Hipokryzja „GW”. Rok temu broniła aresztowania dziennikarzy, nie wolności mediów

  

- Dzisiaj rodzi się nowy ruch Solidarności, Solidarności XXI wieku - mówił wczoraj na manifestacji KOD "w obronie mediów i wolności słowa" wicenaczelny "Gazety Wyborczej", Jarosław Kurski. Z nostalgią przypomniał, że "w 1989 r. ojcowie założyciele darowali nam demokrację". Rok temu - po tym jak reporter PAP, Tomasz Gzell i dziennikarz telewizji Republika Jan Pawlicki zostali aresztowani za relacjonowanie wydarzeń w PKW - Piotr Stasiński, kolejny wicenaczelny "GW" stanął po stronie policji. Jak stwierdził, działanie policji "w sumie było łagodne", a dziennikarze powinni usłyszeć poważniejsze zarzuty.

20 listopada w nocy, w trakcie wyprowadzania okupujących siedzibę Państwowej Komisji Wyborczej, policja zatrzymała również dwóch dziennikarzy, którzy byli w trakcie wykonywania swoich obowiązków. Relacjonowali wydarzenia. Jeden (Jan Pawlicki) jako reporter TV Republika, drugi (Tomasz Gzell) jako fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej. Więcej niż dobę po aresztowaniu dziennikarzy, ich rodziny i prawnicy nie otrzymali żadnej informacji o ich losie.

Wydarzenie to spotkało się z oburzeniem kolegów i środowisk dziennikarskich. Akcję policji potępili również "Reporterzy Bez Granic". WIĘCEJ NA TEN TEMAT 

Trzy dni po zatrzymaniu, gdy dziennikarze wciąż nie znajdowali się na wolności i stanęli przed sądem, Piotr Stasiński, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej w TVN24 tak odnosił się do zdarzenia:

„Nie wiem jaką rolę odgrywali tam dziennikarze (…) nie wiem jak tam było, „Niech oni staną przed sądem i powiedzą. Jeżeli brali udział w zadymie i włamywali się do PKW, to powinni za to odpowiedzieć . Ja uważam, że kwalifikacja, którą zastosowano jest niezwykle łagodna, mir domowy, kwalifikacja, która mogłaby dosyć łatwo być zastosowana, to jest zakłócenie wyborów, czy napaść z przemocą, wdarcie się do instytucji państwowej, więc w sumie to zachowanie policji było łagodne. I teraz podnoszenie, że jakiś dziennikarz przypadkowo, lub nieprzypadkowo został zatrzymany i być może zostanie mu postawiony zarzut zakłócenia miru domowego, niech odpowie na ten zarzut i niech się broni. Ja nie będę bronił dziennikarza ryczałtowo tylko dlatego że jest dziennikarzem, ponieważ wiem, że niektórzy dziennikarze bardzo łatwo zamieniają się w agitatorów ludowych, trybunów ludowych, a nawet partyzantów”.


Po tej wypowiedzi Stasiński dostał tytuł "Hieny Roku". Stowarzyszenie Dziennikarzy Polski uznało jego opinię za "skandaliczną" i "będącą zaprzeczeniem zasad niezależnego dziennikarstwa w wolnym państwie".

Wczoraj inny wicenaczelny "GW" Jarosław Kurski nie krył zachwytu manifestacją KOD... w obronie wolności słowa. - Kolejna manifestacja KOD-u i kolejne tysiące ludzi. To już nie jest przypadek. Ci, którzy będą sobie łamać głowy, ile było ludzi, naprawdę nie ma sensu liczyć. Jest ich wystarczająco dużo. To pokazuje władzy, że musi się liczyć ze społeczeństwem, że każdy jej ruch będzie miał swoją odpowiedź - mówił, występujący w roli reportera pod siedzibą TVP Info, Jarosław Kurski.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Świadek pogrąża Gawłowskiego: Powiedział, że potrzebuje ok. miliona zł, bo wybory kosztują

Stanisław Gawłowski / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Przyznaję się do wszystkich zarzucanych mi przestępstw – tak wczoraj w Sądzie Okręgowym w Szczecinie zaczął Krzysztof B., biznesmen z Darłowa. Według prokuratury to właśnie Krzysztof B. wręczył byłemu sekretarzowi generalnemu PO, senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu 400 tys. zł łapówki w zamian za ustawienie przetargu.

Chodziło o przetarg na inwestycję Wrota sztormowe na jeziorze Jamno wart ponad 20 mln zł, organizowany przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. Według ustaleń Prokuratury Krajowej przetarg ten został ustawiony tak, aby wygrała go firma Krzysztofa B.

Biznesmen był przez wiele lat w bardzo bliskich relacjach ze Stanisławem Gawłowskim. Były sekretarz generalny PO często gościł w jego restauracji w nadmorskim Darłowie. Razem także pływali na skuterach wodnych po Bałtyku – B. nie tylko bowiem prowadził firmę budowlaną, lecz był także właścicielem wypożyczalni sprzętu wodnego. Wczoraj w sądzie odczytano zeznania Krzysztofa B. ze śledztwa. Biznesmen powiedział, że o planowanej inwestycji o nazwie Wrota sztormowe dowiedział się podczas jednego ze spotkań od Stanisława Gawłowskiego, wtedy wiceministra środowiska. Gawłowski miał powiedzieć, że jeśli B. przekaże mu pieniądze na pomoc w kampanii wyborczej, to ma szanse na wygranie przetargu.

Pan Stanisław Gawłowski powiedział, że potrzebuje około miliona złotych, bo wybory kosztują. Powiedziałem, że nie dysponuję takimi pieniędzmi. Ostatecznie dogadaliśmy się, że załatwię jakieś pieniądze. Gawłowski powiedział, że jak wygram przetarg, to szybko mi się to zwróci.
- zeznał Krzysztof B.

Biznesmen w kilku transzach przekazał Gawłowskiemu 400 tys. zł. Prokuratura nie tylko posiada zeznania biznesmena potwierdzające, że doszło do przekazania pieniędzy w koszalińskim domu Gawłowskiego, ma także wyciągi z kont bankowych Krzysztofa B. z okresu, w którym przekazywał pieniądze Gawłowskiemu. Poza tym wiarygodność zeznań biznesmena potwierdza również kilku innych świadków.

Co więcej, do wygrania przetargu w Zarządzie Melioracji została powołana firma o nazwie Hydrobudowa Bałtyk. Jej udziałowcami zostali oprócz Krzysztofa B. także pasierb Gawłowskiego Michał L. i siostrzeniec polityka Sebastian L. Obaj mieli po 25 proc. udziałów. B. zeznał, że sam Stanisław Gawłowski nie chciał wchodzić jako udziałowiec „póki jest osobą publiczną”. Ale bardzo angażował się w pomoc przy rozwoju spółki Hydrobudowa Bałtyk. Spotkanie w sprawie przyznania kredytu na działalność firmy odbyło się w koszalińskim domu Gawłowskiego. Polityk zaprosił do siebie dyrektora Banku Spółdzielczego i Krzysztofa B. Podczas tego spotkania zapadła decyzja, że kredyt zostanie przyznany.

Biznesmen z Darłowa zeznał ponadto, że łapówkę w wysokości 3 proc. wartości kontraktu musiał także wręczyć Tomaszowi P., dyrektorowi Zarządu Melioracji w Szczecinie. Tomasz P. był prominentnym działaczem PO i uchodził za pupila Gawłowskiego. Relacje obu mężczyzn się popsuły, kiedy P. swoimi zeznaniami obciążył Gawłowskiego.

Według prokuratury w Zachodniopomorskim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych działała zorganizowana grupa przestępcza. Ustawiono łącznie 105 przetargów za kwotę 600 mln zł.

Dziś wiemy, że wrota sztormowe na jeziorze Jamno zostały wykonane wadliwie. Konsekwencją błędów budowlanych jest katastrofa ekologiczna. Lustro wody na akwenie obniżyło się po zakończeniu inwestycji, co powoduje śnięcie ryb. To z kolei wywołuje protesty ekologów, którzy twierdzą, że jezioro stało się śmierdzącym bajorem. Naprawą wrót obecnie zajmuje się przedsiębiorstwo Wody Polskie. Koszty szacowane są na kilka milionów złotych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts