Zdaniem przedstawicieli chińskiej marynarki wojennej manewry amerykańskich jednostek u wybrzeży sztucznych wysp w archipelagu Spratly mogą w przyszłości doprowadzić do morskiej i powietrznej konfrontacji zbrojnej między Chinami a USA. 

Taki wniosek nasuwa się po czwartkowej wideokonferencji szefa operacji morskich marynarki wojennej Chin Wu Shengliego i jego amerykańskiego odpowiednika, admirała Johna Richardsona. Głównym tematem rozmowy była wtorkowa operacja zwiadowcza amerykańskiego niszczyciela rakietowego USS „Lassen”, który zbliżył się na odległość blisko12 mil morskich do sztucznych wysp usypanych w archipelagu Spratly na Morzu Południowochińskim.

 – Jeżeli Stany Zjednoczone nie zaprzestaną tego typu prowokacyjnych działań, może dojść do niebezpiecznej sytuacji, w której użyte zostaną siły frontowe obu stron na morzu i w powietrzu. Wówczas każdy incydent może doprowadzić do wojny – powiedział podczas czwartkowej wideokonferencji Wu Shengli. – Porozumieliśmy się w sprawie przestrzegania wspólnych protokołów militarnych, by uniknąć nieścisłości podczas dalszych działań – odpowiedział admirał John Richardson.

Z kolei agencja Reutera zwraca uwagę, że z powodu napiętej w ostatnich dniach atmosfery między Waszyngtonem a Pekinem mogą być zagrożone wspólne przedsięwzięcia militarne obu państw, zaplanowane na najbliższe tygodnie. Chodzi m.in. o przewidzianą w tym roku wizytę dowódcy Floty Pacyfiku (USPACFLT) admirała Scotta Swifta w Chinach oraz wzajemne wizytacje amerykańskich i chińskich portów, które ustalono na listopad i grudzień br. – Wszystko odbędzie się zgodnie z planem. Żadne działania nie zostały anulowane. Nie ma też obaw, że sytuacja zmieni się w najbliższym czasie – powiedział w anonimowej rozmowie z Reutersem jeden z przedstawicieli Pentagonu.

Władze Pekinu, choć zagroziły wojną Stanom Zjednoczonym za rzekome prowokacje na Morzu Południowochińskim, same dopuszczają się ryzykownych zachowań. Kilka dni temu japońskie ministerstwo obrony poinformowało, że w okresie od lipca do września br. tamtejsze jednostki aż 117 razy musiały zapobiegać wtargnięciu chińskich myśliwców w japońską przestrzeń powietrzną. Warto również przypomnieć, że Pekin i Tokio od wielu lat toczą spór o niezamieszkany archipelag wysp Senkaku (chiń. Diaoyu) na Morzu Wschodniochińskim, w regionie tym także dochodzi do spięć jednostek powietrznych obu krajów.