Smoleńsk i mecenas z rodzinnymi tradycjami

  

W numerze „Gazety Polskiej” z 2 marca ukazał się tekst pióra Doroty Kani zatytułowany „LUCKY z warszawskiej palestry” dotyczący ujawnienia wieloletniej współpracy z komunistyczną bezpieką k.o. ps. „Lucky”. Według akt IPN „Lucky” to znany w okresie PRL adwokat Władysław August Pociej. Teraz kontynuatorem rodzinnej adwokackiej tradycji jest jego syn, mec. Aleksander August Pociej.

Przypomnijmy: Władysław Pociej był obrońcą w sprawach politycznych „taterników” i „komandosów”, reprezentował także interesy zdekonspirowanych i aresztowanych na Zachodzie agentów komunistycznego wywiadu wojskowego. W latach 70. był pełnomocnikiem procesowym mordercy Piotra Filipczyńskiego (Petera Vogla – okrzykniętego przez prasę „kasjerem lewicy”), a po 1990 r. występował jako adwokat Bogusława Bagsika w aferze ART-B.

„Lucky” został zwerbowany przez bezpiekę już w 1947 r., w niespełna 30 roku swego życia. Służba Bezpieczeństwa po ponad 30-letniej współpracy wykreśliła go z ewidencji agenturalnej dopiero w grudniu 1988 r. ze względu na dekonspirację oraz brak możliwości operacyjnych.

Klienci z PO

Publikacja „Gazety Polskiej” jest o tyle ważna, iż dotyczy ojca Aleksandra Pocieja - pełnomocnika procesowego rodziny poległego w Smoleńsku polityka PO Arkadiusza Rybickiego. Pełnomocnika, który zdążył się wpisać w rosyjską narrację wyjaśnienia przyczyn katastrofy rządowego tupolewa, a który swoje pierwsze kroki zawodowe zaczynał w przedsiębiorstwach kontrolowanych przez komunistyczny wywiad wojskowy, a następnie przez WSI.

Przypomnijmy, iż Aleksander Pociej wraz z Jackiem Dubois (juniorem) są wspólnikami znanej (i drogiej) warszawskiej Kancelarii Adwokackiej „Pociej, Dubois i Wspólnicy”. Od 2006 r. reprezentuje ona Platformę Obywatelską przed sądami. Pociej i Dubois reprezentowali m.in. byłą posłankę PO Beatę Sawicką oskarżoną o korupcję. Mecenas Pociej wpłacił za nią nawet 300 tys. zł kaucji – jak stwierdził – z własnych pieniędzy. W 2008 r. prasa ujawniła, że kancelaria ta dostała zlecenie na obsługę państwowej spółki Narodowe Centrum Sportu. Roczny kontrakt miał opiewać na 600 tys. zł. Opisywano również związki Dubois z J&S Energy. Adwokat zasiadał m.in. w radzie nadzorczej spółki, której w grudniu 2007 r. wicepremier Waldemar Pawlak darował rekordową karę prawie pół miliarda złotych. Wspólnik Pocieja jest poza tym oskarżony o utrudnianie jednego ze śledztw w sprawie tzw. grupy pruszkowskiej. Dubois junior miał przekazać ściganemu listem gończym gangsterowi kserokopię akt śledztwa, które uzyskał jako obrońca innych osób. Wśród materiałów były m.in. zeznania świadków koronnych oraz osób występujących w charakterze pokrzywdzonych. Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego Warszawa – Śródmieście w 2005 r. Proces nadal się toczy.

W okresie kampanii prezydenckiej 2010 r. kancelaria Pocieja i Dubois reprezentowała w sporach sądowych z Jarosławem Kaczyńskim Bronisława Komorowskiego - kandydata PO na urząd prezydenta. Kancelaria pośrednio, poprzez swego współpracownika - adwokat Barbarę Kardynię-Bednarską, aktywnie wspiera również prywatne interesy skompromitowanego udziałem w aferze hazardowej prominentnego polityka PO – Zbigniewa Chlebowskiego.

Do głównych klientów kancelarii Pocieja i Dubois należą instytucje państwowe i samorządowe oraz spółki Skarbu Państwa, takie jak: Ministerstwo Skarbu Państwa. m.st. Warszawa, Totalizator Sportowy, Narodowe Centrum Sportu, PP Poczta Polska, oraz duże prywatne firmy: Prokom Investment SA; Elektrim SA oraz Coface SA.

Zasadne pytanie Palikota

Aleksander Pociej często gości w mediach, wypowiadając się na tematy związane nie tylko z prawem. W lipcu 2010 r. na łamach „Gazety Wyborczej” wraz z Dubois oraz dwoma innymi prawnikami stanęli w obronie ówczesnego posła PO Janusza Palikota, który po raz kolejny obrzucił błotem śp. Lecha Kaczyńskiego. Polityk insynuował, w formie pytania, iż Prezydent RP Lech Kaczyński jest odpowiedzialny za wywieranie na pilotach presji, co - według posła PO - miało doprowadzić do katastrofy lotniczej. Palikot „tylko pytał”, czy podczas tragicznego lotu prezydent Kaczyński był pod wpływem alkoholu.

We wspomnianym artykule mecenasi Pociej i Dubios stwierdzili, że „Wolno zadawać pytania niewygodne, dla niektórych obrazoburcze. W śledztwie nie obowiązuje wersal. Za to należy przestrzegać procedury” i dalej: „reguły postępowania są identyczne do tych obowiązujących m.in. przy śledztwach dotyczących zawalenia hali w Katowicach czy katastrofy autokaru pod Grenoble”.

W dalszej części publikacji uznali „pytania” Palikota za jak najbardziej, cytuję, „zasadne”. Co do „pytania” o rozmowę braci Kaczyńskich przeprowadzoną niedługo przed katastrofą przez telefon satelitarny z pokładu tupolewa mecenas Pociej stwierdził, że: „To jak najbardziej uzasadnione. [...] Przebieg tej rozmowy może wykluczyć albo potwierdzić wpływ osoby trzeciej na podjęcie decyzji o lądowaniu w Smoleńsku. Jako adwokaci uważamy za zasadne przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego na okoliczność ostatniej rozmowy z Lechem Kaczyńskim”. „Gazeta Wyborcza” ze szczególną satysfakcją zwróciła swym czytelnikom uwagę, że znani adwokaci podkreślili, że rozmowa ta nie może zostać potraktowana jako „prywatna i bez znaczenia”.

Podobnie Pociej i Dubois ustosunkowali się do „pytania” Palikota o substancje znajdujące się w organizmie prezydenta. Adwokaci wyjaśnili, „że istotne jest, czy prezydent Kaczyński jako zwierzchnik sił zbrojnych na pokładzie samolotu dowodzonego przez wojskowego pilota mógł podejmować decyzje w sposób racjonalny”.

Dziś już wiadomo, że śp. Prezydent RP prof. Lech Kaczyński nie był pod wpływem alkoholu i nie było żadnej presji z jego strony na załogę Tu-154, a zadawanie pytań przez Palikota, ich publiczne komentowanie i „podgrzewanie” w mediach całej sprawy w mediach było jednym z elementów smoleńskiej dezinformacji, która zresztą trwa nadal.

Kontynuator rodzinnej tradycji

Mecenas Aleksander Pociej poszedł w ślady swojego ojca i podobnie jak on został adwokatem. Karierę zawodową rozpoczynał w przedsięwzięciach gospodarczych. Dziś, gdy mamy dostęp do archiwów, wiadomo, że niektóre z tych przedsięwzięć były inicjowane i kontrolowane przez komunistyczny wywiad wojskowy, a następnie przez WSI.

Żeby to zrozumieć, należy cofnąć się do lat 80. oraz wprowadzić do naszej opowieści przedsiębiorcę Jana Załuskę – wieloletniego niejawnego współpracownika komunistycznego wywiadu wojskowego, a następnie WSI o ps. „MERC” oraz jego oficera prowadzącego płk. Tadeusza Ważyńskiego – byłego oficera Oddziału „Y” komunistycznego wywiadu wojskowego, a następnie oficera Oddziału 2 WSI. W Raporcie Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej WSI (MP. Nr 11 z dnia 16 lutego 2007 r. str. 521) Załuska został scharakteryzowany jako przedsiębiorca, który przekazywał WSI ustalony procent zysków z zarządzanych firm i zawarł z WSI umowę na udzielenie mu pożyczki.

Ojciec Aleksandra Pocieja, Władysław, znał się z Załuską co najmniej od połowy lat 80., nawet przez pewien czas przyjaźnili się (bywali u siebie w domach). Z dokumentów, do których dotarła „Gazeta Polska”, wynika, że mecenas Pociej obsługiwał prawnie spółki należące bądź zarządzane przez Jana Załuskę (z reguły był ich pełnomocnikiem) oraz był jego obrońcą w okresie, kiedy Załuska z oskarżenia publicznego przebywał w areszcie w więzieniu na ul. Rakowieckiej w Warszawie. Praktycznie każda większa transakcja finansowa bądź zmiany własnościowe w sieci spółek Załuski przeprowadzane były pod nadzorem prawnym ze strony Władysława Pocieja. W ten właśnie sposób rozpoczęła się znajomość Aleksandra Pocieja z Janem Załuską. Wspólne biznesy Pocieja seniora i Załuski i ich zażyła znajomość trwała co najmniej do końca lat 90.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Na czym polega polityczna gra emerytowanych generałów?

zdjęcie ilustracyjne / Fot. por. Robert Suchy/CO MON

  

Na początku kwietnia Żandarmeria Wojskowa zatrzymała gen. Lecha M. – byłego dowódcę generalnego rodzajów sił zbrojnych. M. usłyszał zarzut m.in. przywłaszczenia mienia znacznej wartości w związku z organizacją pokazów lotniczych Air Show w Radomiu. Niektórzy emerytowani generałowie postanowili „wziąć w obronę” Lecha M. O grach emerytowanych generałów Dorota Kania rozmawiała z byłym szefem SKW, Piotrem Bączkiem.

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego przybliżył mechanizm działania środowiska emerytowanych generałów.  

Gen. Różański na swoim Twitterze pół roku temu napisał, że utworzenie bazy amerykańskiej w Polsce stwarza potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. (...) Było kilka spotkań czy konferencji organizowanych przez to środowisko. To środowisko stanowi zaplecze dla obecnej opozycji. Zaplecze w zakresie systemu bezpieczeństwa, obronności.
- mówił były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek w programie „Koniec systemu” w Telewizji Republika.
 
W dalszej części programu Piotr Bączek zwrócił uwagę na kilka dziwnych „zbiegów okoliczności”.
 
Mieliśmy tego przykład na samym początku kadencji obecnego Sejmu, w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO. W tychże pomieszczeniach znaleziono interpelacje poselskie, które były m. in. w tym samym czasie wygłoszone przez posłów opozycji, posłów Platformy Obywatelskiej. (…) Poseł Brejza jest znany z tworzenia takich pytań, w różnym zakresie. Zapewne i w tej sprawie czuł się kompetentny.
- mówił były szef SKW.

W mundurach Bundeswehry

W „Raporcie z weryfikacji WSI” znalazł się opis operacji „Z”, którą rozpoczęto po sygnałach świadczących o założeniu rezydentury obcego wywiadu w Polsce. Chodziło o ustalenie charakteru nieformalnych kontaktów dowództwa jednej z jednostek wojskowych z A.B. – urodzonym w Polsce obywatelem RFN, który w przeszłości był najprawdopodobniej współpracownikiem Stasi. Był on często zapraszany na imprezy z udziałem oficerów. Jak czytamy w Raporcie, „na imprezie zorganizowanej przez płk. M.G. i mjr. M.R. [chodzi o gen. Mirosława Różańskiego] na terenie tzw. willi generalskich A.B. wraz ze swoją żoną F.Z. podczas – jak zanotowano w aktach – »zwykłej libacji alkoholowej« paradowali w mundurach Bundeswehry w obecności całkowicie pijanych oficerów Wojska Polskiego”.

Generał ze „złotego funduszu”

Na początku lat 80. gen Wojciech Jaruzelski powołał tzw. złoty fundusz, czyli Fundusz Przyspieszonego Rozwoju. Trafili do niego młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80. z kadry oficerskiej jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polską armią. Wojsko miało czuwać nad ich rozwojem i przygotowaniem do roli dowódców. Ta grupa miała przywileje finansowe, zapewnioną możliwość szkoleń i drogę awansu. W wojskowych służbach specjalnych PRL nazywano ich „kadrą perspektywiczną”. Do tej kadry trafił właśnie Mirosław Różański. Został on powołany do wojska we wrześniu 1982 roku. Rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu i wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w której był do czasu jej rozwiązania, czyli do 1990 roku.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl