Co musi się jeszcze zdarzyć?

  

Ze strony Niezależna.pl dowiedziałem się, że muzułmańscy imigranci zgwałcili we Włoszech lewicową aktywistkę... Można by złośliwie skomentować – sama o to się prosiła. Aliści problem polega na czymś innym. Na kurtynie milczenia, którym zasłonięto ten incydent. Dla dobra sprawy przekonywano ofiarę, żeby zapomniała o krzywdzie. Który to raz?! Ile czasu ukrywano muzułmańską tożsamość sprawczyń pobicia Francuzki w bikini, o ilu przestępstwach w RFN mówi się, skrzętnie pomijając narodowość i wyznanie sprawców.

Jeśli coś nie pasuje do stereotypu dobrego, biednego, sympatycznego wychodźcy, nie ma prawa dotrzeć do opinii publicznej. Podobnie jest ze wszystkimi argumentami podającymi w wątpliwość opinie o islamie jako religii pokoju. Wydawać by się mogło, że w świecie otwartym, pełnym (można nawet powiedzieć: „przepełnionym”) instytucji demokratycznych kłamstwo ma utrudnione życie. Nie ma instytucjonalnej cenzury, brak Świętego Oficjum czy indeksu ksiąg zakazanych, a przecież spróbujcie wystąpić z czymś, co nie pasuje do oficjalnej wersji świata – spróbujcie dyskusji o jednym z wielkich tematów tabu – homoseksualizmie, roli Żydów w świecie, „globalnym ociepleniu” czy wspomnianym islamie. Zostaniecie wyśmiani, wyklęci, ukrzyżowani, zanim jeszcze otworzycie usta. W naszych czasach rzekomej posthistorii kłamstwo poprawnościowe zaczyna dorównywać kłamstwom komunistycznym. I tylko pozornie wtedy łatwiej było kłamać. W czasach Imperium Zła wystarczyło kontrolować nieliczne media i bez oporu wciskać ciemnotę o nędzy w USA, rewanżyzmie zachodnioniemieckim czy postępowych rządach w Trzecim Świecie. Oczywiście można było czerpać wiedzę z zagranicznych rozgłośni, samizdatów lub choćby z pracy własnych szarych komórek. Ale to oznaczało wysiłek, na który decydowali się nieliczni.

Dziś lenistwo umysłowe jest jeszcze większe, a papka propagandowa ładniej opakowana. Kto gotów jest przeczytać cały Koran, śledzić wszystkie skrzętnie maskowane informacje o prześladowaniach chrześcijan czy wsłuchiwać się w (najczęściej nietłumaczone) głosy orientalnych proroków i demagogów na temat światowego kalifatu i losu w nim niewiernych, czyli nas?

Zastanawiam się, co musiałoby się zdarzyć, żeby przynieść otrzeźwienie rządów i narodów Zachodu, skoro nawet wędrówka ludów nie wystarcza? Jakieś nowe sacco di Roma? Cóż, zniszczenie Watykanu ucieszyłoby wielu postępaków, mimo krokodylich łez nad losem zabytków. Przecież nawet 11 września nie zaowocował jakąś poważniejszą refleksją na temat natury zjawiska „zderzenia cywilizacji”. Jedni uważają to za wybryk „fundamentalizmu”, nie przyjmując do wiadomości, że mimo werbalnych zaprzeczeń ten fundamentalizm w duchu popiera ponad pół miliarda ludzi. Drudzy chętnie wierzą w brednie o spisku Mosadu i CIA – pustych samolotach i ostrzeżonych Żydach, którzy tego dnia nie przyszli do pracy w WTC.

Nie mam wątpliwości, że któregoś dnia nastąpi bolesne przebudzenie, kiedy do drzwi zapuka (albo raczej wyłamie je) szariat... Tyle że na obronę może być już za późno. Kto pamięta, że Aleksandria, Damaszek, Antiochia czy Konstantynopol były kiedyś największymi centrami chrześcijaństwa?
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts