Kryzys migracyjny w Europie to w dużym stopniu dzieło polityki rosyjskiej – takiego zdania wielu ekspertów było już jesienią ubiegłego roku, gdy fala z Bliskiego Wschodu uderzyła w granice Unii Europejskiej. Dziś mówią o tym już także politycy na Zachodzie, a szczególnie ważne słowa na ten temat padły z ust dowódcy sił NATO w Europie. Po raz pierwszy tak ważna postać w tak otwarty sposób stwierdziła, że Rosja i jej sojusznik Baszar el-Asad nie tylko są największymi beneficjentami kryzysu migracyjnego, ale wręcz posługują się uchodźcami jak bronią do niszczenia UE i wspólnoty euroatlantyckiej - pisze w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.

Już na początku września 2015 r., gdy nikt jeszcze nie spodziewał się rosyjskich nalotów w Syrii, Władimir Putin ostrzegł, że Europa stanie w obliczu wielkich problemów związanych z napływem imigrantów. Wtedy był to argument, żeby zbudować wielką międzynarodową koalicję przeciwko IS. Kiedy Zachód odrzucił tę fałszywą ofertę Kremla, Rosja wyruszyła na wojenną wyprawę, której skutkiem jest jeden z najpoważniejszych kryzysów w historii zjednoczonej Europy.

Jako pierwsza o świadomej rosyjsko-syryjskiej strategii eksterminacji ludności cywilnej alarmowała Turcja. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak to ona przyjmuje największy ciężar związany z uchodźcami z Syrii. Wspierając Asada i Kurdów, Kreml z premedytacją zwiększa falę uchodźców destabilizującą Europę, ale też obciążającą Turcję – obecnie wroga nr 1 Kremla.

Już po dwóch tygodniach nalotów rosyjskich, w październiku 2015 r., premier Turcji Ahmet Davutoglu ostrzegał przed nową falą uchodźców po tym, jak Rosjanie zaangażowali się w operację. Dziś widać, że Ankara miała całkowitą rację. Jak mówi Davutoglu, Rosja „zachowuje się jak organizacja terrorystyczna, zmuszając cywilów do ucieczki” przeprowadzanymi atakami z powietrza „bez żadnego rozróżnienia między cywilami a żołnierzami, między dziećmi a starszymi”. Najlepszym przykładem takiej strategii Moskwy jest tocząca się od przeszło miesiąca bitwa o Aleppo.

Davutoglu oświadczył 10 lutego, że siły rządowe wspierane przez Rosję prowadzą w sposób zamierzony politykę czystki etnicznej wokół tego drugiego po Damaszku miasta Syrii. Na konferencji prasowej w Hadze ze swoim holenderskim odpowiednikiem premier Turcji powiedział, że 60 tys. ludzi uciekło przed przemocą ku granicy z Turcją i że priorytetem jest pomaganie im na terenie Syrii, mimo że Turcja nie zamyka swoich granic. – Jednym z celów ostatnich ataków jest przeprowadzenie czystki etnicznej. Czystka etniczna w Syrii i w Aleppo, która ma pozostawić po sobie jedynie zwolenników reżimu, jest prowadzona przez syryjskie władze i Rosję w sposób bardzo świadomy – oświadczył Davutoglu.

Turecka prasa opublikowała niedawno fragmenty raportu służb specjalnych wskazujące, że Rosja celowo podsyca kryzys uchodźczy. „Siły reżimu i ich sojusznicy próbują wywołać nową falę uchodźców poprzez ofensywę w kierunku Azaz. Między tym miastem a tureckim miastem Kilis leży 10 obozów dla uchodźców na długości zaledwie 8 km. Mieszkańcy tych obozów najprawdopodobniej uciekną i będą szukać schronienia w Turcji, a same obozy zajmą siły Asada lub Kurdów”. Zdaniem tureckiego wywiadu, podobną taktykę Rosja stosowała w pierwszej wojnie czeczeńskiej (1994–1996), zdobywając Grozny. Najpierw dokonuje się barbarzyńskich ataków na tereny miejskie w celu wywołania paniki wśród ludności cywilnej (m.in. zrzucając bomby beczkowe). Kiedy cywile uciekną, używa się ciężkiej broni do zniszczenia pozycji rebeliantów i do totalnej destrukcji domów i infrastruktury.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.