Jak tresuje się Polskę

  

Po ostatnich wyborach parlamentarnych Polska raz po raz staje się celem ataków najróżniejszych środowisk z zachodniej Europy. Od niezrozumiałych decyzji agencji ratingowych, przez lewicowe media piszące o „klęsce demokracji”, aż do bezpodstawnej krytyki naszego kraju przez organizacje takie jak Europejska Unia Nadawców. Warto prześledzić ten ostatni przypadek.

Europejska Unia Nadawców (European Broadcasting Union, EBU) z siedzibą w Genewie zrzesza 73 radiowych i telewizyjnych nadawców publicznych z 56 krajów. Jej najbardziej znanym produktem jest festiwal Eurowizji. 25 stycznia nowi szefowie polskich mediów publicznych, Jacek Kurski (TVP), Barbara Stanisławczyk (PR) oraz zastępca ministra kultury i dziedzictwa narodowego Krzysztof Czabański spotkali się w Genewie z dyrektorem generalnym EBU, panią Ingrid Deltenre.

EBU poinformowała, że wymieniono poglądy i doświadczenia oraz omówiono nową polską ustawę medialną. Zdawkowy komunikat ukrywał fakt, że od ponad miesiąca aż do 20 stycznia EBU jednostronnie krytycznie angażowała się w spór o polskie media publiczne. I tak 7 stycznia Ingrid Deltenre ostro zareagowała na podpisanie ustawy medialnej przez prezydenta Dudę:

Nagłe zaniepokojenie

„Jestem zaniepokojona (o ile nie »przerażona«, bo i tak można przetłumaczyć słowo »dismayed«)... To, co nas zaskakuje, to ukryty cel leżący u podstaw tej reformy [...]. Ambicją nowego rządu jest przekształcenie radia i telewizji w narzędzie służące rządowi, a nie obywatelom. [...] reforma wprowadzona ten sposób, jest skazana na porażkę. [...] Żaden rząd nie może powstrzymać cyfrowej transformacji systemu medialnego oraz globalizacji organizacji medialnych. Obywatele zawsze dowiedzą się prawdy przez nowe źródła informacji”.

Jeszcze bardziej zdecydowanie wypowiedział się prezydent EBU Jean Paul Philippot:
„Ta decyzja ma niszczący wpływ na wartości mediów publicznych, które pełnią kluczową rolę w wyrażaniu pluralizmu społeczeństwa. Dlatego nie dopuszczamy kompromisów w sprawach niezależności redakcyjnej, która wymaga gwarancji strukturalnych, a które w Polsce już nie istnieją. Jest niedopuszczalne, by w ten sposób podważać mechanizmy wprowadzane przez ostatnie 20 lat, mające na celu zapewnienie niezależności mediów publicznych...”.

Nie jest istotne, czy opinie te były wyrazem niedoinformowania, czy solidarności z poprzednią władzą. Obie przyczyny źle świadczą o standardach dziennikarstwa, które polega na zdobywaniu i rozpowszechnianiu informacji, a nie własnego niedoinformowania czy sympatii. Kuriozalnie brzmiało straszenie „cyfrową transformacją systemu medialnego” rządu, który doszedł do władzy w znacznej mierze właśnie dzięki niezależnemu obiegowi informacji w internecie, bo większość Polaków miała dość zakłamanych i stronniczych mediów publicznych. To właśnie rzesza tych, którzy nie dali się im oszukiwać, zadecydowała o wyniku wyborów, dając rządowi mandat do przeprowadzenia radykalnej reformy tychże mediów. Internet pokazuje, jak wielu obywateli domaga się miotły w stajni Augiasza mediów publicznych.

Oświecenie przyszło po wyborach

Tak rzekomo dbała o wyrażanie pluralizmu społeczeństwa EBU nie zauważyła, że za koalicji PO-PSL usunięto z mediów publicznych wszystkich krytycznych wobec niej dziennikarzy. Ci, którzy zostali, kreowali medialną „rzeczywistość” na zlecenie rządu, usuwając z niej np. kompromitujący proces sądowy urzędującego prezydenta Komorowskiego. „Nieodpowiedni” kandydat do prezydentury Andrzej Duda, na dwa miesiące przed wyborami, w marcu 2015 r., „dostał” od „publicznej” TVP Info 22 min 20 sek. czasu antenowego. Dla porównania, poza okresem kampanii, w listopadzie 2015 r. jeden z głównych krytyków nowych władz, pupilek „publicznych” mediów Ryszard Petru „dostał” od tej samej stacji 6 godz. 25 min 50 sek., czyli ponad 17 razy więcej niż kandydat Duda w marcu. W internecie, którym EBU straszy polskich reformatorów, niezliczone memy wyszydzały „publiczną TVPetru” z tym wszechobecnym, nachalnie promowanym przez media politykiem.

„Gwiazdy” rzekomo publicznych mediów popisywały się chamstwem i stronniczością, np. sprowadzając motywy postępowania Jarosława Kaczyńskiego do choroby psychicznej. Karolina Lewicka w ciągu 16 minut słynnego wywiadu z wicepremierem Glińskim przerywała mu 50 razy, średnio co 9,6 sek., zabierając w ten sposób łącznie 8 min – połowę czasu, którego większość powinna należeć do gościa. Te fakty EBU sama powinna była sprawdzić, zanim zabrała głos w polskich sprawach.

Belki w oku nie widzą

Z drugiej strony uderza brak reakcji EBU na skandaliczne przemilczenie przez niemieckie media (w tym publiczne) fali zbiorowych napaści i gwałtów dokonywanych przez muzułmańskich imigrantów podczas sylwestrowej nocy w niemieckich miastach. Informacje ważne dla bezpieczeństwa obywateli zostały pod ich presją podane kilka dni później. Media ukrywały fakty, chroniąc przed krytyką obłąkaną politykę rządu i całkowicie lekceważąc prawa i interesy obywateli oraz swoją służebną w stosunku do nich rolę. Istniejące bądź nie, strukturalne gwarancje, nad którymi rozwodził się Jean Paul Philippot nie wpływały na lojalność mediów wobec rządu, zamiast obywateli.

Niemiecka polityka zapraszania imigrantów zagroziła również prawom i bezpieczeństwu obywateli innych państw. Jednak Niemcy uzurpowały sobie prawo do gwałcenia unijnych przepisów imigracyjnych i wymuszania akceptacji tego przez inne kraje. Bezprawność i obłąkana irracjonalność tych poczynań (daremnie wytykana przez Viktora Orbána), połączona ze zdumiewającą determinacją w ich realizacji, przypomniała czasy, kiedy naród panów i nadludzi narzucał reszcie Europy przemocą swoją wolę.

Poparcie posłusznych rządów (jak Tuska i Kopacz) oraz organizacji (jak EBU), umocniło Niemcy w przekonaniu, że jest to droga do zdominowania Unii przez swoistą „IV Rzeszę” z grupą wasalnych wobec niej krajów. Oczywiście tę „nową Rzeszę” konstruuje się względnie „miękkimi”, polityczno-ekonomicznymi narzędziami, a nie przemocą militarną, jak to się działo za trzeciej poprzedniczki. W odniesieniu do Polski takim narzędziem jest niemiecki kapitał w polskojęzycznych, adresowanych do Polaków i operujących w Polsce, ale przecież niemieckich ze względu na własność, mediach. Owe „polskie”, a faktycznie niemieckie, ale rzekomo „niezależne”, bo prywatne media finansują polskie „gwiazdy mediów”, by w obronie hegemonii Niemiec atakowały nowe polskie władze i jej reformy w publicznych mediach i na manifestacjach KOD u.

Strofowanie Polski

Są inne historyczne podobieństwa. Niemieckiej agresji politycznej i medialnej towarzyszy serwilizm tamtejszych mediów, przypominający czasy, kiedy politykę wymierzoną przeciw własnym i innym obywatelom w imię „wyższych” wartości wspierały medialnie „Volkischer Beobachter” (za socjalizmu narodowego) i „Neues Deutschland” (za socjalizmu moskiewskiego). Ponieważ nie wstępuje się dwa razy do tej samej rzeki, więc totalitarne wątki w dzisiejszych Niemczech mają inne oblicze. Dyktat samobójczego multi-kulti miesza się z genderyzmem, niszczącym samą esencję człowieczeństwa i depczącym prawa dzieci i rodziców, których wsadza się do więzień za niepodporządkowanie się „liberalno-demokratycznemu” Państwu (koniecznie przez duże „P”), które uważa się za właściciela tych dzieci (kolejne podobieństwo do III Rzeszy). Unijna i niemiecka „wolność mediów” nie dopuszcza krytyki genderyzmu. Takich praktyk polityków i mediów niemieckich EBU nie zauważa, unikając jak ognia krytykowania Niemiec, za to – jak posłuszne narzędzie ich polityki – ganiąc tych, którzy opierają się wasalizacji.

Strofując Polskę niczym niedouczony nauczyciel, EBU nie dostrzega lub nie chce dostrzec, że niezależny od rządu obieg informacji ma się w Polsce znacznie lepiej niż w Niemczech dzięki internetowi i niemainstreamowym mediom, niespętanym serwilizmem wobec eurohegemona ani totalitarną polityczną poprawnością. Szefostwo EBU powinno przyjąć do wiadomości, że gwarantem wolności mediów jest odbudowujące się w Polsce prawdziwe społeczeństwo obywatelskie, a nie EBU czy czerwoni komisarze przekształcający Unię w obłąkany totalitarny Eurokołchoz. Ci sami ludzie, którzy głosowali na PiS, będą gwarancją rozliczania obecnego rządu z wolności mediów. Śpiewające w niemieckim chórze szefostwo EBU zachęcałbym do autorefleksji: lekarzu, ulecz się sam.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts