Łysiak fiction

  

Dyskusja na temat stosunków polsko ukraińskich dawno wykroczyła poza ramy merytorycznej polemiki. Kolejnym smutnym dowodem na to może być felieton „Ukrainiada 2”, autorstwa Waldemara Łysiaka, zamieszczony w najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy”.
 
Zaczęło się od tekstu „Ukrainiada”, który Łysiak opublikował w „DRz” nr 44/143. Zawierał on nieprawdy, jakich w stosunku do dzisiejszej Ukrainy użył autor „Fletu z mandragory”. Spotkał się on z moją polemiką, zamieszoną w „Codziennej” 3 listopada br. W jedenastu punktach zdemaskowałem antyukraińskie kłamstwa „Wilka”. To musiało dość mocno rozsierdzić Waldemara Łysiaka, ponieważ zdecydował się poświęcić mi swój najnowszy felieton, zatytułowany mało oryginalnie „Ukrainiada 2”. Biorąc jednak pod uwagę, że jest on kontynuacją kłamstw i oszczerstw z pierwszej części, może i dobrze, że tak jest zatytułowany.
 
Zanim czytelnik dojdzie do argumentów „Wilka” (zresztą nielicznych i niepolemizujących z całością mojego tekstu), brnie przez długą listę pomyj wylanych pod adresem nie tylko moim, ale i innych autorów, których Łysiak nazywa a to „pożytecznymi idiotami”, a to „zwykłymi głupcami” tudzież „baranami”. Przekonuje jednocześnie, że o wszystkim już wcześniej wiedział, wcześniej pisał, a zwracanie mu uwagi uważa za ostentacyjny brak szacunku. Te elukubracje zajmują autorowi „Stulecia kłamców” pół felietonu, po którym następuje rzekoma demaskacja nieprawd, które miałbym popełnić. Nie trwa to długo, za chwilę „Wilk” wraca do swojego lasu – gęstwiny nawiasów, cytatów i bluzgów (jak określenie mnie „gnidą”). Spuśćmy jednak na to kurtynę milczenia.
 
Mętne źródła
 
Zwróciłem uwagę, że część źródeł, na które się powołuje Łysiak, jest albo niewiarygodna, albo trudno je odszukać.
 
Tak jest choćby w wypadku tekstu „Projanukowyczowców kosi cicha śmierć”, który jak wynika z „Ukrainiady”, miał się ukazać w zachodnich mediach, a którego nie sposób było w nich znaleźć. „Wilk”, odpowiadając na ten zarzut, śmieje się w kułak, po czym wyjaśnia, że chodzi o inny, napisany na podstawie AFP, Reutersa, BBC i innych niewielki tekst „Śmierć kosi ludzi Janukowycza”, który ukazał się w tygodniku „Angora”. Na uwagę zasługuje także fakt, że do niektórych źródeł Łysiak się nie przyznaje. Tymczasem tekst w „Angorze”, oprócz wspomnianych mediów, oparty jest na dzienniku „KyivPost”, ale i na informacjach propagandowej stacji Russia Today. To kolejna nieznośna maniera autora „Ceny” – cytowanie streszczeń i kompilacji tekstów różnego pochodzenia, gdzie źródło pierwotne staje się nie do odszyfrowania.
 
Podobnie jest z kolejną rewelacją Łysiaka: „Reuters poinformował, że wojska ukraińskie zamiast wycofać – dołożyły sprzętu ciężkiego” – grzmiał. Gdy napisałem, że próżno szukać takiej depeszy, podał datę tekstu agencyjnego z 23 marca br., gdzie mowa jest o… oskarżeniach Rosji wobec Kijowa, jakoby ten łamał postanowienia mińskie. To jednak już Łysiakowi nie przeszło przez klawiaturę.
 
Rzecz trzecia. „Wilk” twierdzi, że nie mam prawa negować istnienia śledztwa ukraińskiej SBU przeciwko prezydentowi Petro Poroszence i premierowi Arsenijowi Jaceniukowi, przez które rzekomo ze stanowiskiem miał się pożegnać jej szef Walentyn Naływajczenko. Dlaczego? Bo pisał o tym tygodnik „Niedziela”. Otóż niczego takiego tygodnik „Niedziela” nie pisał, lecz podał za internetowym wydaniem „Rzeczpospolitej”: „są też plotki, iż Naływajczenko wykrył korupcję na szczytach władzy i tym naraził się rządowi”. Zarówno polscy korespondenci w Kijowie (Paweł Bobołowicz – Radio Wnet) jak i analitycy Ośrodka Studiów Wschodnich (zob. np. analiza OSW dotycząca całej sprawy), nie potwierdzają tej wersji.
 
Od katolickiego tygodnika do pochwały faszyzmu
 
Waldemar Łysiak wciąż dokonuje piętrowych manipulacji źródłem (licząc być może, że nikt go nie sprawdzi) albo przeinacza słowa. Tak jest choćby w wypadku informacji o rzekomym „krojeniu przez Ukraińców [figurki – red.] polskiego dziecka na torcie”. Gdy wskazałem, że „dziecko” nie było polskie, a autorem żenującego happeningu z początku tego roku był Rosjanin, publicysta „Do Rzeczy” fakt ów zignorował. Odwołał się za to do pisarza Stanisława Srokowskiego, który to z faktu, że współpracuje przy produkcji filmu „Wołyń”, miałby mieć według Łysiaka prawo do powielania (sprostowanych wielokrotnie) bzdur o rzekomych antypolskich incydentach na dzisiejszej Ukrainie.
 
Srokowski (którego teksty opisujące ludobójstwo na Kresach powinny być czytane w zdecydowanym oderwaniu od jego refleksji na temat dzisiejszej Ukrainy), to niejedyne źródło Łysiaka. Chcąc mi się odwinąć za wytknięcie mu kłamstwa na temat wsparcia dla pogrobowców Ukraińskiej Armii Powstańczej, jakiego miał udzielać zamordowany w Moskwie rosyjski opozycjonista Borys Niemcow, „Wilk” powołuje się na artykuł Adama Wielomskiego zamieszczony w periodyku „Najwyższy Czas”. Warto zacytować szerzej cytat, którego fragmentem chce ukłuć „Wilk”:
 
„W ostatnim okresie, wbrew poglądowi praktycznie wszystkich Rosjan, [Niemcow – red.] sprzeciwiał się uznaniu rosyjskiej aneksji Krymu i ostentacyjnie popierał banderowców w Kijowie w toczącej się wojnie domowej na Ukrainie, w której jego nominalna ojczyzna – Rosja – popiera przecież rosyjskojęzycznych separatystów z Noworosji”.
 
A więc wojna domowa w miejsce rosyjskiej agresji, poparcie dla okupacji Krymu i „banderowcy” (zapewne chodzi tu o legalnie wybrane, choć słabe władze w Kijowie). Zestaw kremlowskiej propagandy, od której tak bardzo chce (?) dystansować się publicysta „DRz”. Cóż, może dla Łysiaka i Wielomskiego banderowcami są także bohaterki serialu „Dziewczyny ze Lwowa” lub Ukraińcy remontujący w moim bloku klatkę schodową. Ale czy trzeba brać to poważnie?
 
Innym mało wiarygodnym źródłem w „Ukrainiadzie 2” jest Adam Danek, polski monarchista i intelektualny guru niszowej organizacji nacjonalistycznej „Falanga”. Tej samej „Falangi”, której członkowie zasilali szeregi prorosyjskiej partii Zmiana i podejrzewani są o ataki na dziennikarzy – postawienie nagrobka Dawidowi Wildsteinowi czy atak na mieszkanie Samuela Pereiry. Jedno (!) zdanie Danka zamieszczone w falangistycznym serwisie xportal wystarczyło, by Łysiak wbrew faktom przyjął za pewnik posiadanie przez Petra Poroszenkę więcej niż jednej fabryki w Rosji. Swoją drogą to ciekawe, że autor „Statku” za wiarygodnego i godnego cytowania bierze człowieka, który ma na koncie m.in. tekst „Dlaczego faszyzm? ”, w którym przekonuje: „Środowiska i ugrupowania, których część określa siebie mianem »narodowych« »państwowych«, »prawicowych«, »patriotycznych«, od dawna bezskutecznie poszukują syntetycznej formuły. […] Upragniona formuła została […] odnaleziona już dawno temu. Jest nią faszyzm”. Łysiak dokonuje egzotycznego wyboru źródeł. Od „Niedzieli” do apologety faszyzmu, od Reutersa do Russia Today.
 
Nie drażnić „Wilka”
 
Warsztat autora „Ukrainiady to szwarc, mydło i powidło, megalomania i wyzwiska. Oprócz niewiarygodnych źródeł stosuje cytaty z anonimowych internautów i mityczną korespondencję od czytelników. Co jednak ciekawe, w sieci znajdujemy np. korespondencję pani Ireny Kuleszy z Sieradza, która w liście do redakcji „Do Rzeczy” merytorycznie polemizuje z „Ukrainiadą”. Tekst dostępny jest w internecie, na próżno szukać go jednak w „DRz”. Zapewne mógłby rozdrażnić „Wilka”, który woli przecież powoływać się na własne widzimisię, anonimowe rozmowy telefoniczne i anegdotki nieznanego autorstwa.
 
Ze względu na swoje dotychczasowe publikacje Waldemar Łysiak jest autorytetem dla olbrzymiej liczby Polaków, którzy każde jego słowo traktują jako prawdę objawioną. Nie przeczę – sam wychowałem się na „Flecie z mandragory”, „Statku” czy innych powieściach autora, a „Salon” i inna publicystyka dostarczały mi oręża w czasach studenckich dyskusji. Niestety, w sprawie ukraińskiej „Wilk” myli się, by nie użyć słów mocniejszych. Emocjonalne dotyczące dzisiejszej Ukrainy felietony Łysiaka są ciągiem konfabulacji, kłamstw przeplatanych odwołaniami do wołyńskiego ludobójstwa na Polakach. To metoda zohydzania nam kraju nad Dnieprem, którą z powodzeniem stosują na polskim odbiorcy rosyjscy specjaliści od manipulacji, prowadzący wojnę hybrydową. Zapewne w najśmielszych snach nie przywidywali jednak, że sojusznika znajdą w autorze antykremlowskiego „Lidera”.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts