Jeśli kogoś przez cały czas się ruga, dodatkowo robiąc to na podstawie kłamstw i przeinaczeń – racjonalną reakcją nie jest położenie uszu po sobie i poddanie się, ale wykonanie gestu Kozakiewicza - z prof. Ryszardem Legutką, europosłem PiS-u, wiceprzewodniczącym grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, rozmawia Samuel Pereira.

Od kilku miesięcy rośnie liczba publikacji i komentarzy w niemieckich mediach, krytycznych wobec nowego rządu w Polsce. Czy takie natężenie krytyki to realna troska naszego zachodniego sąsiada, czy raczej działanie polityczne?
W Niemczech wciąż panuje przekonanie, że są dla Polski starszym bratem, dobrym wujkiem, a my wyrośliśmy na buntownika. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, podobnie było z naszym sąsiadem ze Wschodu, przekonanym, że wszystko robi dla nas, wysyła pieniądze, a my się zachowujemy wyjątkowo niewdzięcznie. Pomijając historyczne analogie, przebija się przeświadczenie, że państwo niemieckie miało jak dotąd strefę Europy Środkowej, w tym jej najsilniejszy podmiot, czyli Polskę, uporządkowaną. Teraz dochodzi do nieprzyjemnej dla Niemców niespodzianki.

W Parlamencie Europejskim planowana jest debata na temat sytuacji w Polsce. Ostra krytyka z Brukseli, której można się spodziewać, osłabi czy wzmocni poparcie dla obecnego rządu?
Liczę na to, że paradoksalnie wzmocni to nowy rząd. Do tej pory obecna szeroko rozumiana opozycja – bo nie mówię tylko o Platformie Obywatelskiej, ale też o środowiskach politycznych jak „Gazeta Wyborcza” czy „Polityka” – opierała swoją strategię i jej agresywność na polskich kompleksach. Na założeniu, że jeśli będziemy obserwowali bezustanne połajanki ze strony prasy niemieckiej czy polityków europejskich, to Polacy się zawstydzą i odstąpią od swojego rządu. To nastawienie widoczne jest też w głównych mediach i portalach internetowych, gdzie w krzykliwych tytułach podkreśla się każdą krytyczną wzmiankę, eksponuje sytuację, gdy ktoś za granicą krytykuje polski rząd. Ta strategia, oparta na wierze w niewolniczą skłonność polskiej duszy, w latach 2005–2007 się sprawdziła. Ja jednak liczę na to, że ta strategia wywoła skutek przeciwny do zamierzonego.

Skąd takie przekonanie?
Swoje oczekiwanie opieram na przykładzie innych społeczeństw, gdzie podobne ataki spowodowały większą konsolidację narodową, pragnienie stanięcia za własnym rządem i niepoddawania się temu, co przekracza wszelkie miary krytyki, agresji, arogancji i impertynencji. Jeśli kogoś przez cały czas się ruga, dodatkowo robiąc to na podstawie kłamstw i przeinaczeń – racjonalną reakcją nie jest stulenie uszu, poddanie się, ale wykonanie gestu Kozakiewicza.