Terroryści wpadli przez przypadek. Niemieckie ślady islamskiego terroru

W czwartek niemiecka policja aresztowała w okolicach miejscowości Giessen i Duesseldorfu dwóch mężczyzn podejrzanych o współudział w przygotowaniu i dokonaniu zamachu z Brukseli.

print screen
W czwartek niemiecka policja aresztowała w okolicach miejscowości Giessen i Duesseldorfu dwóch mężczyzn podejrzanych o współudział w przygotowaniu i dokonaniu zamachu z Brukseli. Zatrzymani to Samir E. oraz inny nieznany do tej pory osobnik. Obydwaj najprawdopodobniej należą do salafickiej komórki terrorystycznej. Informacje, jakie wychodzą na światło dzienne pokazują jak niefrasobliwie i nieprofesjonalnie działały służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w krajach unijnych.

Jak informuje hamburski „Der Spiegel” jeden salafista wpadł przypadkowo podczas rutynowej kontroli na dworcu w Giessen, natomiast drugiego - Samira E. - zatrzymał w Duesseldorfie antyterrorystyczny oddział specjalny. Obydwaj – jak twierdzą niemieckie agencje prasowe – są bezpośrednio powiązani z atakami w stolicy Belgii, istnieją dowody, że zatrzymany w Duesseldorfie kontaktował się z Khalidem El Bakraoui, który był jednym z zamachowców w brukselskim metrze. W jego telefonie odczytano co najmniej dwa podejrzane SMS-y, jeden z nich był o treści: „FIN” (koniec) i przyszedł trzy minuty pod odpaleniu ładunków w Brukseli. Jak informuje „Spiegel-online”, prokuratura potwierdziła fakt zatrzymania mężczyzn, przeciwko którym prowadzi się obecnie śledztwo dotyczące przygotowywania „ciężkiego aktu przemocy zagrażającego bezpieczeństwu państwa”.

Brakowało rozpoznania

Po przeszukaniu mieszkania jednego z podejrzanych policja znalazła m.in. dowód na jego pobyt kilku dni wcześniej w szpitalu, gdzie opatrywano mu rany. W tym właśnie czasie w Brukseli dokonano aresztowania innego terrorysty Salaha Abdeslama. Istnieją poważne podejrzenia, że aresztowany w Niemczech salafista był czynnym uczestnikiem strzelaniny i został właśnie wtedy ranny. Agencja prasowa DPA podała jeszcze jedną sensacyjną informację - że Samir E. był dobrze znany niemieckim służbom i policji jako czynny salaficki dżihadysta na muzułmańskiej scenie w Nadrenii Północnej Westfalii. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż finansował swoją i swoich braci nielegalną działalność z pieniędzy pochodzących z kradzieży samochodów. Podobno wpadł po jednej z takich akcji i 1 marca tego roku został skazany na dwa i pół roku więzienia, co wcale nie przeszkodziło mu w swobodnym poruszaniu się po całej Europie. Jego adwokat założył apelację od wyroku.

Obydwaj podejrzani wielokrotnie nielegalnie przekraczali europejskie granice. W 2015 roku byli przez władze tureckie deportowani do Amsterdamu (skąd przylecieli), wraz z podejrzeniami o angażowanie się w spotkania islamskich grup terrorystycznych oraz o uczestnictwo w wojnie w Syrii. Służby zarówno Holandii, jak i Niemiec zlekceważyły te informację.

Scena salafickich dżihadystów

Jak informuje niemiecki wywiad, systematycznie rośnie w Niemczech liczba salafickich dżihadystów, wzrasta też ich aktywność propagandowa. W porównaniu z innymi krajami, ich aktywność u naszych zachodnich sąsiadów jest kilkukrotnie wyższa. Jeszcze w 2011 roku czynnych i zaangażowanych salafistów w całych Niemczech było 3 800, natomiast w roku 2015 liczba ta wzrosła do 7 500. Jak udało nam się dowiedzieć (w źródłach zbliżonych do niemieckiego wywiadu), tylko w Hamburgu przebywa obecnie około 460 salafistów, z czego minimum 65 w minionym dość krótkim czasie wyjeżdżało do Syrii i północnego Iraku, gdzie uczestniczyło w wojnie.

Pomimo tego, że wiedza ta jest dostępna, to władza niewiele potrafi zrobić, aby zabezpieczyć bezpieczeństwo swoich obywateli.

Czy Niemcy są bazą islamskiego terroru w Europie?

To nie przypadek, gdy padają informację o tym, że niemieckie miasta są bazą (szkoleniową i wypadową) islamskich terrorystów. Tak było w przypadku zamachu na Nowy Jork w 2001 roku, kiedy się okazało, iż Hamburg był jedną z głównych siedzib islamistów w Europie. Pięciu terrorystów, którzy wtedy porwali i wysadzili samoloty pasażerskie, a także przygotowywali zamach na WTC (Mohamed Atta, Marwan Al-Shehhi i Ziad Shamir Jarrah, Said Bahajia i Al Sabbagh) mieszkali i studiowali w Hamburgu. Jeden z nich - Said Bahajia - był odpowiedzialny w hamburskiej islamskiej siatce terrorystycznej za sprawy logistyczne i organizował fałszywe paszporty, ukrywał członków grupy oraz organizował tajne spotkania. To on załatwił wizy amerykańskie terrorystom. Policja twierdzi, że nawet brał czynny udział w porwaniu samolotu, który rozbił się w Pittsburgu. Posiadał niemieckie obywatelstwo i studiował na Technicznym Uniwersytecie Hamburskim elektrotechnikę.

Czy Niemcy są bezpieczne?

Po zamachach w Brukseli szef niemieckiego MSW Thomas de Maiziere przyznał, że sytuacja jest poważna, ale zaraz dodał, iż Niemcy są dobrze strzeżone i mają do tej pory szczęście. Przy okazji wzmożenia zagrożenia terrorystycznego nad Renem zaczęły pojawiać się dziwne pomysły sugerujące utworzenie czegoś w rodzaju Unijnej Policji Kryminalnej (coś więcej niż Europol). Ulf Kuech ze związku Urzędników Policji Kryminalnej w jednym z wywiadów stwierdził, że mamy w Europie unię gospodarczą i polityczną, ale brakuje nam wspólnej unijnej policji, a jej utworzenie znacznie poprawiłoby bezpieczeństwo wszystkich obywateli.

Wielu naszych rozmówców wątpi jednak, aby to właśnie był skuteczny sposób walki z terroryzmem.

Brak kontroli nad uchodźcami

Nie wszyscy są tak spokojni jak władze w Berlinie. Coraz więcej ekspertów twierdzi, że sytuacja już wymknęła się spod kontroli. Guido Steinberg z fundacji Nauka i Polityka ostrzegł, że tylko w zeszłym toku około 10 tysięcy ludzi przeszła niemiecką granicę i do dzisiaj nie wiadomo ani kim są, ani gdzie się znajdują. Steinberg przypomniał, że minimum dwóch zamachowców z Paryża korzystało z tak zwanej drogi bałkańskiej. Podobnie jak ci zatrzymani w Duesseldorfie i na dworcu w Giessen. Oczywiście całe Niemcy potępiają zamachy w Brukseli, ale już zdecydowanie różnie oceniają zagrożenie terrorystyczne Europy po otwarciu granic dla uciekinierów. Prorządowe media od początku tłumaczyły, że uchodźcy nie mają nic wspólnego z zamachami. Społeczeństwo jest w tej kwestii podzielone i chociaż ciągle większość reprezentuje pogląd zgodny z linią rządową, to jednak rośnie liczba tych, którzy dostrzegają związek coraz większego niepokoju z coraz większą liczba uchodźców. Tych informacji nie znajdziemy w oficjalnych mediach, ale coraz częściej ludzie sięgają do internetu i mediów społecznościowych. Facebook jest pełen opinii, z których jasno wynika, że coraz więcej ludzi ma dość polityki otwartych drzwi, bowiem jest zdania, że taka właśnie polityka przy okazji wprowadza do Europy zagrożenie. Była posłanka CDU z Badenii Wirtembergii – Vera Langsfeld na swoim facebookowym profilu napisała wprost, że to Merkel jest współwinna zamachom w Brukseli.

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski,Hamburg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo