Dzień Pamięci czy dzień wstydu?

Cały świat obchodzi 27 stycznia jako Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu, także lokalne władze gminy Glasau w powiecie Segeberg pod Hamburgiem uczciły pomordowanych w okresie II wojny światowej.

Waldemar Maszewski
Cały świat obchodzi 27 stycznia jako Dzień Pamięci Ofiar Holokaustu, także lokalne władze gminy Glasau w powiecie Segeberg pod Hamburgiem uczciły pomordowanych w okresie II wojny światowej. Uroczystości w Glasau były wyjątkowe, bowiem dopiero od niedawna czci się w tym miejscu pamięć Żydów, którzy zginęli nie tylko w niemieckich obozach zagłady, ale także podczas tragicznych Marszy Śmierci, którego jednym z organizatorów był później szanowany obywatel tej miejscowości.

Marsze śmierci to przymusowe ewakuacje więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych w Europie Środkowej podczas zbliżania się frontów alianckich, przede wszystkim Armii Czerwonej w 1944 i 1945 roku. Nazwa ta została nadana najpierw przez środowiska więźniarskie, następnie przejęta przez historiografię. Ewakuacja przybierała najczęściej formę wielokilometrowych tragicznych w skutkach marszów, bez zapewnienia wody i żywności i bez względu na pogodę, w trakcie których Niemcy rozstrzeliwali słabych i chorych na miejscu. W styczniu 1945 roku rozpoczęto przesiedlać więźniów KL Auschwitz – rozdzielono ich po obozach Gross Rosen, Buchenwald, Dachau i Mauthausen, ale także duża część z nich trafiła na północ Niemiec, w okolice Hamburga. W trakcie marszy śmierci zmarło z wycieńczenia lub zostało rozstrzelanych kilkanaście tysięcy więźniów. Oblicza się, że z blisko 700 tysięcy osób, które zostały wysłane do Niemiec, 1/3 zginęła.

Rodzina Schmidtów – ojciec w NSDAP, syn w SS?
Część żydowskich więźniów z KL Auschwitz trafiła do obozu przejściowego w Mysłowicach, skąd później w kwietniu została przesiedlona do północnych Niemiec. Ówczesnym komendantem podobozu w Mysłowicach był SS-Oberscharführer Max Schmidt, któremu powierzono rolę organizacji Marszy Śmierci. Schmidt pochodził spod Hamburga z miejscowości Glasau, od lat trzydziestych był gorliwym nazistą, który podczas wojny m.in. sumiennie wykonywał swoje obowiązki jako SS-Mann w KZ Auschwitz, gdzie wielokrotnie wsławiał się okrucieństwem. To zbrodniarz wojenny, który był odpowiedzialny za organizacje Marszy Śmierci z podobozu w Mysłowicach, gdzie ginęło tysiące niewinnych ludzi. Wielu z nich Schmidt zastrzelił osobiście.
Ewakuacja kolejnej grupy (około 1500 Żydów) w kierunku Szlezwiku Holsztynu rozpoczęła się 6-go kwietnia 1944 roku. Więźniów pilnowała grupa SS-Manów pod dowództwem SS-Oberscharführera Schmidta. Część z nich, która przeżyła, wygłodzonych, niemiłosiernie chudych i wynędzniałych więźniów trafiła do miejscowości Glasau, tej samej, z której pochodził zbrodniarz Schmidt. Świadkowie opowiadali, że tych którzy już byli słabi i wykończeni zabijali esesmani, przeżyło tylko około 200 więźniów. Rozparcelowano ich w okolicy, gdzie część z nich trafiła do zamkniętej stodoły ojca Maxa Schmidta, który pracował wówczas w radzie gminy jako członek NSDAP. Z zeznań licznych świadków wynika, że Żydzi umierali nie tylko podczas marszy, ale także byli mordowani w miejscach gdzie ich przetrzymywano. Kilku ich zamordowano także w stodole Schmidtów.

Historia bez szczęśliwego końca
Żydzi byli przetrzymywani w okolicach Glasau aż do końca kwietnia 1944 roku, kiedy to w porozumieniu z Niemieckim Czerwonym Krzyżem, jego szwedzki imiennik wymusił na Niemcach zgodę na to, aby część przetrzymywanych więźniów żydowskiego, polskiego i rosyjskiego pochodzenia została oddana w szwedzkie ręce. Rozpoczął się ostatni ich marsz, tym razem w kierunku wybrzeża. Niestety na nieszczęście ponownie grupa Żydów z Glasau ponownie dostała się pod dowództwo SS-Oberscharführera Maxa Schmidta, którego esesmani od razu zabili kilku z nich. Reszta wraz z innymi weszła na statki „Cap Arcona” i Thielbek”, które niestety zostały trafione brytyjskimi bombami i poszły wraz z ludźmi na dno.

Wstyd się przyznać
Historia esesmana Maxa Schmidta jest typowa da wielu niemieckich zbrodniarzy wojennych. Zaraz po wojnie ukrywał się pod innym nazwiskiem, ale już w latach 50-tych pojawił się w swojej miejscowości w Glasau. Pomimo, iż widniał na liście poszukiwanych zbrodniarzy wojennych za zbrodnie, jakich dokonał m.in. w KL Auschwitz, żył sobie spokojnie przez nikogo niezaczepiany przez kilkanaście lat. Prokuratura nie mogła go odnaleźć, pomimo, że wszyscy wiedzieli gdzie mieszka. Dopiero w 1964 roku po wielokrotnych oficjalnych wnioskach wszczęto wobec niego proces, który jednak nigdy nie skończył się skazaniem ze względu na brak dowodów winy. W konsekwencji spokojnie dożył, jako uczciwy obywatel do 2002 roku, w którym to roku zmarł. Przez lata lokalne władze gminy nie chciały nic wiedzieć o jego przeszłości, a w zasadzie starannie ją ukrywały, podobnie jak przeszłość jego ojca. Doszło do tego, że urzędnicy stanęli w obronie Maxa Schmidta, gdy historyk Gerhard Hoch w latach osiemdziesiątych przy okazji badania przebiegu marszu Żydów z podobozu w Mysłowicach natrafił na informacje o jego zbrodniach. Gminne władze wraz z mieszkańcami natychmiast wszystkiemu zaprzeczyli i wystosowali list w obronie obywatela Schmidta, którego uznali za ofiarę podłej nagonki. Nawet dyrekcja tamtejszej szkoły zabroniła historykowi dostępu do kroniki historycznej, aby ten nie szkalował dobrego imienia obywatela gminy. Podobnie zachowało się tamtejsze przedstawicielstwo kościoła ewangelickiego. Gerhard Hoch próbował zapytać o przeszłość w gospodarstwie Schmidtów, ale poszczuto go psami, które dość poważnie go pogryzły. Dopiero od kilku lat bardziej otwarcie porusza się w gminie i w powicie rolę SS-Oberscharführera Maxa Schmidta w zbrodniach wojennych, chociaż nadal ludzie wolą nie rozmawiać na ten wstydliwy temat.

Nierychliwy sąd
W okresie powojennym RFN samodzielnie skazała jedynie około czterech procent zarejestrowanych i odnalezionych poszukiwanych zbrodniarzy hitlerowskich. Jak wynika z badań Instytutu Historii Najnowszej w Monachium po wojnie spośród około 173.000 nazistów podejrzanych o zbrodnie wojenne skazano niecałe 6.600. Z tego 12 osób otrzymało wyrok śmierci, 163 wyroki dożywocia, około 6200 różnej wielkości wyroki więzienia, a 114 osób skazano jedynie na karę grzywny. W dodatku tylko 1100 osób zostało skazanych za zbrodnie morderstwa, znakomita większość zbrodniarzy nie została nigdy sądzona przez niemiecki wymiar sprawiedliwości, a wielu z nich dożyło starości w spokoju i dobrobycie lub żyje spokojnie nadal u naszego boku.
 

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo