- Nie zamierzam Was przekonywać, że obóz rządowy we wszystkim ma rację. Popełniamy błędy. Nie jesteśmy wirtuozami politycznej elegancji. Nie wszystkie decyzje są dla mnie zrozumiałe. Mam nadzieję, że z czasem nastąpią korekty - napisał w liście do studentów Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, wicepremier Jarosław Gowin. - Zamachu na niezależność Trybunału dopuścili się ci, którzy dzisiaj stroją się w szatki jej obrońców, a powstała wskutek ich działań sytuacja wymaga nowych rozwiązań konstytucyjnych - przekonuje wicepremier w rządzie Beaty Szydło.

List ministra to odpowiedź na pismo grupy jego dawnych studentów, absolwentów WSE w Krakowie, jakie wysłali do niego pod koniec grudnia 2015 r. Cytując ks. Tischnera Gowin zachęca adresatów do "myślenia pod prąd", ponieważ "tylko idąc pod prąd docieramy do źródeł". List opublikował serwis 300polityka.pl

- Najbardziej ostry i najbardziej zasadniczy spór ostatnich tygodni dotyczy Trybunału Konstytucyjnego. Wiele środowisk wyraża niepokój o standardy polskiej demokracji, na straży których powinien stać niezależny TK. Podzielam ten niepokój. Demokracja - żeby nie wyradzać się w tyranię większości - potrzebuje ponaddemokratycznych wartości. Wyrazem tych wartości jest (lub powinna być) konstytucja. Demokracja potrzebuje też instytucji, która stoi na straży tych wartości. W Polsce i w wielu innych krajach europejskich (choć nie we wszystkich) instytucją do tego powołaną jest Trybunat Konstytucyjny.

Dlatego każdy zamach na jego niezależność uderza w istotę demokracji i zagraża prawom mniejszości. Ubolewam nad tym, że Trybunat stał się przedmiotem zarówno zakulisowych machinacji politycznych, jak i otwartego, gwałtownego konfliktu społecznego, co pozbawia go autorytetu niezbędnego do pełnienia jego misji. Do tej pory zapewne się ze mną zgadzacie. Teraz jednak przynajmniej z częścią z Was wejdę zapewne w spór. Ja bowiem inaczej niż większość mediów, autorytetów prawniczych czy środowisk opiniotwórczych definiuję źródło zamachu na niezależność TK -
pisze na początku swojego listu Jarosław Gowin.


Dalej wicepremier i koalicjant Prawa i Sprawiedliwości przypomina, że sędziowie TK wybierani są przez zwykłą większość parlamentarną, "a więc w praktyce przez aktualny obóz rządowy".

- Czy muszę Was przekonywać, że każdy obóz wybierz na sędziów kandydatów o poglądach bliskich temu obozowi? Sędziowie TK nie są apolityczni. Mają - jak każdy obywatel - prawo do własnych przekonań politycznych. Niektórzy z nich niestety nie zapominają także o tym, komu zawdzięczają swój wybór. Czy zatem mamy sądzić, że TK jest na wskroś upolityczniony lub wręcz upartyjniony? Nie do końca. 

Twórcy Konstytucji nie wprowadzili co prawda żadnego mechanizmu uwzględniającego przy wyborze sędziów prawa opozycji, zdawali sobie jednak sprawę z groźby zdominowania Trybunału przez jedną z opcji politycznych. Aby temu zapobiec wprowadzili zatem mechanizm rotacyjnego wyboru sędziów. Na straży niezależności Trybunału nie stoi zatem apolityczność sędziów, tylko jego pluralizm
- stwierdza Gowin.


Zdaniem ministra nauki początkiem sporu było "sprzeniewierzeniem się literze Konstytucji" przez poprzedni Sejm zdominowany przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe.

- Wybór przez poprzedni obóz rządowy sędziów, których powinien wybrać następny parlament, był nie tylko sprzeniewierzeniem się literze Konstytucji (co potwierdził w niedawnym orzeczeniu sam TK). Był to zamach na samą istotę Konstytucji, na mechanizm gwarantujący pluralizm Trybunału, a zatem i chroniący wolność Polaków - przypomina Gowin.


Jak pisze wicepremier prezes Trybunału, Andrzej Rzepliński i jego zastępca, Stanisław Biernat "sprzeniewierzyli się swojej misji" w momencie, gdy poprzednia większość rządowa przy ich współpracy wprowadziła przepisy "w oczywisty sposób sprzeczne z literą i duchem Konstytucji", a oni milczeli.

- Cała reszta jest konsekwencją tamtego zamachu i tamtego sprzeniewierzenia się. W obecnej kadencji musimy naprawić skutki tego, co się siako, i przywrócić rzetelną ochronę ładu konstytucyjnego. (...) Konieczna jest pilna i dogłębna debata nad modelem sądownictwa konstytucyjnego. Nie jest przecież tak, że dotychczasowy kształt Trybunału to jego jedyna dopuszczalna wersja - kontynuuje Gowin, nazywając rozwiązania wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość "ułomną i doraźną protezą".


W liście do studentów wicepremier rozważa pomysł likwidacji TK i zastąpienia go Izbą Konstytucyjną Sądu Najwyższego, w której zasiadaliby "naprawdę niezależni od polityków sędziowie?". Gowin przychylnie odnosi się również do pomysłu Pawła Kukiza, by Sejm wybierał sędziów większością 2/3 (lub co najmniej 3/5) głosów. Zdaniem polityka wymusiłoby to "porozumienie między każdorazowym obozem rządowym a opozycją".

- W ostrym konflikcie politycznym, który wybuchł po powołaniu rządu Beaty Szydło, chodzi dodatkowo o dwie fundamentalne sprawy. Pierwszą z nich jest model demokracji. Uważam, że 25 lat wolnej Polski przynioslo wiele osiągnięć, z których wszyscy mają prawo być dumni. Niestety, od dawna obserwowałem także z niepokojem, jak pogłębia się proces oligarchizacji naszego państwa. Instytucje demokratyczne często przekształcane były w atrapy, za których parawanem rzeczywiste decyzje podejmowały niekontrolowane grupy interesów. To właśnie sprzeciw wobec oligarchizacji Polski skłonił mnie w 2005 roku do zaangażowania się w politykę - zapewnia Gowin.

- Nasz rząd jest zdeterminowany, by przywrócić uczciwą konkurencję. Podatek bankowy czy nowe rozwiązania podatkowe w dziedzinie handlu przywracają elementarną równość szans. Wiem dobrze, że przeciw działaniom obozu zjednoczonej prawicy protestuje wielu ludzi uczciwych, zatroskanych — Jak Wy — o losy polskiej demokracji. Ale wiem równie dobrze, że te protesty podsycane są i wykorzystywane przez grupy interesów, które stracą swoją uprzywilejowaną pozycję w gospodarce, mediach czy administracji państwowej - przekonuje.


W swoim liście polityk wspomina również swoją wieloletnią obecność w Platformie Obywatelskiej

- Z żalem i poczuciem współodpowiedzialności muszę stwierdzić, że przez ostatnie dwie kadencje widziałem, jak partykularne grupy interesów rozszerzają swoje wpływy. Próbowałem się temu przeciwstawiać, ale byłem nieskuteczny. Dlatego odszedłem z partii, która wraz ze swoim koalicjantem do perfekcji opanowała umiejętność zawłaszczania państwa - pisze Jarosław Gowin.