Aby język giętki…

  

Im wyżej rosną słupki sondażowe PiS-u, tym bardziej zajadłe stają się ataki obozu władzy. Spot wyborczy Platformy epatuje brutalnością, ukazując, jak jej główny rywal młotkiem rozwala domek dla lalek, czym wywołuje grymas rozpaczy na buzi słodkiego dziewczątka. „Gazeta Wyborcza” z kolei nie przebiera w słowach, żądając, by „otoczyć partię Kaczyńskiego kordonem sanitarnym”.

Wojciech Sadurski pisze tam o PiS-ie: „Musi być traktowany jak trędowaty. To obrona zdrowych przed chorymi, normalnych przed szaleńcami, demokracji przed jej wrogami”. Zważywszy, że w ostatnich dniach notowania największej partii opozycyjnej oscylują wokół 40 proc., „kordonem sanitarnym” objąć by trzeba ok. 15 mln „trędowatych”. Sporo. Zwrócona przeciwko nim histeryczna agresja nie jest oczywiście niczym nowym. Nowe jest to, że nie przynosi ona napastnikom wymiernych profitów, przeciwnie – bodaj coraz większe straty.

„Pycha i upadek”

A i to przecież nie jest całkiem nowe. Działa mechanizm, który został dostrzeżony i nawet już dość starannie opisany przy okazji wyborów prezydenckich – np. w wydanej niedawno przez Fabrykę Słów książce Rafała Ziemkiewicza pt. „Pycha i upadek”. Lektura pozwala prześledzić końcówkę kampanii Bronisława Komorowskiego dzień po dniu i uświadomić sobie, jak bardzo zaszkodziły mu obelgi miotane przeciwko Andrzejowi Dudzie. Mimo to Platforma uparcie kontynuuje ten proceder – a to za sprawą furiackich filipik posła Niesiołowskiego, a to szykanując prezydenta w powolnych sobie mediach. Zdaje się zupełnie nie zauważać, że jest to działanie przeciwskuteczne – zapewnia głowie państwa coraz większą popularność. Usilne starania, by nie dostrzec obecności Andrzeja Dudy podczas meczu Polska-Irlandia sprawiły, że filmowa relacja, nakręcona w trakcie jego wizyty w szatni naszej reprezentacji, stała się hitem polskiego YouTube: w ciągu jednego dnia obejrzało ją ponad 2 mln osób. Z kolei przemilczenie w mediach wizyty belgijskiej pary królewskiej uruchomiło na Twitterze akcję „#Zdjęcia pary prezydenckiej”, która cieszyła się taką popularnością, że spowodowała chwilową awarię serwerów i błyskawicznie uplasowała się na czele twitterowych „trendów”.

Strzały wymierzane przez stronników rządu nie tyle chybiają celu, ile – niczym bumerangi – zawracają w locie i rażą łuczników. Platforma zdaje się znacząco rozmijać z nastrojami społecznymi, więcej – sprawia wrażenie, jakby na nie ogłuchła i oślepła. Kto dziś pamięta, że to stronnictwo uchodziło niegdyś za mistrza tzw. demokracji sondażowej? Że przypisywano mu niewolniczą wręcz uległość wobec opinii większości? Pogoń za poklaskiem gawiedzi? Obecnie, gdy demonstruje aroganckie i – jak wiele wskazuje – wprost samobójcze zacietrzewienie, trudno w to uwierzyć.

