Politycy w Brukseli zaczęli liczyć koszty i zastanawiać się, czy problem Polski nie jest problemem wydumanym. W rzeczywistości to, co dzieje się w naszym kraju, nie dotyczy Niemców, Francuzów czy Hiszpanów. Nawet gdy im się wmawia, że powstaje jakaś dyktatura w środku Europy. Problemem prawdziwie realnym są dziś dla Unii Europejskiej uchodźcy i kryzys finansowy - mówi portalowi niezalezna.pl prof. Zdzisław Krasnodębski, eurodeputowany PiS.
 
Jutro w Strasburgu ma się odbyć debata poświęcona sytuacji w Polsce. Ma ona potrwać 90 min. Głos zabierze wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans, premier polskiego rządu Beata Szydło oraz po trzech reprezentantów z każdej frakcji politycznej.

- Debata w Parlamencie Europejskim będzie okazją do lepszego poinformowania europosłów o tym, co się naprawdę dzieje w naszym kraju. Wymowna była dla mnie reakcja niemieckiego europosła z partii socjaldemokratycznej SPD, gdy zapytałem go, czy przygotowany jest na tę debatę. On powiedział: „lepiej rozmawiać, niż wytykać palcami”. Była w tym ukryta krytyka zachowań przewodniczącego Schulza i innych, którzy do tej pory wypowiadali się w zbyt ostrych słowach o Polsce. Wielu europosłów odczuwa potrzebę dowiedzenia się, co naprawdę dzieje się dziś w Polsce – mówi Zdzisław Krasnodębski.
 
Europoseł PiS dodaje, że „fala krytycyzmu i ataków słownych, jaka miała miejsce po przejęciu władzy przez PiS teraz mija”.

- Nadeszło pewne otrzeźwienie. Będzie wystąpienie na forum europarlamentu pani premier Beaty Szydło. Zostaną przedstawione stanowiska wszystkich grup politycznych, zgodnie z ich ogólną orientacją ideową, jednak myślę, że wielu posłów zostanie dzięki temu lepiej poinformowanych o tym, co się dzieje w Polsce. Przyjazd prezydenta Andrzeja Dudy również ma to na celu. Ukazał się jego bardzo dobry wywiad w gazecie niemieckiej, dziś jest też bardzo dobry tekst prezydenta w „Financial Times”, gdzie mówi o pewnych elementarnych faktach. Przecież w innych krajach europejskich nie wiedziano, jak naprawdę wyglądało ostatnie 8 lat w Polsce - że tłumiono protesty społeczne, wyrzucano dziennikarzy z pracy, że ich podsłuchiwano, że były wielkie demonstracje, liczne afery, w których brali udział członkowie rządu. Te fakty nie były znane europejskiej opinii publicznej

– mówi.

Krasnodębski podkreśla, że Polskę pokazuje się w UE jako kraj, który „był wielkim sukcesem, a nagle się zmienił na gorsze" i nie wiadomo dlaczego. Naszym zadaniem jest poinformowanie Komisji Europejskiej, że działania rządu mają charakter naprawczy.

- Polska zawsze budzi emocje w Niemczech, gdy w naszym kraju dzieje coś, co nie jest po ich myśli. We Francji czy innych krajach zachodnich zaangażowanie emocjonalne jest dużo mniejsze. Fale krytyki są też ściśle skorelowane z tym, co się dzieje akurat w Polsce. Przybierają na sile po antyrządowych demonstracjach. Zachodnim obserwatorom i politykom wydaje się, że świadczą one o tym, rząd PiS nie ma poparcia społecznego i to ośmiela ich do ataku. Gdy Polacy odpowiedzieli kontrprotestami, manifestacjami popierającymi rząd, mailami i listami wysyłanymi na Zachód, a dziennikarze okładkami tygodników, to trochę ostudziło to ich  zapał

– dodaje europoseł PiS.

Czytaj: W Brukseli są wściekli na WASZE maile. Korespondent "Spiegla" atakuje niezalezna.pl

Krasnodębski widzi też zmieniającą się narrację: - Teraz pojawiły się w mediach głosy ostrzegawcze, że Unii Europejskiej nie potrzeba kolejnego konfliktu, że należy myśleć geopolitycznie. Kolejny konflikt, w tym wypadku z Polską, może okazać się dla UE niebezpieczny i jest to niepotrzebne zadrażnienie. Bo przecież faktem jest, że nie zmieniła się polityka Polski względem Niemiec, czy Unii Europejskiej. Politycy w Brukseli zaczęli się liczyć koszty i zastanawiać się, czy problem Polski nie naprawdę problemem wydumanym. W rzeczywistości to, co dzieje się w Polsce nie jest problemem Niemców, Francuzów czy Hiszpanów. Nawet gdy im się wmawia, że powstaje jakaś dyktatura w środku Europy. Problemem prawdziwie realnym są dziś dla Unii Europejskiej uchodźcy i kryzys finansowy – podkreśla.

- W Niemczech po nocy sylwestrowej w Kolonii nastroje zmieniły się diametralnie i mówi się już o odejściu kanclerz Merkel z jej funkcji, skrytykował ją też lider SPD. To może skutkować zerwaniem koalicji i przyspieszonymi wyborami oraz zmianami w CDU. To, co się dzieje w Polsce, może odwraca uwagę Niemców od wewnętrznych problemów, ale także pogłębia poczucie izolacji i frustracji

- podsumowuje prof. Krasnodębski.