Alibi wymiaru sprawiedliwości – tak złośliwi oceniają rolę biegłych. Bez ich opinii, nawet oczywistych, sędziowie rzadko się decydują na wydanie wyroku. Choć na ekspertyzy trzeba czekać tygodniami i są one kosztowne, a merytoryczny poziom niektórych jest żenujący, zespoły speców z tych samych dziedzin potrafią wysnuć sprzeczne wnioski. Przede wszystkim jednak taka „władza” stwarza okazję do ogromnych nadużyć.

Autentyczna scenka sprzed kilku lat z sali rozpraw. Na ławie oskarżonych siedział mężczyzna, któremu zarzucono popełnienie brutalnego zabójstwa młodej kobiety. Dowody winy były niepodważalne, ale wśród świadków znalazł się psychiatra – zbrodniarza poddano bowiem rutynowej obserwacji, aby ocenić jego poczytalność. Zeznawał medyk ceniony w środowisku akademickim i od dawna współpracujący z wymiarem sprawiedliwości. Podczas tamtej rozprawy opowiadał o metodach badania zabójcy. Nagle jednak przerwał mu oskarżony.
– Wysoki sądzie, ja tego lekarza pierwszy raz na oczy widzę – wykrzyczał zdenerwowany.
Konsternacja sędziów była widoczna gołym okiem, biegły próbował jeszcze coś tłumaczyć, ale zbrodniarz, który wcześniej przyznał się do zbrodni, nie miał powodu kłamać. Sprawdzono więc termin rzekomego badania. Wyszło na jaw, że w tym czasie psychiatra przebywał na… zagranicznym urlopie!

Potrzebni i ważni, ale…

Ponad 17 tys. osób – tyle liczy armia biegłych w Polsce (według rejestru Ministerstwa Sprawiedliwości z 2014 r.). To tyle samo, ilu jest sędziów i prokuratorów razem wziętych. Każdy z sądów okręgowych, od Rzeszowa po Szczecin, ma długaśną listę z ekspertami rozmaitych dziedzin życia. Od lekarzy wszystkich specjalizacji, poprzez budowlańców, komputerowców, geodetów, do akustyków, lotników czy architektów. Oczywiście, są również spece od kryminalistyki: daktyloskopia, balistyka, grafologia… Poza tym znaleźliśmy też ornitologa i wędkarza!

Bez wątpienia biegli są potrzebni – w teorii powinna to być osoba posiadająca ogromne doświadczenie zawodowe, uznana za eksperta, powoływana do przedstawienia fachowej opinii, gdy sąd potrzebuje wyjaśnienia specjalistycznych zawiłości.
– Żaden sędzia nie jest w stanie poznać zagadnień medycyny sądowej, psychiatrii czy grafologii na takim poziomie jak ekspert, z którego pomocy korzysta – tłumaczył w zeszłym roku na łamach „Rzeczpospolitej” znany warszawski sędzia Marek Celej, który od razu dodał, że jest bardzo niewiele procesów, w których nie występuje biegły.

Ich pomoc kosztuje krocie, w 2014 r. na wynagrodzenia tylko prokuratorzy wydali 63 mln zł (mimo to słychać zarzuty, że brakuje autorytetów, bo stawki są zbyt niskie).
Tymczasem organizacje pozarządowe od lat alarmują, że praca biegłych pozostawia wiele do życzenia. W listopadzie zeszłego roku raport opublikowała Fundacja Forensic Watch. Wnioski? – w ankiecie wszystkie korporacje prawnicze (sędziowie, prokuratorzy, adwokaci) przyznały, że zbyt często opinie zawierają karygodne pomyłki.
„[…] niewychwycony zaś błąd merytoryczny w opinii przedstawionej przez biegłego może skutkować niesłusznym skazaniem oskarżonego” – podkreślono w raporcie FFW.

Numery biegłych

Lista skandali z udziałem biegłych, czy wręcz przestępstw, jest niestety długa. Niektóre oburzają, ale bywają numery wywołujące głównie zażenowanie. Patologię sytuacji jak w soczewce obrazuje słynna historia z zegarkiem byłego ministra transportu Sławomira Nowaka, który nie wpisał drogiego czasomierza do oświadczenia majątkowego (szczegóły zapewne czytelnicy „Codziennej” pamiętają).

