Ewa Tylman nie żyje. Do śmierci przyczynił się mężczyzna, z którym wracała w nocy z klubu - podało Radio Zet. Policja go zatrzymała. Według nieoficjalnych informacji kobieta uciekała przed mężczyzną i wpadła do rzeki. Ciało poszukiwanej od 23 listopada kobiety ma znajdować się w Warcie.

O zatrzymanym mężczyźnie policja mówi następująco: Jest to osoba, która była z panią Ewą w klubie, która znajdowała się w jej otoczeniu.

Ewa Tylman zaginęła w nocy niedzieli na poniedziałek tydzień temu (w nocy z 22 na 23 listopada). Kobieta bawiła się wspólnie ze znajomymi w jednym z klubów w okolicach Starego Rynku w Poznaniu. Po raz ostatni była widziana ok. godz. 3 nad ranem, gdy na ulicy Mostowej rozstała się z kolegą ubranym w niebieską kurtkę. Według policji to on miał przyczynić się do śmierci kobiety. Parę zarejestrowały kamery monitoringu.

Policja podała też informację, że na ulicy Królowej Jadwigi, na przystanku tramwajowym w pobliżu budynków AWF, dowód osobisty kobiety odnalazła jedna z pasażerek i odesłała na adres z dokumentu - do rodzinnego domu w Koninie. Mężczyzna, który towarzyszył 26-latce, zeznał policji, że tej nocy był kompletnie pijany i niczego nie pamięta. W mieszkaniu zjawił się ok. godz. 5 rano.

RMF FM informuje, że do śmierci Ewy Tylman miało dojść po tej samej stronie mostu Rocha, na którym najpierw bawili się, a potem odprowadzali znajomi z imprezy. Oznaczałoby to, że 26-latka zginęła zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym po raz ostatni zarejestrowały ją kamery monitoringu.

Zaginięcie Ewy Tylman porównywano do sprawy Iwony Wieczorek