Prof. Modzelewski miażdży KNF ws. ustawy frankowej: „Zabawny dokument. Groteskowy”

  

W ocenie prof. Witolda Modzelewskiego informacja Komisji Nadzoru Finansowego dotycząca skutków prezydenckiej ustawy frankowej jest „zabawna” i „groteskowa”. Członkiem Narodowej Rady Rozwoju, wybitny specjalista od prawa podatkowego, a w latach 1992-1996 wiceminister finansów tłumaczy również dlaczego, jego zdaniem KNF najlepiej byłoby w ogóle zlikwidować.

- Instytucja nadzoru publicznego sprawdza problem rozsyłając ankiety do tych, których nadzoruje. To tak, jakby Urząd Kontroli Skarbowej rozesłał do podmiotów, które są być może podejrzane o wyłudzanie VAT-u wezwanie, żeby wypełniły ankiety i powiedziały, jakie straty poniosą w wyniku zwrotu tych pieniędzy... no groteska.  [...] Jeżeli jakakolwiek instytucja publiczna tak wykonuje swoje obowiązki, to jedyną rzeczą, którą trzeba z tą instytucją zrobić, to ją zlikwidować – mówił na antenie TVN24 BiS prof. Modzelewski.

Ponadto Witold Modzelewski zwraca uwagę na fakt, że Komisja Nadzoru Finansowego postanowiła sprawdzić problem rozsyłając ankiety do tych, których kontroluje.

 - Dlaczego KNF nie sprawdził, czy na spreadach zarobiono. Głównym zarzutem jest to, że sprzedawano coś, czego nie ma.  Jeżeli jest podejrzenie, że co miesiąc banki są wielkim kantorem, sprzedając franki, których nie mają, to pierwszą rzeczą, którą KNF powinien zrobić jest znalezienie odpowiedzi na pytanie jaka jest prawda – uważa prof. Witold Modzelewski.

Z kolei w najnowszym numerze miesięcznika „Wpis” wydawanego przez wydawnictwo Biały Kruk ukazał się artykuł prof. Witolda Modzelewskiego napisany jeszcze przed wydaniem „wyroku” na frankowiczów przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jak widać przewidywania prof. Modzelewskiego okazały się niezwykle trafne. Stawia on również tezę, że  jesteśmy szantażowani opiniami, że tzw. ustawa frankowa spowoduje jakieś gigantyczne straty.

Poniżej dzięki uprzejmości wydawnictwa Biały Kruk publikujemy obszerne fragmenty artykułu prof. Modzelewskiego:

(…)  Od dłuższego czasu posługujemy się dość dziwaczną narracją na temat bankowości, narracją o instytucjach finansowych.  Już sama nazwa „instytucja finansowa” brzmi solidnie, bardzo poważnie; do tego określenia przypisana jest jakaś pozytywna legenda, że to musi być coś dobrego. Wszyscy przekonują nas, że nikt i nic nie ma prawa „zagrozić stabilności instytucji finansowych”, nawet próba krytykowania ich to jakiś straszny grzech, którego nie wolno nam popełnić pod karą ciężkiej pokuty albo i nieotrzymania rozgrzeszenia. Jeżeli ktokolwiek by np. zaplanował ustawą nękającą te instytucje podatkami, to podlega napiętnowaniu, to byłoby jakieś przesadne zło, które powinno być karane w sposób przykładny. Doszłoby wówczas (jakoby) do załamania się stabilności finansowej instytucji finansowych.

Nikogo jednak nie interesuje stabilność finansowa jakiejkolwiek innej, dowolnie wybranej branży; powiem więcej - nikogo nie obchodzić stabilność finansowa obywateli. A prawda jest taka, że państwo jest państwem demokratycznym dopiero wtedy, kiedy stanowi prawa w interesie obywateli, dopóki zaś tego nie robi - jest fasadowym państwem demokratycznym. Praktyka jest niestety taka, że współczesne państwo tworzy najwięcej prawa dla lobbystów („dla interesariuszy”) ci zaś załatwiają kolejne ustawy „pod siebie”, nawet wiadomo ile to kosztuje - to jest w ogóle biznes. Żadnej Ameryki tu nie odkrywam, przecież wszyscy orientujemy się, że tak owa współczesność wygląda, nie tylko w naszym państwie... Ale oczywiście mnie interesuje przede wszystkim nasze państwo, nas interesuje jak jest w Polsce. A u nas mamy do czynienia z takim stanem rzeczy, że prawie całość prawa związanego z instytucjami finansowymi napisano... w interesie lub na zlecenie tej branży finansowej.

Niedawno na posiedzeniu sekcji Narodowej Rady Rozwoju poprosiłem, aby ktoś zdefiniował fachowo, czym jest owa „strata”, którą maja ponieść banki w przypadku restrukturyzacji tzw. kredytów frankowych. (…) Niech ktoś położy na stole (nie mnie, bo jestem mały i nieważny), ale panu Prezydentowi, metodologię, jak obliczył ową „stratę”. Nikt nie odpowiedział na to pytanie, a osoba niebędąca członkiem Narodowej Rady Rozwoju „zamknęła dyskusję” na ten temat.   

My jesteśmy szantażowani tego rodzaju opiniami, że tzw. ustawa frankowa spowoduje jakieś gigantyczne straty. Tymczasem niektórzy nawet twierdzą, że strat żadnych obiektywnie rzecz biorąc nie może być, bo spadek przyszłych przychodów nie jest „stratą” w żadnym tego słowa znaczeniu. Potrzeba nam jasnego przekazu przedstawionego w sposób odpowiedzialny opinii publicznej na temat sposobu obliczenia tych „strat”. Zastanówmy się również wspólnie, czy nam nie jest potrzebna aby komisja śledcza, żeby zbadać skąd się wzięło patologiczne prawo bankowe, które legalizuje tego rodzaju działania.

Niedaleko stąd jest w Warszawie ulica Świętokrzyska. Po jednej stronie znajduje się Ministerstwo Finansów (ja tam terminowałem przez kilka lat jako wiceminister), współpracowałem zresztą z czterema rządami Po drugiej stronie tej ulicy jest Narodowy Bank Polski. Jeżeli ktoś żyje w przekonaniu, że finansami kieruje się po tej stronie, gdzie mieści się rządowa instytucja, (Ministerstwo Finansów), już od dawna jest w błędzie. Projekty przychodzą z drugiej strony i powiem więcej, byłoby jeszcze nieźle, gdyby rządził tylko NBP. Ale oczywiście do rządzenia mieszają się jeszcze pozostałe bankami i inne instytucje finansowe: rządzą tu tak zwane „rynki”.

Instytucje finansowe uważają za zupełnie oczywiste, że to one piszą dla siebie ustawę, a potem posłowie mają to klepać i to wszystko ma się odbywać w czym? W fasadach demokratycznego państwa prawnego. Pan Janusz Szewczak o tym pisze w swojej książce „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”. I proszę mi wierzyć, wie co pisze. (…) Książka Janusza Szewczaka napisana jest w taki sposób, który pozwoli przekazać najważniejsze problemy sektora bankowego w sposób czytelny i ciekawy. Bo pisanie po to, żeby nikt tego nie przeczytał, nie ma sensu - w ogóle pisanie do szuflady nie ma sensu. W sprawach ważnych trzeba mówić tak, żeby inni to przeczytali i zrozumieli, żeby powiedzieli: zbliża nas to do prawdy. Januszu: dziękuje Ci bardzo, chyba wszyscy Ci dziękujemy zawsze za odwagę, za wiarę i za dar Boży, że umiesz tak pisać.    


Całość artykułu  w marcowym numerze miesięcznika „Wpis”.

www.bialykruk.pl
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,bialykruk.pl,tvn24bis.pl


Wczytuję komentarze...

Superpełnia oraz całkowite zaćmienie Księżyca

Księżyc / youtube.com/print screen

  

W poniedziałek 21 stycznia nastąpi całkowite zaćmienie Księżyca. W Polsce będzie widoczne nad ranem podczas zachodu Księżyca. Dodatkowo na ten sam dzień przypada tzw. superpełnia Księżyca.

Całkowite zaćmienie Księżyca rozpocznie się w poniedziałek o godz. 5:41 i potrwa do 6:43. W tym czasie Księżyc przybierze barwę czerwoną. Dlaczego tak się dzieje? W trakcie zaćmienia całkowitego Ziemia blokuje docieranie promieni słonecznych bezpośrednio do Księżyca. Jednak nasza planeta ma atmosferę, która załamuje i rozprasza bieg promieni słonecznych. W związku z tym mimo wszystko do Księżyca dociera trochę światła. Jest ono jednak przefiltrowane przez atmosferę, która skuteczniej rozprasza światło o falach krótszych (niebieskie) niż dłuższych (czerwone). Skutki przejścia światła słonecznego przez grubą warstwę atmosfery możemy zobaczyć codziennie na przykład przy zachodzie Słońca – ma ono wtedy kolor czerwony.

Na kuli ziemskiej zaćmienie Księżyca jest widoczne wszędzie, gdzie znajduje się on ponad horyzontem. Z tego powodu z danego miejsca na Ziemi całkowite zaćmienia Księżyca można obserwować znacznie częściej, niż całkowite zaćmienia Słońca. Następne zaćmienie Księżyca, tym razem częściowe, będzie widoczne z Polski za około pół roku – 16 lipca 2019 r. Z kolei poprzednie całkowite zaćmienie Księżyca mieliśmy okazję oglądać 27 lipca 2018 r.

Do obserwacji zaćmienia Księżyca nie potrzeba żadnych przyrządów astronomicznych, chociaż lornetka pozwoli bardziej szczegółowo przyjrzeć się zjawisku.

W poniedziałek 21 stycznia miłośników obserwacji nieba czeka też inne zjawisko - pełnia Księżyca, która nastąpi o godz. 6:16.

Jednocześnie tego samego dnia o godz. 20:59 dojdzie do przejścia Księżyca przez perygeum, czyli najbliższy punkt jego orbity wokół Ziemi.

Zbieżność tych dwóch sytuacji określana jest czasem jako superpełnia lub superksiężyc. W praktyce oznacza to, że Srebrny Glob na niebie jest wówczas nieco większy, niż w trakcie zwyczajnej pełni. Różnica pomiędzy dwoma skrajnymi, widocznymi rozmiarami Księżyca (kiedy znajduje się on w skrajnych punktach swojej orbity względem Ziemi - najbliższym i najdalszym) wynosi niemal 14 procent.

Przy okazji obserwacji zaćmienia Księżyca można w poniedziałek spróbować popatrzeć na koniunkcję dwóch jasnych planet: Wenus i Jowisza. Gdy Księżyc będzie zachodził, one w tym czasie będą widoczne bardzo nisko nad południowo-wschodnią częścią horyzontu. Odległość jaka dzieli Jowisza i Wenus na niebie będzie wynosić tylko 2 stopnie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl