony policjant dłużej by został w szpitalu „po ataku kamicy nerkowej” niż po tym, co się wydarzyło na hanowerskim dworcu. W sieci dziewczyna jest tymczasem wielbiona przez islamistów jako „męczennica” i ta, która pokazała mężczyznom, „jak walczyć”. Niemieckie służby obawiają się, że za przykładem nastolatki mogą pójść kolejni. Służby przyznają, że czyn ten jest wyjątkowy nie tylko ze względu na wiek i płeć agresora, ale i dlatego, że po raz pierwszy ofiarą ataku motywowanego islamskim terroryzmem padł umundurowany policjant.

Jeszcze kilka tygodni temu minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii, Boris Pistorius, zgłaszał postulat ustawowego podwyższenia wieku, od którego Urząd Ochrony Konstytucji może obserwować młodocianych podejrzewanych o działalność terrorystyczną z 14 do 16 lat. Po ataku Safii zmienił jednak zdanie. W Landtagu Dolnej Saksonii na wniosek CDU i FDP powstanie komisja śledcza, która weźmie pod lupę pozostawiającą wiele do życzenia współpracę policji i Urzędu Ochrony Konstytucji w sprawie agresywnej 15-latki.

Kto zawiódł?

Niemcy żyją w strachu przed swoimi rodakami, którzy wyjeżdżają do Syrii i Iraku, gdzie zdobywają doświadczenie bojowe w szeregach Państwa Islamskiego, a potem po powrocie do Niemiec radykalizują innych. Tylko w tym roku do Niemiec z dżihadu w Syrii wróciło ok. 350 osób, które trzeba objąć obserwacją. Federalny Urząd Kryminalny szacuje, że 5 proc. z tych, którzy wyjechali na wojnę, nie miało jeszcze 18 lat. Państwo Islamskie dociera do młodych Niemców, zarówno rdzennych, jak i pochodzących z małżeństw mieszanych z wyznawcami islamu, przez internet, ale i za pośrednictwem islamistycznych środowisk od wielu lat działających w Niemczech pod przykrywką meczetów i centrów kulturalnych. Salafici stanowią tu grupę najprężniejszą. Według szacunków Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji jeszcze w 2012 r. w Niemczech było 3,9 tys. salafitów, dziś jest ich 8,6 tys. Ich siłą jest to, że dają proste odpowiedzi na trudne pytania i złudne poczucie przynależności do „czegoś wielkiego i ważnego”, a islam można przyjąć nawet przez internet lub telefonicznie. A główny guru ruchu Pierre Vogel zawsze służy swoim braciom dobrą radą. Vogel ma też odpowiedzi dla niemieckich mediów. Na zapytanie dziennika „Hannoversche Allgemeine”, kto jest winny temu, że 15-latka w hidżabie otwarcie atakuje policjanta, stwierdził: „Za radykalizację wielu młodych muzułmanów należałoby podziękować takim instytucjom jak Urząd Ochrony Konstytucji”. Niemcy faktycznie mają problem. I to potężny, zważywszy na to, że do obserwacji jednego osobnika podejrzanego o terroryzm służby powołują nawet cztery zespoły operacyjne, co jest wyzwaniem finansowym i logistycznym. W wypadku Safii powołano o cztery zespoły za mało. A eksperci alarmują, że to dopiero początek agresji z udziałem młodocianych terrorystów.