​Beata Szydło dla „GP”: Kończy się państwo, które opłacało grupy interesów

Kończy się państwo, które opłacało grupy interesów, by te gwarantowały trwanie ekipie władzy.

Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Kończy się państwo, które opłacało grupy interesów, by te gwarantowały trwanie ekipie władzy. Zaczyna się za to państwo dbające o interes wszystkich, a przede wszystkim tych, którzy przez ostatnie lata byli niezauważani, bo nie byli dla rządzących tak cenni jak choćby niektóre warszawskie redakcje - powiedziała Beata Szydło, Prezes Rady Ministrów, z którą rozmawiała Katarzyna Gójska-Hejke.
 
Kończy się państwo opłacające zwolenników władzy i media?
Kończy się państwo, które opłacało grupy interesów, by te gwarantowały trwanie ekipie władzy. Zaczyna się za to państwo dbające o interes wszystkich, a przede wszystkim tych, którzy przez ostatnie lata byli niezauważani, bo nie byli dla rządzących tak cenni jak choćby niektóre warszawskie redakcje. Szliśmy do wyborów z pomysłem na Polskę sprawiedliwą. Pochylającą się nad inicjatywami obywatelskimi, a nie bez refleksji wrzucającą pomysły ludzi do kosza. Chcemy, by nasz kraj był tak urządzony, jak chce większość obywateli. Mają prawo żyć wedle własnych pomysłów, a nie znosić terror i dyktat rozmaitych grup interesów. Nie jesteśmy gołosłowni – rodzice od września będą mogli decydować o wieku szkolnym swoich pociech. Skoro takie są ich oczekiwania, to czemu nie dać im tego prawa? Jeśli Polacy tak licznie krytykują podniesienie wieku emerytalnego, zrobimy wszystko, by dać im i w tej sprawie swobodę decydowania o sobie. Chcemy również sprawiedliwego traktowania wszystkich w sferze gospodarki. Stąd pomysł na podatek bankowy i dla dużych sieci handlowych. Jesteśmy otwarci na inwestorów zagranicznych, ale też mówimy im otwarcie, że reguły gry są równe dla wszystkich. Tak jak to jest na całym świecie. Po prostu przywracamy uczciwość.
 
Protesty nie wyhamują tempa wprowadzania zapowiedzi przedwyborczych?
Jestem zdeterminowana, by zrealizować obietnice wyborcze w pełni i tak szybko, jak to tylko możliwe. Program „500 plus” ruszy już za kilka miesięcy. Projekt ustawy wprowadzającej podatek bankowy jest już w sejmie. Przecież to nie jest niespotykane rozwiązanie, lecz mechanizm, który funkcjonuje w wielu krajach UE. Pytam opozycję: dlaczego Polacy, którzy płacą jedne z najwyższych opłat bankowych w Europie, mają nie oczekiwać, iż duże i sowicie zarabiające na nich instytucje finansowe nie będę łożyć na nasz budżet tak, jak łożą na budżety innych państw? Czy Polska jest krajem drugiej kategorii?
 
Przytoczę argument opozycji – podatek bankowy zapłacą klienci, a nie banki.
Jestem pewna, że tak nie będzie. A jeśli nawet niektóre z banków będą podejmowały idące w tym kierunku działania, państwo ma instrumenty, by chronić przed nimi obywateli. Jest instytucja chroniąca prawa konsumentów i ona w takich wypadkach będzie zdecydowanie reagować. Polska przez lata była rajem dla przeróżnych grup interesów: łatwe, dobre zyski, minimalne zobowiązania. Można było zarabiać na Polakach i wyprowadzać ich pieniądze poza granice. Nie wiem, ile osób w naszym kraju ma świadomość, że 60 proc. unijnych pieniędzy, które wpływały do Polski, było z naszego kraju wyprowadzane, bo realizatorami inwestycji były zagraniczne podmioty.
 
Nowe prawo o zamówieniach publicznych będzie wspierało polskie firmy w rywalizacji o kontrakty na inwestycje finansowane z budżetu i UE?
Gorąco zapraszam zagranicznych inwestorów do Polski i mówię im: inwestujcie u nas, twórzcie miejsca pracy, możecie liczyć na uczciwe zasady. I podkreślam – uczciwe zasady. Do tej pory to rodzime firmy miały pod górkę, sprawimy, by szanse były wyrównane. Dlatego wzorem innych państw Unii wprowadzimy mechanizmy prawne wspierające rodzimy biznes. To nie my odkryliśmy, iż takie rozwiązania służą gospodarce narodowej, zrobiło to wiele krajów przed nami i na tym korzystają. Dlaczego Polska ma sama siebie pozbawiać takich możliwości? Wiem, że to się wielu lobby nie podoba, ale mój rząd będzie kierował się interesem Polaków, nie będzie zakładnikiem grup interesów.
 
Program „500 plus” ruszy od kwietnia, to już przesądzone?
Tak, od kwietnia. Trwają prace, także nad zmianami, które stworzą nowe miejsca pracy. Temu będzie służyło choćby otwarcie zawodów. Dlatego dokonujemy zmian w służbie cywilnej. To tylko jeden z elementów, ale ważny. Niech młodzi ludzie mają dostęp do stanowisk urzędniczych, niech nie będą one partyjnym łupem.
 
Opozycja mówi, że proponowane przez PiS zmiany w prawie o służbie cywilnej, choćby rezygnacja z konkursów, jest drogą do upartyjnienia urzędniczych stanowisk.
Proponuję, by opozycja zapytała Polaków, co myślą o zasadach zatrudniania urzędników funkcjonujących przez ostatnie lata. Ja z ludźmi rozmawiam i wiem, że nikt nie wierzy w uczciwość konkursów. Nie mówię, iż wszystkie były przeprowadzane nie fair, ale niestety większość to fikcja. Uważamy, iż ten mechanizm rekrutacji urzędników po prostu się nie sprawdził. Proponujemy inny, który zapowiedzieliśmy już w czasie kampanii wyborczej.
 
Zastanawiam się, na ile skuteczne są próby przerażenia międzynarodowej opinii publicznej sytuacją w Polsce. Gdy Pani Premier rozmawia z szefami rządów innych państw, pytają o „zamach na demokrację”, „początki dyktatury”?
Nie tylko nie pytają, ale są bardzo zainteresowani współpracą z nami. Gratulują zwycięstwa w wyborach. Chcą przyjeżdżać do Polski. Nikt nie widzi we mnie dyktatora.
 
A w jakiej atmosferze przebiegła rozmowa z Martinem Schulzem?
Była stanowcza i rzeczowa.
 
A skuteczna?
Czas pokaże. Pan Schulz jest znany z wypowiedzi co najmniej niestosownych na temat innych krajów. Poradziłam, by przed wypowiadaniem sądów zapytał u źródła o intencje i rzeczywiste działania. Mamy przecież telefony, można zadzwonić, wystarczy dobra wola i uczciwość. I mam nadzieję, iż nie zabraknie ich przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego.
 
Gdyby nie było sprawy Trybunału Konstytucyjnego, byłoby sto dni spokoju?
Każdy dzień medialnych histerii wokół kolejnych aktywności czy to rządu, czy prezydenta, czy większości parlamentarnej przekonuje mnie, że problemem nie są nasze konkretne działania, lecz fakt, iż przejęliśmy władzę. Poprzednia koalicja rządząca, wspierające ją środowiska polityczne, medialne nie potrafią zaakceptować decyzji Polaków. Na sztandarach mają demokrację, a nie umieją uszanować jej istoty – wyników wolnych wyborów. To jest wściekły atak tych, którzy myśleli, że będą rządzić Polską wiecznie. Mało tego – wymościli sobie wygodne przyczółki kontrolowania sytuacji w państwie i czerpania z tego profitów. Teraz szaleją, bo okazało się, że ich nie utrzymają. A deklaruję otwarcie – na pewno nie utrzymają. Państwo będzie przywrócone obywatelom, będzie sprawne, oszczędne. Jestem zdeterminowana, by do tego doprowadzić.

Protesty społeczne nie ostudzą tego zapału?
Na czele tych protestów stoją nasi polityczni oponenci. To nie są protesty społeczne, lecz protesty organizowane przez partie polityczne.
 
Nie wierzy Pani w ich spontaniczność?
Nie. Patrzę na twarze przemawiających i widzę polityków oraz ich zaplecze z komitetów poparcia. Oczywiście są także obywatele, którzy nie są działaczami ugrupowań. Jednak w mojej ocenie nie oni organizują te akcje. Chcę być jednak dobrze zrozumiana – Prawo i Sprawiedliwość szanuje prawo każdego do demonstrowania. Przez lata walczyliśmy z dzisiejszą opozycją o to, by nie było ono ograniczane. Przecież poprzednia władza przed sąd stawiała ludzi, którzy – jak choćby autor strony AntyKomor – śmieli ją krytykować. My wyrastamy z innej tradycji. Szacunek dla demokracji mamy we krwi. W życiu nie zgodzę się na to, by przeciwko protestującym wyprowadzić policję. A przecież poprzednia ekipa, ta, która teraz przebrała się w kostium obrońców wolności, nasyłała na protestujących oddziały z armatkami wodnymi i gazem. Strzelała z broni gładkolufowej. Warto pamiętać te fakty, bo one pokazują wiarygodność dzisiejszych organizatorów protestów.
 
A może celem tych akcji jest po prostu podważenie wyniku wyborów?
Testem jest ustawa naprawcza dotycząca Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli będzie wola współpracy przy tworzeniu tego prawa, to uznam, iż opozycja uszanowała wynik wyborów. Pytam bowiem dzisiejszych protestujących o to, gdzie byli, gdy Platforma do spółki z PSL uchwalała ustawę o TK pod własne potrzeby? Gdzie byli ci spontaniczni obrońcy demokracji, gdy wybierano sędziów „na zapas”, by odebrać parlamentowi kolejnej kadencji przysługujące mu prawo wyboru? Przecież to były wydarzenia bez precedensu, a dzisiejszych protestujących nie mobilizowały, nie bulwersowały. Prawdziwego zamachu na Trybunał dokonała Platforma i PSL w czerwcu i październiku tego roku.
 
Czy nie chodzi o scenariusz z przyśpieszonymi wyborami i chaosem paraliżującym państwo? Gdy słucham, jak prezes TK mówi wprost, iż on nie poda się do dymisji, to mając w pamięci jego zachowania z ostatnich tygodni, jestem w stanie sobie wyobrazić, że mimo przyjęcia ustawy naprawczej ten skład Trybunału będzie działał i nie uzna nowego prawa.
Po pierwsze, pan prezes Andrzej Rzepliński musi zrezygnować z własnych ambicji i zacząć kierować się dobrem państwa. Swego czasu słyszałam, jak w publicznej wypowiedzi deklarował sympatię do jednej z partii. Czy to jest postawa niezawisłego sędziego? Zadaję to pytanie tym wszystkim, którzy uczestniczą w demonstracjach broniących niezawisłości Trybunału. Ale nie tym z legitymacjami partyjnymi czy tym, którym brak reklam z rządowych spółek czy ograniczenie dotacji z publicznej kasy może zmniejszyć dochody. Ich intencje są dla mnie jasne.
 
Cały wywiad z Beatą Szydło w najnowszej „Gazecie Polskiej”

 

 


Źródło: Gazeta Polska

Katarzyna Gójska-Hejke
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo