Dobrze sytuowane małżeństwo z kilkunastoletnim stażem wyjeżdża do małej romantycznej mieściny nad morzem. Ona, by odpocząć. On, by poszukać natchnienia do napisania książki. Myli się jednak ten, kto myśli, że film „Nad morzem” może być komedią romantyczną. Reżyser Angelina Jolie funduje nam dramat najcięższego gatunku. I piękną małżeńską katastrofę.

Rolanda (Brad Pitt) i Vanessę (Angelina Jolie) poznajemy, gdy jadą stylowym kabrioletem nadmorską malowniczą dróżką. Krótka, bezdialogowa przejażdżka w wydaniu Jolie mówi nam już bardzo dużo o bohaterach. Są w głębokim kryzysie. Piękni, bogaci, dystyngowani i piekielnie samotni. Nie mają też względem siebie żadnych oczekiwań, a wspólny wyjazd nie jest z pewnością powodem do ekscytacji dla żadnego z nich. Wkrótce zaczniemy się orientować, że kryzysowy czas dla pary ma bardzo poważne podłoże. Upijanie się od rana w wykonaniu Rolanda i znikające leki psychotropowe w ustach Vanessy okażą się najmniej smutnym objawem tego kryzysu. Angelina Jolie oprowadzi nas po wielu stadiach rozpadu związku. Ich smutny pobyt ożywią sąsiedzi. Do hotelowego pokoju za ścianą wprowadzą się nowożeńcy. Vanessa zacznie podpatrywać młodych zakochanych przez odkrytą za stolikiem… dziurę w ścianie. Tak rozpocznie się jej pełna intryg, niebezpieczna gra. Gra, która postawi na szali nie tylko jej małżeństwo.

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".