Niepokojąca analogia

Rzecz jasna, wiele powodów złożyło się na tę osobliwą ewolucję i Rafał Ziemkiewicz w swojej książce obszernie je omawia, sytuując na czele listy pychę, nabytą w ciągu ośmiu lat sprawowania władzy, w tym podczas pięciu lat niepodzielnych rządów, gdy właściwie wszystkie państwowe urzędy i instytucje zostały podporządkowane PO. Autor nie poprzestaje wszakże na tym wyjaśnieniu. Szukając głębszych przyczyn, wskazuje na kulturowy charakter wewnętrznego polskiego konfliktu, wyrażający się w starciu między tradycyjną, patriotyczną tożsamością a arywizmem beneficjentów masowego awansu społecznego, będącego następstwem transformacji ustrojowej. Ci ostatni są ofiarami „modernizacji przez kserokopiarkę” (według określenia Ryszarda Legutki) – bezkrytycznie przejmują wzory współczesnej kultury Zachodu, wstydzą się wszystkiego, co kojarzy się im z rodzimą spuścizną, tj. etosu niepodległościowego, katolickiej religijności, polskiej historii itd. Antagonizm dwóch skrajnie odmiennych identyfikacji kulturowych leży u źródeł zaciekłości sporu, którego uczestnicy niezdolni są wzajem się tolerować, ani nawet weryfikować własnych stanowisk w miarę jak zamiast do oczekiwanych sukcesów, prowadzą one do niepowodzeń. Tak, zdaniem Ziemkiewicza, postępował PiS w obliczu klęski wyborczej, teraz analogicznie zachowuje się Platforma.

To frapująca obserwacja, warto może do niej dorzucić jeszcze jedną, która nasuwa się, gdy odgłosy trwającej kampanii wyborczej w mediach mieszają się z wiadomościami napływającymi z Zachodu. Pojawia się tu bowiem jakaś niepokojąca analogia między stosunkiem polskiego establishmentu wobec przejawów społecznego sprzeciwu i tym, jak elity UE reagują na protesty przeciwko swojej polityce wobec uchodźców. W obu wypadkach rządzący zdają się ignorować odczucia społeczne tak konsekwentnie, jakby w ogóle nie potrafili ich dostrzec, usłyszeć, pojąć.

Skostnienie języka

Nie jest to chyba przypadkowa zbieżność, skoro polscy arywiści, których najpotężniejszym rzecznikiem wciąż jest PO, od lat „kserują” przekonania zachodnich środowisk opiniotwórczych. W konsekwencji i tu, i tam występują podobne prawidłowości. Jedną z nich jest taki ogląd świata, który pomija zjawiska niemieszczące się w aprobowanym projekcie kulturowym. Eliminowane są one już na poziomie języka. Gdy prezydent Duda, w dniu swojego zaprzysiężenia, mówił w Sejmie o niedożywionych dzieciach, posłowie Platformy „wybuczeli” go i najwidoczniej uczynili to całkiem spontanicznie. Po prostu najmniejszą wzmiankę o takim aspekcie rzeczywistości, który nie przystaje do ich wizji III RP postrzegają jako niedopuszczalne wykroczenie przeciwko konwencji debaty. Na identycznej zasadzie z ogólnoeuropejskiej dyskusji o uchodźcach usuwa się spostrzeżenia dotyczące ich, niemożliwych do zaakceptowania, obyczajów np. bestialskiego traktowania kobiet, w tym zbiorowych gwałtów dokonywanych w obozach. Wola eliminacji tych faktów z pola widzenia sięga tak daleko, że ofiary nakłania się, by zachowały straszne doświadczenia w sekrecie.

Ta praktyka ma jednak swoją cenę i jest ona niemała. Nieadekwatny język opisu rzeczywistości w niczym nie zmienia jej natury, natomiast tym, którzy się nim posługują odbiera zdolność jej rozpoznania, a w rezultacie skazuje ich na nieuchronną porażkę w konfrontacji z realiami. Niekiedy można ją odwlec w czasie, ale nie da się jej uniknąć. Toteż prędzej czy później Platforma Obywatelska zejdzie ze sceny politycznej, jeśli nie dopracuje się nowego języka, tak jak i Unia Europejska opuści scenę dziejową, jeśli nie odrzuci więzów poprawności politycznej. I dlatego konserwatyści, o ile pragną uniknąć tej samej pułapki, powinni swój język nieustannie testować, czy aby nie ulega on pokusie skostnienia, czy nie zastyga w martwe struktury pojęciowe, które zamiast objaśniać świat, konstruują jego pożądany, acz fałszywy obraz. Warto pamiętać, że ta pokusa zazwyczaj w większym stopniu dotyczy tych, którzy sprawują władzę aniżeli kontestatorów.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl