Korona się zsuwa. Niemcy piszą o Wałęsie, a właściwie o „Bolku”

Niemieckie media szeroko komentuję informacje podane przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej o dokumentach znalezionych w domu Kiszczaków, które świadczą o współpracy Lecha Wałęsy ze służbam

Zbyszek Kaczmarek
Niemieckie media szeroko komentuję informacje podane przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej o dokumentach znalezionych w domu Kiszczaków, które świadczą o współpracy Lecha Wałęsy ze służbami PRL. Nie można oprzeć się jednak wrażeniu, iż Niemcom z trudem przychodzi pisanie o „polskim idolu, który zawsze walczy z nielubianym Kaczyńskim”, jako o komunistycznym agencie.

Trudno zaprzeczyć faktom. Niemieckie media musiały podać informacje, że w willi szefa bezpieki w Polsce, odnaleziono dokumenty, w tym także teczkę Lecha Wałęsy, z której wynika, iż legenda Solidarności była tajnym współpracownikiem służb komunistycznych. Wszystkie media piszą o tym wydarzeniu, ale jednocześnie używają słów „prawdopodobnie” lub „wszystko na to wskazuje”. Zwykli Niemcy jednak osłupiali.



Jak złagodzić szok?

„Nowe zarzuty o szpiclowanie wobec Lecha Wałęsy”, „Własnoręczny podpis współpracy z SB obciąża Wałęsę”, „Ex-Prezydent jednak szpiclem tajnych komunistycznych służb”, „Legenda Solidarności to jednocześnie szpicel bezpieki” – to tylko niektóre tytuły niemieckich gazet i portali internetowych. Zdecydowana większość z nich postanowiła jednak złagodzić ton tych materiałów i obok doniesień o rzekomej współpracy umieszczała obszerne informacje na temat wielkich zasług byłego prezydenta, jego walki z komunizmem, korzystnym wyroku Sądu Lustracyjnego, czy Nagrodzie Nobla.



Korespondent ARD z Warszawy Henryk Jurczyk także bagatelizował sprawę dokumentów znalezionych w domu Kiszczaka, twierdząc, że są one od dawna znane, a ci, którzy oskarżali Wałęsę, będą go nadal oskarżać, zaś ci, którzy go bronili - będą bronić. Jurczyk przytoczył słowa samego Wałęsy, który twierdził, że papiery SB są fabrykowane, sam miał faktycznie kontakty ze służbami, ale była to tylko jego gra. W podobnym tonie pisze hamburski „Der Spiegel”, który twierdzi, że co prawda znaleziono dokumenty, także podpisane przez Lecha Wałęsę, ale nie musi to oznaczać, że donosił on na innych opozycjonistów. Ponadto – czytamy na stronach hamburskiego tygodnika – Wałęsa sam był przez wiele lat obserwowany i szykanowany. Prywatna stacja telewizyjna N-TV posuwa się jeszcze dalej i sugeruje, że ujawnienie obciążających Wałęsę dokumentów to... zemsta Jarosława Kaczyńskiego. „Die Welt” także sugeruje ostrożność w przyjmowaniu, jako prawdę wszystkiego, co w dokumentach SB może się znajdować, bowiem ich autentyczność może zostać podważona. Dla tego dziennika Lech Wałęsa pozostaje „ikoną polskiego ruchu demokratycznego”.

Czytelnicy przejrzeli na oczy.

Czytając wpisy pod artykułami o Lechu Wałęsie od razu widać, że obywatele (czytelnicy) nie są tak zmanipulowani. Na forach internetowych możemy przeczytać m.in.:



„Wałęsa najgorszy typ donosiciela, bo za pieniądze”; „Wałęsa donosiciel – skandal”; „Co on dał Polsce? Nic, bo wolność Polacy sami sobie wywalczyli, nie dość tego, to jeszcze był agentem komunistów, który był u władzy po to, aby uniknąć sprawiedliwości”; „Niespodzianka – niekoniecznie”; „Jeżeli jest to prawda, wtedy najnowszą historię Polski należało będzie napisać od nowa”.

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo