W poniedziałek odbył się specjalny pokaz roboczej wersji filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego. Po udźwiękowieniu pierwszy fabularny film opowiadający o największej katastrofie w dziejach Sił Powietrznych RP trafi do kin.

Po dwóch latach bojów z instytucjami kultury, środowiskiem aktorskim i koproducentami twórcy filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego przystępują do ostatnich prac. Po drobnych korektach, udźwiękowianiu i zakończeniu prac nad muzyką do filmu, którą komponuje Michał Lorenc, jeden z najbardziej oczekiwanych filmów ostatnich lat trafi do kin.

W postać Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych, gen. Andrzeju Błasiku, wcieliła się wrocławska aktorka Aldona Struzik, która zachwyciła zebranych na poniedziałkowym pokazie dziennikarzy oraz samą generałową, która po seansie dziękowała reżyserowi za upór i odwagę w ukazywaniu prawdy o katastrofie. Wielu aktorów przyznaje, że starało się ukryć swój angaż w filmie tak, by nie narażać się na ostracyzm ze strony np. dyrektorów teatrów czy całego środowiska. Grający Lecha Kaczyńskiego Lech Łotocki stwierdził, że jest to jedna z najważniejszych ról, jaką zagrał w swoim życiu. Niezwykle dumni ze swojej współpracy z Antonim Krauzem są m.in. grająca Marię Kaczyńską Ewa Dałkowska, Annę Walentynowicz – Katarzyna Łaniewska, a także Jerzy Zelnik, Redbad Klynstra i Halina Łabonarska.

Obecni na pokazie dziennikarze i filmowcy nie kryli wzruszenia także jedną z ostatnich scen filmu, która już na etapie scenariusza wzbudzała furię środowiska „Gazety Wyborczej” i stała się pretekstem do ataku na cały projekt i odmowy finansowania filmu przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Scena, w której ofiary tragedii smoleńskiej witają się z zamordowanymi w Katyniu polskimi oficerami, wywarła ogromne wrażenie nawet na dziennikarzach i filmowcach oswojonych z tematyką katastrof.

Nad scenariuszem filmu pracowali Tomasz Łysiak, Marcin Wolski, a także producent filmu Maciej Pawlicki.

Główną bohaterką obrazu jest grana przez Beatę Fido dziennikarka popularnej stacji telewizyjnej. Możemy jedynie zdradzić, że postać ta nie wzbudzi sympatii tych, którzy zaraz po kwietnia 2010 r. stanęli po stronie prawdy. Nie jest, jak początkowo mówiono, wzorowana na dziennikarkach związanych ze strefą wolnego słowa – Ewie Stankiewicz czy Anicie Gargas. Dzięki temu film ma szanse trafić do tych, którzy wciąż twierdzą, że polska delegacja lecąca do Smoleńska zginęła w wyniku zderzenia z „pancerną brzozą”.