Walec jedzie dopiero na drugim biegu

Wielu „specjalistów” wrzuca Jarosława Kaczyńskiego na kozetkę, to i ja się pokuszę o psychoanalizę.

Wielu „specjalistów” wrzuca Jarosława Kaczyńskiego na kozetkę, to i ja się pokuszę o psychoanalizę. Obserwując nieugiętość, bezkompromisowość i od 25 lat niezmienne dążenie Kaczyńskiego do wdrożenia swojego projektu naprawy państwa, nie mam cienia wątpliwości, że ten polityk ma jedną, jedyną ambicję – zbudowanie wielkiej Polski.

Wśród wszystkich mistrzów lewicowych myśli i fascynacji zdecydowanie wyróżnia się Zygmunt Freud. Z jakichś powodów jednak sama lewica nie uznaje go za modnego guru, z którym wypada pójść na imprezę do klubu. Gdy lewicowe elity zaczynają coś lub kogoś uważać za ciemnogród, nie potrzeba lepszego wyznacznika jakości i tak też traktuję austriackiego naukowca – to fachowiec.

Obecnie za Freuda lewicy uchodzi Sławomir Sierakowski. Nowa szkoła psychoanalizy, którą on proponuje, daleko odeszła od zajmującej Freuda kwestii libido i alter ego. Ale czy to się komuś podoba, czy nie, przemyślenia Freuda są nieodłączną częścią codziennej ludzkiej egzystencji. 

Większość egzemplifikacji Freudowskich teorii odbywa się poza świadomością uczestników zdarzeń. Mówi się, że przykładem skrajnego egoizmu jest użalanie się nad sobą – to nic innego, jak tylko praktyczne potwierdzenie tez spisanych na stronach „Wstępu do psychoanalizy”. O freudowskiej pomyłce słyszymy wszędzie, ale co czwarty rozumie, na czym ów błąd polega. A to po prostu przypisanie własnych lęków, nadziei i ambicji innej osobie. Mądry i odważny był Freud, jednak przyglądając się zachowaniom współczesnej polskiej (chyba) opozycji (chociaż należałoby raczej powiedzieć utraconej władzy), popadłby poczciwy Zygmunt w głęboką depresję. 

Libido, zdaniem Freuda, jest paliwem człowieka, bez którego nie może on funkcjonować i nie należy tego mylić z potocznym rozumieniem „popędu seksualnego” czy kojarzyć z niebieską pigułką oferowaną w aptekach. 

Czym jest libido, widać też w dyskusjach w internecie, gdzie jak wiadomo, nikt nigdy nikogo do niczego nie przekonał, gdzie każdy jest przekonany, że to właśnie on ma rację. W życiu realnym zjawisko to łagodnieje. No, chyba że w telewizji pokażą Jarosława Kaczyńskiego, jak wypowiada akurat jedno zdanie podrzędnie złożone. Z tą chwilą po lewicowej i liberalnej stronie debaty publicznej natychmiast gotuje się libido, to ich „paliwo życia”. Niepojęte, z jaką siłą działają słowa Kaczyńskiego! Zwykły człowiek, słysząc na ulicy głos dochodzący z otwartego okna: „ty pijaczyno”, uśmiechnie się pod nosem i pójdzie dalej. Po słowach Jarosława Kaczyńskiego o „Polakach najgorszego sortu” cała opozycja i fanatyczni przeciwnicy „Kaczora” odwrócili głowy w kierunku mówiącego. Zidentyfikowali się jako adresaci tych słów.

„My, najgorszy sort Polaków”

Tak niskiej samooceny niegdysiejszych panów i władców sytuacji nie oczekiwali najwięksi optymiści, do których się zaliczam. Towarzystwo, które ukradło status elity, stanęło na baczność jak porażone i chórem krzyknęło: „To o nas! Nas obraził”. Zaraz po tym szybko dodali: „i miliony Polaków też obraził”, żeby nie wyglądało głupio. 

Freudem nie jestem, ale gdybym miał się pokusić o diagnozę, to widzę u tych „obrażonych” skrajny i perwersyjny egoizm. W chwilach słabości ludzie wątpią w swoje możliwości, często nazywają siebie głupimi, nieudacznikami, impotentami, brzydkimi, ale to jednak nie to samo, co czuć się zdrajcą, kapusiem, kolaborantem, słowem „Polakiem najgorszego sortu”.

Gdy nasz mechanizm obronny jest jeszcze niedojrzały, np. w szkole podstawowej czy na podwórku, każe odpowiadać: „sam jesteś głupi”. Dojrzalsi bronią się żartem, ripostą i podobnymi zabiegami retorycznymi. Wybitnie inteligentni przechodzą obok słów obojętnie, nie czując się ich adresatami, tak jak ów przechodzień słyszący kawałek awantury z otwartego okna na parterze. W jakiej kategorii mieszczą się zatem reprezentanci byłej władzy i członkowie politycznego klubu grzmiący: „Kaczor do gazu!”? Oni sami zapisali się do grupy zdiagnozowanych przez Kaczyńskiego jako „gorszy sort”. W psychoanalizie wyparcie to największa przeszkoda do sukcesu terapeutycznego. Wypierają więc trafną diagnozę, stosując zabiegi propagandowe, które znamy od lat – „Kaczyński podzielił Polaków”. Wiedzą, że służą wiernie niemieckim bankom, koncernom, mediom, że dla raty we franku, którą spłacają jacuzzi, są w stanie poświęcić wiele, wszak „ch...j z tą Polską wschodnią” i pozostawić po sobie „ch...j, du…ę i kamieni kupę”. 

Problem w tym, że z takim obciążeniem lekko przed siebie się nie idzie, dlatego podzielili się brzemieniem, zrzucając „najgorszy sort” na Bogu ducha winne miliony Polaków. Podniósł się tym samym klasyczny dla byłych pracowników resortu i tajnych kapusiów rwetes: „Nienawistnik bez prawa jazdy obraził was, Polacy, i my się dla was poświęcamy, tak bardzo, że siebie samych nazywamy Polakami najgorszego sortu. Chodźcie z nami, chodźcie z nami! Tu jest Polska, tu jest Polska!” – przemyślane pastwienie się nad libido. Prymitywne, ale skuteczne oszukanie alter ego. 

Ale za tą psychologiczną fasadą stoi jedynie rata we franku i chęć zachowania pełnego kałduna za cenę ubóstwa i upokorzenia tychże milionów Polaków. Stoją też lęki, bo tylko jedyny Bóg wie, jakie dowody marności mogą wypłynąć, ile ich zostało, a ile pochłonęły niszczarki i wysypiska. Znam Freuda i znam to towarzystwo, co mi pozwala kompletnie się nie przejmować ostatnimi podrygami władców RP III i ogłupionymi fanami establishmentu, którzy w demokratycznych wyborach i procedurach dostrzegają „zagrożenie demokracji”.

Walec dopiero się rozpędza

Samozwańczych elit nic tym razem nie uratuje. Z kolei towarzyszący im ogłupieni, zgodnie ze swoją naturą, zmienią front, gdy zobaczą, że zmienił się świat wokół nich. Znajomość Freuda pozwala również być pewnym, że Jarosław Kaczyński wrzucił dopiero drugi bieg, trzeci, czwarty i piąty jeszcze przed nami. Niektórzy twierdzą, że to się może skończyć biegiem wstecznym. Istnieje takie prawdopodobieństwo, ale stanie się to dopiero po biegu piątym, gdy wszystko będzie już wyrównane. Po co? To oczywiste. Żeby dla pewności poprawić walcem po złogach PRL-u. Nie zazdroszczę przeciwnikom Kaczyńskiego i poniekąd ich rozumiem. Ciężko żyje się z wiedzą, że ten niewysoki jegomość, bez konta, mieszkający z kotem, ktoś, kogo dawno „miało już nie być”, teraz urządził sobie rajd szlakiem patologii i nie zatrzyma się za żadne pieniądze. Obrońcom ludowej demokracji pozostaje wsłuchiwać się w każde jego słowo, przerzucać swoje winy i lęki na miliony – w tłumie zawsze raźniej. Nic jednak nie przepadnie, nie przy tym kierowcy walca, który jak każdy z nas kieruje się egoizmem, ale w wypadku Jarosława Kaczyńskiego jest to wyjątkowo zdrowy i propaństwowy egoizm. 

Wielu wrzuca Kaczyńskiego na kozetkę, to i ja się pokuszę o psychoanalizę. Obserwując determinację, nieugiętość, bezkompromisowość i od 25 lat niezmienne dążenie Kaczyńskiego do wdrożenia swojego projektu naprawy państwa, nie mam cienia wątpliwości, że ten polityk ma jedną, jedyną ambicję. On chce przejść do historii jako wielki Polak, o niczym innym nigdy nie marzył i marzyć nie będzie. Dla polityka jest to najzdrowszy możliwy egoizm, a w warunkach demokracji, która nigdzie nie uciekła, a wręcz przeciwnie, powoli wraca, obywatele powinni dać na mszę, że ich życie przypadło na lata władzy takiego polityka. 

Ambicje Kaczyńskiego idealnie korespondują z nadziejami Polaków, bo Kaczyński przejdzie do historii jako wielki Polak wyłącznie wówczas, gdy zbuduje wielką Polskę. Przetrwał najgorszy dla siebie czas i uodpornił się na wszelką pogardę, wie, jakie gigantyczne zadanie przed nim stoi, i temu się poświęcił bez reszty. 

Zaczadzeni „postępową” narracją

Uwierzyć politykowi znaczy tyle, co postradać zmysły, równie dobrze można zagrać w trzy karty na bazarze, ale ja Kaczyńskiemu nie tyle wierzę, ile mam pełne przekonanie, jakiego cudu usiłuje dokonać, i nie boję się jego ambicji. Jestem Polakiem i cieszę się, nic mnie nie martwi, ani przeszłość, ani przyszłość. Owszem, zdarzyło mi się w życiu popełniać fatalne błędy, w tym tak wstydliwe, jak pełne zaczadzenie „narracją” nowoczesnych Europejczyków, którzy zamienili kufajki na garnitury od Armaniego, ale nigdy nie wziąłem złotówki za pisanie głupot, nie doniosłem esbekom na własną żonę, nie kupił mnie żaden Niemiec i nie sprzeda FSB. 

Dowody mojej przeszłości są jawne, niczego nie skasowałem, nie spaliłem teczki. Byłem napakowany propagandą medialną i bałem się Kaczyńskiego, bo w telewizji bać się go kazali. W czasie pierwszych rządów PiS-u z lat 2005–2007 powielałem te same slogany, które dziś słychać na marszach KOD-u. Przykre doświadczenie i dlatego każdy tekst ukazujący moją głupotę jest dostępny, ku przestrodze, żeby więcej z siebie idioty nigdy nie zrobić. Za taki komfort najgorszy sort Polaków prawdopodobnie oddałby jacuzzi, ale to niemożliwe, ich archiwa jeszcze są tajne i ze strachu przed ujawnieniem swojego alter ego są gotowi na wszystko, łącznie z poświęceniem libido. Tych pacjentów wyleczyć się nie da, to nieuleczalne przypadki, zaKODowane nomen omen genetycznie i sentymentalnie. Pozostają izolacja, wyrzucenie na margines, skąd przyszli dziadowie współczesnego, pożal się Boże, establishmentu. 

Margines na margines 

Jarosław Kaczyński wie, że niczego nie zbuduje i nikt go nie zapamięta, jeśli nie ustawi podrobionej elity na marginesie oryginalnego narodu. To pozwoli Polakom odetchnąć i wreszcie zacząć żyć pełną piersią, w warunkach zdrowej konkurencji i zdrowego egoizmu, który dba o jedną wspólną Polskę. Czy się uda, tego z całą pewnością stwierdzić nie mogę, ale nie widzę też żadnych poważnych przeszkód stojących na drodze rozpędzonego walca prowadzonego przez „Kaczora bez prawa jazdy” – jak zwykli określać go obrońcy ludowej demokracji. Ale Kaczyńskiemu nie potrzeba prawa jazdy, on walcem nie musi kierować, wystarczy, że przejedzie na oślep i bez litości po całej patologii, sprawnie zmieniając biegi. Żadnemu przyzwoitemu i nawet grzesznemu Polakowi włos z głowy nie spadnie, tylko najgorszy sort zostanie wbity w glebę, tym szybciej, im bardziej sam się pcha pod koła.

 

Źródło:

Piotr Wielgucki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo