Stół z powyłamywanymi nogami

  

Odnoszę wrażenie pewnego oszołomienia panującego dookoła. Jakby do Polaków jeszcze nie w pełni dotarło to, co się stało. I chodzi nie tylko o możliwość samodzielnych rządów obozu Zjednoczonej Prawicy. Za sprawą klęski lewicowej koalicji i  dekapitacji drużyny PSL można rzec – parafrazując Szczepkowską – „skończył się w Polsce postkomunizm”!

Jeszcze większe zamieszanie panuje w obozie przegranych. Poplątały się języki cynglom i szczwaczom. Nowa opozycja niezdarnie próbuje przegrupować siły, ale dotychczasowi liderzy nie ułatwiają jej sytuacji.

Brakuje realnej diagnozy – dlaczego przegrali? Na oko nie było aż tak źle – trochę wybudowanych dróg, stadionów, wieżowców, orliki i pendolino, Tusk został cesarzem Europy... A przecież łomot był totalny, z zatarciem podziału na Kongresówkę, Galicję i Ziemie Odzyskane, starych i młodych, wykształconych i czarnoroboczych. Zwalanie na zmęczenie władzą niczego nie tłumaczy. Postawienie na liderkę nadającą się może na przywódcę gminy lub szefową ZOZ – też nie. Zresztą osobiście doktor Ewa uzyskała wynik lepszy niż jej partia. Oczywiście efekt finalny był „sumą wszystkich afer”, ale do tej pory jakoś udawało się wszystko zamiatać pod dywan.

Sądzę, że elektoratowi w podjęciu decyzji sprzyjał styl uprawiania propagandy, jej prymitywizm i toporność. Mizdrzenie się pani Kopacz do społeczeństwa w trakcie idiotycznych podróży po kraju paradoksalnie obnażało dotychczasową arogancję władzy, która w ciągu ostatnich lat zdążyła się narazić wszystkim grupom społecznym. Łatwość zaś, z jaką rzucała puste obietnice, pragnąc przelicytować konkurentów, odebrała jej resztkę powagi.

A straszenie PiS-em? Wypaliło się, w dodatku zostało uznane zapewne za mniejsze zło. Dryf w lewo zapoczątkowany przez Tuska, a kontynuowany przez jego figurantkę, odstraszył wielu uczęszczających do kościoła sympatyków dawnej Unii Wolności. Pogarda żywiona wobec własnego narodu nie pozwoliła dostrzegać rządzącym, że jest on tradycyjny, patriotyczny, katolicki i nie życzy sobie tęczowej flagi, czekoladowego orła ani upadku państwa narodowego. Nie chce być protektoratem Brukseli czy kondominium ościennych potęg. Zachowanie w obliczu islamskiej inwazji przelało kielich.

W dodatku nie wyciągnięto wniosków z porażki w wyborach prezydenckich. Nie zmieniono lidera ani spin doktora, z uporem godnym lepszej sprawy lansowano rewolucję obyczajową (choćby ustawa o tożsamości płciowej). W efekcie po majowej porażce przyszła klęska październikowa.

Dla mnie był to najradośniejszy dzień od 4 czerwca 1989 r. Dzień, w którym mój naród powiedział dobitnie: „Państwu już dziękujemy” . Odchodzą, pozostają po nich dziury w budżecie, zdewastowana gospodarka, tony afer do rozliczenia i winnych do ukarania. A nade wszystko mebel, który winien zostać symbolem III RP – Okrągły Stół z (wreszcie!) powyłamywanymi nogami!
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts