Okazuje się, że Federacja Drogowa Unii Europejskiej w raporcie skierowanym do Komisji Europejskiej domaga się jak najszybszego ujednolicenia znaków drogowych na terenie Europy. Zgodnie z treścią raportu, takie rozwiązanie ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, jednak eksperci już teraz zwracają uwagę, że ujednolicenie znaków drogowych w UE może przynieść odwrotny od zamierzonego efekt. „Można odnieść wrażenie, że rekomendacje służą przede wszystkim interesowi producentów znaków drogowych. A nas mogą w związku z tym kosztować wiele milionów złotych i upadek lokalnych firm.” - ostrzega ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego Jeremi Rychlewski.
 
Jednym z istotniejszych postulatów podnoszonych w raporcie Federacji Drogowej UE jest konieczność walki z dużym zagęszczeniem znaków drogowych, tak aby przekazywane przez nie informacje były jednoznaczne. Twórcy raportu chcą także wprowadzenia określonej „czytelności i odblaskowości znaków drogowych” oraz rekomendują ujednolicenie wyglądu symboli na znakach i samych znaków drogowych w poszczególnych krajach UE.
 
Co ciekawe jednak, już teraz poruszając się po drogach krajów europejskich dostrzec można znaki podobne do tych, znajdujących się w Polsce. Dzieje się tak na mocy podpisanej w 1968 roku Konwencji Wiedeńskiej, która usystematyzowała podstawowe przepisy drogowe. Konwencja ta określiła ramowo kształt i symbole stosowane w znakach drogowych, zostawiając jednak pewien margines dowolności w kształtowaniu szczegółów symboli.
 
Unii Europejskiej jednak to już nie wystarcza , dlatego najnowszy raport Federacji Drogowej UE forsuje ujednolicenie znaków drogowych przekonując, że kierowcy poruszający się po zagranicznych drogach będą lepiej czuli się w „znajomym” otoczeniu.

- Wydaje się jednak, że argumentacja ta jest nadużyciem – nie można bowiem zapominać, że między państwami Unii Europejskiej występują nie tylko różnice prawa drogowego, ale także zachowań kierowców – alarmuje ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Na przykład raport całkowicie pomija kwestie kluczowe dla bezpieczeństwa ruchu. Okazuje się bowiem, że ujednolicenie znaków w całej Europie, zamiast poprawy sytuacji na drogach może wprowadzić na nich dodatkowy chaos.

- Jest problem jednoznaczności znaków. Obecnie znaki „nakaz jazdy na wprost”, „pas do jazdy na wprost” i „droga jednokierunkowa” (C-5, D-3 i F-11) są, pomimo istotnie różnej treści, bardzo do siebie podobne. Po drugie, znak pokazujący w niektórych krajach zalecaną prędkość maksymalną (np. na łuku drogi) może być przez Polaków mylony ze… znakiem nakazującym prędkość minimalną (C-14), oba bowiem pokazują białą liczbę na niebieskim tle. Po trzecie wreszcie, choć w raporcie odniesiono się do problemu zagęszczenia znaków drogowych, nie wskazano żadnych propozycji rozwiązań – tłumaczy Jeremi Rychlewski, ekspert CA KJ ds. Transportu.

Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego zwraca również uwagę, że proponowane przez Federację Drogową UE rozwiązania zdają się wychodzić naprzeciw interesom firm produkujących znaki drogowe, którym niekoniecznie chodzi o optymalizację i bezpieczeństwo na drogach.

- Dbałość o bezpieczeństwo ruchu poprzez troskę o odpowiednią jakość oznakowania jest niewątpliwie chwalebna. Zestawienie przedstawionych w raporcie postulatów z tym, czego w dokumencie brakuje, wzbudza jednak spore wątpliwości co do intencji jego autorów. Trudno nie odnieść wrażenia, że wnioski są zbieżne z interesem paneuropejskich firm produkujących znaki, natomiast nie zawsze z rozwiązaniami optymalnymi dla bezpieczeństwa ruchu samochodowego – wyjaśnia ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.


Pełna analiza TUTAJ