Pogodny stoicyzm

  

Uprasza się o zachowanie spokoju i zimnej krwi – takie hasło każdy wyborca PiS-u powinien mieć w najbliższych miesiącach przed oczami. Sprawy, które PiS zaczął przeprowadzać, faktycznie naruszają władzę postkomuny, jej wrzask ma po części swoje uzasadnienie. Ale czy PiS robiłby cokolwiek, czy też nie – wrzask i tak by się podniósł. W przekonaniu establishmentu III RP partia Jarosława Kaczyńskiego po prostu nie ma prawa rządzić. I tyle.

Dlatego uprzejmie proszę Szanownych Czytelników o rozważenie wyłączenia propagandowych telewizji, wyciszenie toczących pianę „ekspertów” i „dziennikarzy”. Chyba że Państwo mają ochotę oglądać to – jak mówią kolokwialnie blogerzy – „dla beki”. Prześciganie się „mędrców” III RP w budowaniu określeń, metafor i porównań jest w dużej części bardziej komiczne niż straszne. Mamy cały zastęp straszliwych postaci, które obecnie powróciły z mrocznych kart historii i uosobiły się w postaci lidera PiS-u
i polityków tej partii. Hitler, Stalin, Iwan Groźny, Mao Zedong, a także zbiorczo Święta Inkwizycja oraz – oczywiście musieli się pojawić i oni – jakobini i Robespierre. To wszystko znajdziemy w „poważnej” publicystyce mainstreamu, ale nie mniej barwne sformułowania znajdziemy w wypowiedziach „wybitnych konstytucjonalistów” oraz „autorytetów prawniczych”.

I tak niegrzeszący niestety wielką przenikliwością umysłu Jerzy Stępień, były szef Trybunału Konstytucyjnego, raczył oświadczyć na łamach „Gazety Wyborczej”: „Pełny stalinizm […] już się dzieje. Zaczęło się”. Trzeba przyznać, że inny były prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll, wyraził się delikatniej: „Dzisiaj mamy do czynienia z deptaniem konstytucji, a więc bezprawiem”. Niezłe pod tym względem oświadczenie wydał Komitet Nauk Prawnych PAN, który, jak napisała „Wyborcza”, zrzesza 28 wybitnych prawników. Była to uchwała numer 1 z 2015 r. – jak widać, dopiero 26 listopada te wybitne postaci poczuły się zobligowane do wydania uchwały, cały mijający rok nie przynosił im nic wartego zajmowania stanowiska. No ale teraz – gdy stalinizm i faszyzm u bram (a właściwie już się rozplenia, jak wiemy od pana Stępnia) – reagować trzeba niezwłocznie. Dlatego uchwalono, że Komitet sprzeciwia się wszelkim formom nihilizmu konstytucyjnego i prawnego. Następnie wymieniono, co tym nihilizmem jest: ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę, zmiana ustawy o Trybunale Konstytucyjnym czy unieważnienie wyboru osób na stanowiska sędziów TK. Wszystkie te przykłady są merytorycznie funta kłaków niewarte – prezydent może skorzystać z prawa łaski na każdym etapie postępowania sądowego, zmiana ustawy o TK przeprowadzona przez PiS ratowała porządek prawny po zdemolowaniu go przez PO-PSL ustawą z czerwca, a zmiana uchwały Sejmu w sprawie wyboru osób, które nie zostały jeszcze zaprzysiężone do TK, jak najbardziej mieści się w kompetencjach Sejmu. Ale jeśli zważyć, że we władzach Komitetu PAN znajdują się tak wybitne osoby, jak niedawna kandydatka lewicy do Sejmu prof. Monika Płatek, która wsławiła się oburzeniem, że Ewa Kopacz składa dymisję „przed budynkiem Sejmu”, bo tak zrozumiała sformułowanie „przed Sejmem”, to wiadomo, że nie o meritum chodzi.

Chodzi o wielką awanturę i wrzask

Ten jazgot nie temu jednak służy, by „władza się zatrzymała” w tych już codziennych „zamachach na demokrację”. Zresztą te pokrzykiwania nie mają zrobić wrażenia na politykach PiS-u, notabene nie robią. Establishmentowi III RP nie chodzi o jakąkolwiek dyskusję z partią, która ma parlamentarną większość i zdaniem krytykujących popełnia te straszliwe błędy, nie chodzi o szukanie porozumienia ani jakiegokolwiek kompromisu dla dobra państwa. Merytoryczna dyskusja, wymiana argumentów kompletnie nie jest postkomunie potrzebna – zwłaszcza że na tym polu ona zwyczajnie przegrywa. Awantura ma rozgrywać się właśnie na poziomie jak najbardziej oderwanym od meritum sprawy – stąd te wszystkie porównania do stalinizmu itp. Wrzask, który słyszymy zewsząd, to kolejna odsłona wielkiego „buuuu”, czyli straszenia PiS-em. Chodzi o rozbujanie emocji społecznych i przeniesienie sporu na poziom silnych negatywnych uczuć – nienawiści, pogardy, złości. Mamy, my obywatele, skakać sobie do oczu, wrzeszczeć na siebie i denerwować się każdego dnia, że znowu jest jakiś skandal. Dlatego właśnie uważam, że najlepiej te największe przekaźniki wyłączyć i zalecić to sąsiadom – nie pozwolić, by postkomuna, ci wszyscy resortowi propagandyści zapanowali nad naszymi emocjami.

Dlaczego to ważne?

Po pierwsze, damy radę wyprowadzić Polskę z postkomunizmu, gdy zdołamy zatrzymać rozbijanie wspólnoty. My, to nie znaczy tylko politycy czy dziennikarze i publicyści niezależni od układu III RP. My, to wszyscy ci, którym zależy na dobrej zmianie w Polsce. Zalecam zatem jak zwykle spokój i pogodny stoicyzm – obrona przed operacją zasiania nienawiści między Polakami jest dziś kluczową sprawą. Po drugie nieustanna awantura ma uniemożliwiać działania nowej ekipy na każdym, nawet najbardziej podstawowym poziomie. Minister zatrudnił dwudziestoletniego eksperta? – Skandal! (To samo w wykonaniu PO było stawianiem na młodych). Prezydent wyznaczył termin inauguracji Sejmu na ten sam dzień, w którym odbywa się nieformalny szczyt UE – brak kompetencji i uderzenie w polską rację stanu! (Ktoś pamięta może jeszcze, co się tak ważnego na tym szczycie zdarzyło?). Każde działanie rządzących ma spotkać się z krytyką na wysokim „C”. I naprawdę jest już tak przewidywalne, kto z jaką argumentacją wystąpi i jakie będzie czynił gesty, że można dla zabawy robić zakłady, kto jutro pierwszy krzyknie „skandal”. Każdemu ruchowi ministra, szefa agencji, wojewody ma towarzyszyć obawa, „że media zrobią z tego aferę”. Na szczęście istnienie silnych, niezależnych mediów i internetu pozwala na zrównoważenie hejtu postkomuny – kompletnie nie należy się przejmować tym, co dzieje się w TVN-ie czy, na razie, w TVP.

„PiS wygrał, ale de facto przegrał”

Chodzi w tym wszystkim o zdelegitymizowanie większości parlamentarnej. Establishment III RP próbuje po prostu unieważnić procesy demokratyczne. Dowiadujemy się np., że Sejm nie może decydować w sprawach Trybunału Konstytucyjnego – mimo że w Trybunał działa na podstawie ustawy uchwalanej przez Sejm. Rząd nie może przejąć kontroli na służbami specjalnymi – bo to zamach na służby. Przekonuje się też Polaków, że tak naprawdę rząd nie ma prawa rządzić, bo jest popierany przez mniejszość. Jeden z polityków PO wykrzyczał w rozmowie ze mną w jednym z programów publicystycznych – zdobyliście 37 proc., a zachowujecie się, jak byście mieli 100 proc.! To jest właśnie ta snuta w internetowych komentarzach narracja – że te 37 proc. to tylko spośród tych, którzy głosowali, a zatem to jakieś 20 proc. wszystkich Polaków. Oczywiście nikt nie przypomina, że dokładnie na podstawie podobnego rachunku PO rządziła osiem lat, nie licząc się z nikim i niczym, komunikując opozycji: jak będziecie mieli większość, to sobie przegłosujecie.

Te same twarze

Nie do końca jest tak, że mamy do czynienia ze zwykłą zmianą władzy w państwie demokratycznym, ponieważ elity rządzące dotychczas, z demokracją nie mają wiele wspólnego. Było to widać podczas rządów PO-PSL – wystarczy przypomnieć, jak wyrzucano dziennikarzy niezależnych od PO z mediów publicznych i jak zablokowano na polskich uczelniach możliwość badania okoliczności katastrofy smoleńskiej. Ale warto też pamiętać wielkie ataki na ustawę lustracyjną, która miała dotyczyć środowisk naukowych na państwowych uniwersytetach, w Polskiej Akademii Nauk oraz pracowników zatrudnionych w mediach publicznych. Te hasła – „łamanie praw człowieka”, „prześladowania” itp. – dało się słyszeć naokoło. Wtedy konfidentów uratował Trybunał Konstytucyjny, kierując zapisy ustawy lustracyjnej do kosza. Teraz protestują te same środowiska. Postkomuna ma pełne usta frazesów o demokracji, ale niestety, trzeba o tym pamiętać, jej korzenie wyrastają z elit zainstalowanych nad Wisłą przez Stalina lub tkwią w teczkach SB. Brak dekomunizacji i lustracji na początku lat dziewięćdziesiątych, brak opcji zerowej w mediach publicznych ciągle uniemożliwia nam normalną debatę o Polsce.

Oczywiście nie tylko ten rodowód jest powodem strasznego krzyku, że rząd PiS-u
zaczyna rządzić. Są tu także zwykłe powody merkantylne – niektórzy stracą naprawdę wielkie pieniądze, które dotychczas ciągnęli ze środków publicznych.
Powtórzę zatem – uprasza się o zachowanie spokoju i zimnej krwi – będzie jeszcze mnóstwo wrzasku, ale będzie też program 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, reforma oświaty. Tej dobrej zmiany dla obywateli, która może sprawić, że ich wrzask będzie na nic, a PiS po prostu będzie rządził,  boją się chyba nawet bardziej niż lustracji.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts