Jeśli Komisja Europejska nie przedłuży nam terminu rozliczenia pieniędzy z funduszy unijnych, to grozi nam zwrot 30 mld zł, co mocno zaważy na budżecie i gospodarce. Wszystko przez zaniedbania rządu PO-PSL. Zostały niespełna trzy tygodnie na rozliczenie tych środków. Niestety, nie ma szans, by wykorzystać je w tak krótkim czasie - z Henrykiem Kowalczykiem, szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów, rozmawia Dorota Skrobisz.

Kiedy możemy się spodziewać działań, dotyczących rozwiązania problemów w górnictwie?
Konkretne decyzje dotyczące funkcjonowania górnictwa w dalszej pespektywie zapadną za parę tygodni. Minister energetyki Krzysztof Tchórzewski zaproponuje rozwiązania na wiele miesięcy, a może nawet na wiele lat. Jeśli chodzi o sprawy bieżące, to środki na grudniowe wypłaty zostały już zapewnione.

Czy wiadomo, jaka może być wyrwa w budżecie, który pozostawił po sobie rząd PO-PSL?
Wpływy z podatku VAT są niższe o 13 mld zł od zakładanych na 2015 r. To jest ogromna dziura budżetowa. Być może część wydatków nie zostanie zrealizowana, jak to zwykle bywa, więc ta dziura okaże się odrobinę mniejsza. Na razie liczymy się z niedoborem 13–15 mld zł. Jest nadzieja, choć mała, że dojdzie do sprzedaży częstotliwości LTE, z której wpłynie do budżetu 9 mld zł. Jednak firmy uczestniczące w aukcji złożyły odwołania do sądu.

Z czego wynika tak niski pobór VAT? Może spowolnienie gospodarcze jest wyższe, niż nam się wydaje, firmy więc odprowadzają mniej podatku niż planowano?
Spowolnienie gospodarcze nie wskazuje, żeby VAT był tak źle zrealizowany. Potwierdza się to, co mówiłem już wielokrotnie: skala wyłudzeń VAT przybiera na sile.

A zatem przed rządem stoi mocne wyzwanie, aby ten trend zatrzymać i odwrócić.
Tak. Najważniejszym zadaniem dla rządu jest właśnie odwrócenie tendencji spadku poboru VAT, czyli zablokowanie wyłudzeń podatku.

A co z systemem emerytalnym? To też ogromne obciążenie dla budżetu. Co rząd zamierza zrobić z OFE?
Dyskusja nad systemem emerytalnym trwa i będzie trwała. Rozwiązania zaproponuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Moim zdaniem OFE to zły system, ale skoro ludzie zgromadzili w funduszach emerytalnych pieniądze, to zabieranie im tych środków nie jest w porządku, jak postąpił rząd PO-PSL. Nawet jeśli ludzie źle zainwestowali swoje pieniądze, są to ich decyzje. Zabranie im oszczędności jest absolutnie nieuczciwe. Będę przeciwny rozwiązaniom, które miałyby na celu odebranie im tych pieniędzy z OFE. Jestem za tym, aby była dobrowolność w wyborze. Ale chciałbym ludzi uświadomić: czy jest sens pozostawać w OFE, czy lepiej jednak wejść z kapitałem do ZUS‑u.

Czeka nas dyskusja o zmianie systemu emerytalnego. Co jest rozważane?
Pojawiają się bardzo różne pomysły. Nie chcę ich komentować ani potwierdzać, bo moja osobista wypowiedź może być potraktowana jako stanowisko rządu. Powiem tylko, że system emerytalny już został przekształcony w znacznie mniej korzystny. Odeszliśmy od gwarantowanych świadczeń na rzecz tzw. kapitałowych, czy może raczej pseudokapitałowych. Obecny system już mocno ogranicza wielkość emerytur. Dotacja do ZUS‑u sięga 65 mld zł rocznie, łącznie z pożyczką. Myślę, że przy tej demografii jeszcze przez dziesiątki lat nie będziemy mieli równowagi w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, więc należy się liczyć z tym, że FUS trzeba będzie dotować z budżetu. Problem do dyskusji, to do jakiej wysokości finansować FUS.

Pani premier poruszyła w exposé kwestię zrównoważonego rozwoju kraju. A problem jest ogromny. Podam przykład. Na Podlasiu młodzi opuszczają wsie, nawet z okolic Białegostoku, bo nie ma tam dla nich pracy. Zostają tylko starsi. Co zrobić, aby ci młodzi chcieli powrócić?
To jest oczywiście zadanie ogromne. Najpierw trzeba uzupełnić infrastrukturę, która tam została pominięta. Nie mamy żadnej drogi ekspresowej na Wschód od Wisły. Nie liczę takich drobiazgów, jak kawałki trasy od Radzymina do Wyszkowa, czy kawałek koło Białegostoku, czy obwodnica Mińska Mazowieckiego. Podstawowym warunkiem zrównoważonego rozwoju i krokiem w kierunku przedsiębiorczości jest to, aby infrastruktura była rozwijana równomiernie na całym obszarze Polski. Nad konkretnymi propozycjami pracuje wicepremier Mateusz Morawiecki.

Kolejne rozwiązania, które mają zachęcić do powrotu, to są ułatwienia dla działalności gospodarczej dla młodych, obniżenie podatku CIT dla małych przedsiębiorstw, ale też ukierunkowane wsparcie z funduszy europejskich na rozwój przedsiębiorstw właśnie w tych regionach. Myślimy też o wspieraniu innych, ale z preferencją właśnie dla tych rejonów, które do tej pory były pokrzywdzone.

Ogromnym wyzwaniem dla rządu jest także rolnictwo, wywalczenie lepszych dopłat dla rolników.
Polskie rolnictwo pod tym względem jest mocno dyskryminowane, a ono właśnie jest podstawą gospodarki na wschodzie kraju. Tylko że będzie bardzo trudno wywalczyć coś więcej dla rolników. Negocjacje dotyczące perspektywy finansowej na lata 2014–2020 zostały zamknięte. Niedopatrzenie czy niedbałość rządu PO-PSL będą teraz skutkowały przez siedem lat. Nawet złagodzenie stanowiska Komisji Europejskiej nie spowoduje, że dopłaty będą wyrównane do poziomów w innych krajach. Rolnicy chcą mieć nadzieję. Ale trzeba powiedzieć wprost: nie uda się wyrównać dopłat w tej perspektywie finansowej, choć być może jakieś zniwelowanie różnic będzie możliwe.

Rząd pracuje też nad systemem ubezpieczeń dla rolników. Jak chce zachęcić ich do ubezpieczania upraw i zwierząt, aby budżet nie ponosił kosztów klęsk żywiołowych i sanitarnych?
Zaproponujemy rozwiązania, które do ubezpieczania się rolników zachęcą. Zakłady ubezpieczeniowe stawiają bariery, bo ponoszą wysokie ryzyko. Tymczasem, aby zachęcić rolników, konieczne są zmiany stawek. W naszym projekcie, który prezentowaliśmy w czasie kampanii wyborczej, zaproponowałem, aby do stawki ubezpieczeniowej w wysokości do 9 proc. sumy ubezpieczenia była dopłata z budżetu państwa. Tylko wtedy zakład ubezpieczeniowy jest w stanie ubezpieczyć szkody kompleksowo. Chcemy też mocno wspierać towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych. Jeśli w danym roku wystąpiłyby małe szkody, to chcemy, aby ten kapitał z dotacji obniżał składki w kolejnym roku.

Wicepremier Morawiecki szacuje, że w przyszłym roku PKB wyniesie powyżej 4 proc. Tymczasem analitycy Goldman Sachs twierdzą, że będzie niższy i wyniesie 3,4 proc. Czego analitycy nie biorą pod uwagę przy wyliczaniu wysokości PKB, skoro im spada, a rządowi rośnie?
Szacowanie PKB to dość skomplikowany proces. Trzeba uwzględniać tendencje gospodarki światowej, szczególnie niemieckiej, bo to ważny nasz partner handlowy. Ale trzeba też brać pod uwagę ewentualne środki, które mogą powodować wzrost PKB, np. fundusze unijne. Dobre wykorzystanie funduszy unijnych, a są to miliardy, może powodować dość istotną różnicę w PKB. Dobrze zainwestowana kwota 15 mld zł powoduje, że PKB jest o 1 proc. większy, 30 mld zł inwestycji daje 2 proc. przyrostu PKB, a my w tej skali inwestycji się obracamy. W tej chwili fundusze unijne były słabo wykorzystywane. Zagrożone jest 30 mld zł z funduszy unijnych z perspektywy 2007–2013, na co patrzę z przerażeniem. Takie są zaniedbania PO-PSL. Wicepremier Morawiecki i nasi ministrowie Jerzy Kwieciński i Konrad Szymański robią, co mogą, aby jeszcze uratować coś z tej kwoty. Jeśli dojdzie do rozliczenia i KE nie pozwoli na przesunięcie terminu, to niestety będziemy musieli oddać te 30 mld zł.

Całość wywiadu w "Gazecie Polskiej Codziennie"