Nasz zachodni sąsiad, wprowadzając radykalną poprawność polityczną, doprowadził do stworzenia dwóch medialnych światów: tego oficjalnego, mainstreamowego oraz niezależnego, funkcjonującego w oparciu o media społecznościowe. W pierwszym obiegu bez opamiętania nagłaśnia się jedynie słuszną linię rządu Angeli Merkel w sprawie uchodźców, natomiast drugi medialny obieg pokazuje, jakie zdanie w tej kwestii ma większość Niemców.

Oczywiście na razie mainstream jest dużo silniejszy, więc propaganda ciągle trafia do olbrzymiej masy zdezorientowanych ludzi, którzy bezrefleksyjnie powtarzają to, co usłyszą w głównych programach telewizyjnych i przeczytają w najważniejszych gazetach. A tam ciągle dominuje hasło Angeli Merkel „Wir schaffem das” – czyli że nam się uda. Nachalna propaganda wdrukowała ludziom do głów, że zamachy, terror czy jakiekolwiek inne zagrożenie nie ma nic wspólnego z uchodźcami, którzy są biedni i koniecznie trzeba im pomagać. Ciągle jeszcze dużo Niemców popiera politykę swojej kanclerz i głośno krytykuje takie kraje jak Polska, która ośmiela się sprzeciwiać woli „wszystkich” (czytaj Berlina) w kwestii przyjęcia odpowiedniej kwoty uchodźców. Często mieszkający w Niemczech Polacy muszą wysłuchiwać, iż powinni się wstydzić za swój rząd. Na szczęście powoli się to zmienia i coraz dobitniej do głosu dochodzą odważniejsze głosy krytykujące politykę niemieckiego rządu.

Do głosu dochodzi Internet

Pomimo nachalnej propagandy coraz więcej obywateli otwiera oczy, dostrzegając fakt, że „media kłamią”. Już we wszystkich badaniach opinii publicznej na pytanie, czy Niemcy powinny nadal przyjmować uchodźców, ponad połowa odpowiada, że nie powinny. Mainstream próbuje manipulować tymi wynikami, dołączając do badań specjalnie sformułowane pytania; jedno z nich brzmiało: "50 proc. Niemców opowiada się za przyjęciem większej ilości uchodźców, czy ty też należysz do tej grupy?" Pomimo tendencyjnego i podchwytliwego pytania tylko 4 proc. odpowiedziało, że tak, natomiast aż 95 proc. stwierdziło, że nie, czyli że nie chce więcej uchodźców.

W przestrzeni wirtualnej powstaje dziesiątki grup społecznych, które ostro sprzeciwiają się obecnej polityce rządu w Berlinie. Strona na Facebooku Buerger sagen "Nein" – obywatele mówią "Nie” codziennie ma po kilkadziesiąt tysięcy odsłon; pomimo ciągle istniejącej cenzury i wiążącymi się z tym obawami ludzie zaczynają mieć odwagę, aby pisać to, co tak naprawdę myślą. Wpisy nie zostawiają wątpliwości, że zwykli obywatele są oburzeni, albowiem władza zamiast dbać o naród, woli inwestować w imigrantów. Renciści i emeryci skarżą się na zbyt niskie świadczenia, ale rząd - zamiast im dołożyć - woli za darmo rozdać pieniądze uchodźcom.

Pojawiają się już komentarze (choć jeszcze nie na pierwszych stronach) krytykujące Angelę Merkel. Harald Martenstein z dziennika „Der Tagesspiegel” w swoim komentarzu stwierdził wprost, że tego, co zrobiła Angela Merkel ze swoim krajem, nie zrobiłby nikt ze swoim mieszkaniem. „Każdy gospodarz, zanim przyjmie gości, musi zadać sobie pytanie jak duże jest jego mieszkanie i w związku z tym, ilu gości może przyjąć” – stwierdził Martenstein, dodając, że Merkel o tym całkowicie zapomniała. Coraz odważniej publikowane są plakaty nawołujące, aby nigdy więcej nie głosować na Angelę Merkel. Ludzie zaczynają wątpić w słowa polityków, kpią z zapewnień, iż wśród uciekinierów, których w Niemczech ciągle nazywa się uchodźcami, znajdują się w większości kobiety i dzieci. W Internecie pojawiają się kpiące rebusy i łamigłówki. Na jednym ze zdjęć z ogromną chmarą maszerujących uchodźców widnieje napis: Znajdź na zdjęciu pięć kobiet i troje dzieci. Oczywiście jest to niemożliwe, bo na fotografii widoczni są jedynie młodzi, dobrze zbudowani mężczyźni. W związku z tym „Preussische Zeitung” dość nieoczekiwanie w kwestii tworzenia z młodych, silnych i zdrowych imigrantów armii, która powinna walczyć o swój kraj, wsparło szefa polskiej dyplomacji. Gazeta zadaje retoryczne pytanie: Czy w tym samym czasie, gdy niemieccy piloci będą walczyli nad Syrią, młodzi i silni Syryjczycy będą spokojnie pili kawę w niemieckich kawiarniach?

Bunt rośnie oddolnie

Najpierw przeciwko polityce imigracyjnej Angeli Merkel zbuntował się najniższy szczebel administracji lokalnej, które musi ponosić największe koszty przyjmowania uchodźców. Doszło do tego, że część burmistrzów odmawia wykonania zadań zleconych przez władze. Wielu z nich w porozumieniu z prezesami klubów sportowych nie wyraziło zgody, aby na potrzeby noclegowni dla uchodźców oddać swoje hale sportowe. Tak postąpiły władze berlińskiej dzielnicy Mitte.

Rośnie protest przeciwko przyjmowaniu uchodźców w wielu dzielnicach różnych miast, ale o takich sprawach opinia publiczna raczej nie jest informowana. Przemilcza się także fakt, że od początku tego roku Niemcy zakupili ogromne ilości broni. W niektórych przypadkach wzrost sięgnął nawet 600 proc. w stosunku do takiego samego okresu w latach poprzednich.