Holenderska prokuratura zamierza przeanalizować otrzymany pod koniec grudnia ub.r. raport brytyjskich śledczych z grupy Bellingcat, dotyczący zestrzelenia w lipcu 2014 r. nad Ukrainą malezyjskiego boeinga z 298 osobami na pokładzie.

Jak poinformował rzecznik prokuratury Wim de Bruin, dokument dotarł do Amsterdamu tuż po świętach Bożego Narodzenia. – Zamierzamy dokładnie go zbadać. Wtedy zdecydujemy, czy informacje w nim zawarte nadają się do zastosowania w procesie karnym – dodał w niedzielę de Bruin.

Również w niedzielę w holenderskiej telewizji państwowej wyemitowano wywiad z Eliotem Higginsem, założycielem dziennikarskiej grupy śledczej Bellingcat, zajmującej się m.in. analizą wydarzeń w rejonach konfliktów zbrojnych. – Nasza organizacja zidentyfikowała grupę 20 rosyjskich żołnierzy z 53. Brygady Przeciwlotniczej FR, stacjonujących na wschodzie Ukrainy. Bardzo możliwe, że znają oni osobę, która zestrzeliła malezyjski samolot lub sprawca znajduje się w tym kręgu – przyznał Higgins.

W czerwcu ub.r. brytyjski Bellingcat przygotował raport, z którego wynika, że winę za zestrzelenie boeinga 777 linii Malaysia Airlines, lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur, ponoszą rosyjscy żołnierze i terroryści, okupujący wschodnią Ukrainę. Eksperci dowiedli m.in., że Kreml sfałszował wiele dowodów, mających potwierdzić niewinność Rosji. Chodzi m.in. o zdjęcia satelitarne, które zostały przerobione w amatorski sposób, z wykorzystaniem bezpłatnego programu dostępnego w internecie. Ponadto część fotografii prezentowanych przez stronę rosyjską była wykonana kilka dni wcześniej, a nie 17 lipca 2014 r. Wówczas nad wsią Hrabowe w wyniku zestrzelenia maszyny śmierć poniosło 298 osób, w tym 193 obywateli Holandii.

13 października ub.r. śledczy z Holandii opublikowali własny raport, dotyczący katastrofy nad Ukrainą. Z dokumentu wynika, że do zestrzelenia maszyny użyto rosyjskiego pocisku klasy ziemia-powietrze typu Buk. Wiadomo, że w lipcu 2014 r. takim sprzętem dysponowali najemnicy Putina, stacjonujący w Donbasie. Odłamki wspomnianej rakiety przez wiele miesięcy znajdowały się na miejscu tragedii. Odnaleźli je m.in. holenderscy dziennikarze, nagrywający dokument o katastrofie. W raporcie śledczych z Amsterdamu nie znalazła się jednak wzmianka o tym, kto konkretnie odpowiadał za wystrzelenie rakiety w kierunku samolotu.