Jarosław Kaczyński: Gdyby nie rozdzielono wizyt, do tragedii w Smoleńsku by nie doszło

– Wiadomo, że Putin był bardzo niechętnie nastawiony do mojego brata i dużo pozytywniej do Tuska. Gdyby nie rozdzielono wizyt, to do tragedii by nie doszło. Ten lot (do Smoleńska – przyp.

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
– Wiadomo, że Putin był bardzo niechętnie nastawiony do mojego brata i dużo pozytywniej do Tuska. Gdyby nie rozdzielono wizyt, to do tragedii by nie doszło. Ten lot (do Smoleńska – przyp. red.) z Tuskiem był jednak nieporównanie lepiej przygotowany, zabezpieczony – powiedział w rozmowie z Superstacją Jarosław Kaczyński. Dodał też, że „doszło do wielokrotnego łamania prawa – zarówno przed, jak i po” katastrofie smoleńskiej.

Jarosław Kaczyński podkreślił, że w sprawie Smoleńska nie chodzi o relacje między Donaldem Tuskiem i nim, a o kwestię odpowiedzialności za państwo oraz odpowiedzialności za ogromną tragedię.

W tym przynajmniej znaczeniu, że doszło do bardzo poważnych zaniedbań i doszło do sytuacji, w której bezpieczeństwo prezydenta i sam prezydent był stawiany w pozycji człowieka, którego kompetencje się kwestionuje i którego kompetencje się lekceważy w sposób zaplanowany. To był element fatalnej, niszczącej, antypaństwowej polityki, która nie powinna mieć miejsca, a która była stosowana

– powiedział prezes PiS, dodając, że „ta tragedia była ostatecznym efektem tego, co się stało”. – Jeszcze w kampanii prezydenckiej 2010 roku powiedziałem, że chłopcy się bawili zapałkami i w końcu podpalili lont – przypomniał.

Jak zaznaczył w rozmowie z Superstacją, próbował przekonać brata, aby do Smoleńska pojechał pociągiem.

To był szczególny czas. Nasza mama była w szpitalu – między życiem a śmiercią. Większość lekarzy, pielęgniarki, to były osoby przekonane, że mama umrze. Była nieprzytomna, pod respiratorem, w sali intensywnej opieki. Tak naprawdę rozmawialiśmy przede wszystkim o tym. Byliśmy tym bardzo zdenerwowani i bardzo zmęczeni, bo to długo trwało. Sądzę, że gdyby nie to, to niewykluczone, że Leszek by nie poleciał, że bym wymusił na nim, aby pojechał pociągiem. Ja miałem jakieś takie wewnętrzne przeświadczenie, żeby nie lecieć samolotem

– opowiadał. Wyjaśnił również, że nie była to „jakaś obawa skonkretyzowana”.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości tłumaczył także, dlaczego nie powinno było dojść do rozdzielenia wizyt Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska.

Jest jasne, że gdyby lecieli razem, to nic by się nie stało. Tam mogłyby być co najwyżej jakieś incydenty dyplomatyczne na lotnisku, czy już później w Smoleńsku. Ze względów proceduralnych prezydent jest zawsze numerem pierwszym. Tusk nie uznawał tego w stosunku do mojego brata, skądinąd mam pewne obawy, że nie bardzo to uznawał także w stosunku do prezydenta Komorowskiego. Krótko mówiąc – mogło tam dojść do jakichś zgrzytów, przecież wiadomo, że Putin był bardzo niechętnie nastawiony do mojego brata i dużo pozytywniej do Tuska. Gdyby nie rozdzielono wizyt, to do tragedii by nie doszło. Ten lot z Tuskiem był jednak nieporównanie lepiej przygotowany, zabezpieczony

– mówił Jarosław Kaczyński.

Podkreślił też, że uważa, iż w sprawie Smoleńska „doszło do wielokrotnego łamania prawa – zarówno przed, jak i po”. – To powinno być też w ten sposób potraktowane i odpowiednio ocenione przez organy wymiaru sprawiedliwości. Takie jest moje przeświadczenie – powiedział Kaczyński. 

 

Źródło: Superstacja

plk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo