Wszystko zaczęło się w czwartek w samo południe. Zawiesiłem konto na Twitterze. Pomysł był prosty: eksperyment medialny. Wykorzystać moment, gdy każda plotka dotycząca składu nowego rządu jest natychmiast podchwytywana i zobaczyć jakie plotki powstaną po zamknięciu konta na tym portalu, a następnie pojawieniu się na ul. Nowogrodzkiej. Na nowy profil zapraszam: tutaj.

Jedną z przesłanek, że siła plotki może być bardzo potężna, była publikacja jednego z tabloidów, który bez nawet cienia potwierdzenia - dał na okładkę sugestię, że są jakieś taśmy na kogoś z Prawa i Sprawiedliwości oraz kogoś z dziennikarzy. Bez nazwisk, bez konkretów, ale plotka przez kilkanaście godzin (póki prokuratura zaprzeczyła, by cokolwiek było na rzeczy) żyła własnym życiem. Wracając do naszego eksperymentu. W założeniu zamknięcie konta miało wywołać niewielki efekt i być bardziej wprowadzeniem pod obecność w okolicach siedziby PiS i w Warszawie. Pomysłodawcy, koledze Jackowi Liziniewiczowi z redakcji, ani mi nie przyszło jednak do głowy, że sama akcja na Twitterze rozpęta sieciową burzę.

Już po kilkunastu minutach @michaljadczak napisał: "Czo ten @Samueljrp to ja nie..już go w ministry wzięli" i się zaczęła giełda spekulacji. Rzecznik rządu? A może któregoś z resortów? MSZ? Tak, MSZ. A nie, może MON? Może ministerstwo sprawiedliwości? Plotki latały zarówno w sferze wirtualnej, jak i w prywatnych wiadomościach. Gdy wczoraj wieczorem zasnąłem wcześnie z dziećmi - rano miałem kilkanaście nieodebranych połączeń i tyle samo SMS-ów, plus wiadomości na Facebooku. Podobnie moja małżonka, rodzina i koledzy z redakcji.

Gdy dziś późnym popołudniem w sieci pojawiło się zdjęcie Michała Rachonia ze mną przy ul. Nowogrodzkiej, można było przeczytać, że "jeden zostaje szefem TVP, drugi Polskiego Radia". Zapewne, znając autora tej teorii, Przemka Piętaka była to ironia, ale oddaje klimat jaki panuje od wczoraj w sieci. Spekulacji nie było końca, aż trafiły one na łamy portali wmeritum.pl, Onet.pl i naTemat.pl. Pytania otrzymałem też z samego PiS-u, a według moich informacji u niektórych zapanowała pewna konsternacja, w związku z "zaklepanym" już miejscem. Dziś mogą odetchnąć.



Co pokazał ten drobny eksperyment? Pokazał czym żyją media, w czasie gdy formalnie przecież nadal rządzi koalicja PO-PSL. Żyją tym kto przyszedł na Nowogrodzką, kto z kim się spotkał i co z tego wynika. Giełda nazwisk non-stop się zmienia, więc nic nie musi być na pewno, a więc i plotki rosną niczym grzyby po deszczu. Jak bardzo? Właśnie tak bardzo, że nawet skasowanie konta na Twitterze przez dziennikarza jest odbierane jako właśnie przesłanka do zmiany pracy. Dla czytelnika i widza może to być asumpt do tego, by się zastanowić ile z podawanych w mediach informacji jest rzeczywiście istotnych, o ilu pamiętamy nie tylko następnego dnia, ale nawet po kilku godzinach. 

Czy przypadkiem przez medialny szum nie jest tak, że po tygodniu już całkowicie zapominamy o tym co stało się ważnego w ciągu ostatnich 7 dni. Sami w pewnym momencie przeżywamy drobne sprawy, pomijając co najistotniejsze. A media na tym żerują, grzejąc co chcą grzać, przykrywając, co przykryć według nich należy. Pies leżący na chodniku, malowana nowa zebra gdzieś na drodze w jakiejś małej miejscowości, czy sprzeczka nastolatek w tramwaju w Warszawie. Dziś takimi rzeczami żyją główne stacje telewizyjne i inne media, uważające się za poważne. Również politycy i to każdej opcji za takie je mają, do nich przychodząc - w ten sposób przyzwalając na taką sytuację. 

Ten tekst nie jest darciem szat, to tylko eksperyment. Dziękuję wszystkim za gratulacje, za szukanie dla mnie pracy w kolejnych resortach, znajomym sprzed lat, że sobie o mnie przypomnieli i hejterom, za kolejne wylew nienawiści, do którego zawsze znajdą pretekst. Wszystkim zdrowia życzę i udanego nowego sezonu politycznego. Oby było w nim jak najwięcej skupiania na realnej pracy, krytyki gdy rząd będzie na to zasługiwał, a jednocześnie jak najmniej histerii a la GW i medialnej piany a la TVN. Czego sobie i Wam życzę.