Jeden z biegłych stwierdził, że szwajcarski Ulysse Cardin wart jest… 9660 zł. Sprowokował tym lawinę złośliwych komentarzy, bo taka wycena zapewniała bezkarność Nowakowi – posłowie mają obowiązek wpisywania do oświadczeń przedmiotów wartych co najmniej 10 tys. zł. Gdy wybuchła awantura, okazało się, że biegły jest inżynierem, o zegarkach ma znikome pojęcie, tylko raz zajmował się podróbką rolexa. Błąd wprawdzie naprawiono, powołując prawdziwego fachowca (podał wartość znacznie wyższą), niesmak jednak pozostał. Zdemolowano i tak nadszarpniętą reputację instytucji.

– Podobnych sytuacji jest sporo. Sędziowie przesadzają bowiem z powoływaniem biegłych do każdej pierdoły. Poza tym listy niby są długie, ale hipokryzją byłoby nazwanie każdego „ekspertem” – bez ogródek przyznaje adwokat z ogromnym doświadczeniem.

I faktycznie – uzyskanie zaszczytnego tytułu nie jest zbyt trudnym przedsięwzięciem. Krytycy obowiązujących rozwiązań twierdzą, że wystarczy zaświadczenie o niekaralności oraz subiektywna ocena prezesa sądu, który podejmuje decyzję. Kandydat nie musi mieć nawet wyższego wykształcenia, ale jedynie „doświadczenie”. Weryfikacja kompetencji w praktyce nie istnieje. Ona następuje dopiero na sali rozpraw. Gdy jest za późno…

Czarne owce

Opinie biegłych często decydują o winie bądź niewinności oskarżonego lub uznaniu racji jednej ze stron w procesie cywilnym. Tymczasem nie jest żadnym zaskoczeniem, że w kilkunastotysięcznej grupie trafiają się czarne owce, nieudacznicy czy kombinatorzy. To trzy przykłady jedynie z 2015 r:
– W czerwcu wyszło na jaw, że kobieta występująca w sprawach dotyczących przemocy seksualnej wobec dzieci nie ma żadnych uprawnień, doświadczenia i wykształcenia psychologicznego. Z zawodu była… bibliotekoznawcą! Zanim to odkryto, zdążyła wydać setki opinii.
– W Olsztynie trwa proces biegłej, która przeprowadzała sekcję zwłok i napisała w opinii, że zmarła kobieta została uduszona. W konsekwencji zatrzymano męża ofiary rzekomej zbrodni. Adwokat mężczyzny domagał się jednak ekspertyzy innych specjalistów. Okazało się, że przyczyną śmierci był zawał, nie ma mowy o zabójstwie.
– Oskarżono biegłego o zaniżenie wyceny maszyn, które zajął komornik. To „odprysk” słynnej historii z Działdowa.

W minionych latach podobnych sytuacji również nie brakowało, jak i przykładów łapówkarstwa, gdy wydawano opinię o odpowiedniej treści za „wynagrodzeniem”. Dziesiątki skandali, ale najkoszmarniejszy wydarzył się przed kilkoma laty we wschodniej Wielkopolsce.

Młody mężczyzna został porażony prądem, zginął na miejscu, ale „papierologia” wymagała oficjalnego stwierdzenia przyczyny zgonu. Przeprowadzono sekcję zwłok, którą wykonał patomorfolog z ogromnym doświadczeniem, od ponad ćwierć wieku pomagający prokuraturze. Również tym razem wykonał zadanie. Po wszystkim rodzinie wydano ciało ofiary wypadku, ale ponieważ było w bardzo złym stanie, włożono je do trumny i zamknięto. Po kilku miesiącach odkryto rozbieżności w opinii biegłego, na tyle poważne, że nakazano ekshumację szczątków. Wtedy dokonano koszmarnego odkrycia. Brakowało głowy. Znaleziono ją w szafie medyka! Dla ścisłości – spreparowaną czaszkę.

A ustawy brak

Wszyscy – sędziowie, prokuratorzy, politycy, a nawet sami zainteresowani – są zgodni w jednym. Ogromnym problemem jest brak ustawy o biegłych (dotychczas działają na podstawie rozporządzenia Ministerstwa Sprawiedliwości).
„Status biegłych sądowych, w szczególności zasad weryfikowania ich kompetencji, wymaga uregulowania na poziomie ustawy” – apelowali autorzy raportu przygotowanego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka i Polską Radę Biznesu.
Deklaracje słychać od lat, niemal każdy poprzedni minister sprawiedliwości podkreślał wagę problemu. „To priorytet” – mówili. Niestety, ustawy nadal nie ma. Ekipa PO-PSL nie dotrzymała słowa.