Milczący protest na pogrzebie „kata wybrzeża”: Plują nam w twarz chowając go tu

Kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko honorom dla Stanisława Kociołka pochowanego dzisiaj w panteonie narodowym Polaków na warszawskich Powązkach Wojskowych.

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
Kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko honorom dla Stanisława Kociołka pochowanego dzisiaj w panteonie narodowym Polaków na warszawskich Powązkach Wojskowych. Uczestnicy manifestacji trzymali m.in. zdjęcia zamordowanych 17 grudnia 1970 r. stoczniowców. - To nie jest sprawa mieszkańców Trójmiasta, my tu w Warszawie też przeżywaliśmy to, co się działo na Wybrzeżu. Nie mogliśmy nawet używać w oficjalnych rozmowach w pracy określenia „kat wybrzeża”, teraz znowu plują nam w twarz chowając go tu, gdzie powinni leżeć nasi bohaterowie - mówił jeden z protestujących, którzy przyniósł na Powązki zdjęcia zamordowanych 17 grudnia 1970 r. stoczniowców, zastrzelonych przez oprawców z LWP.

Pogrzeb miał charakter świecki. Protestujący w milczeniu maszerowali za konduktem pogrzebowym. Paradoksalnie to uczestniczący w pogrzebie atakowali protestujących używając wobec nich różnych inwektyw i próbując im wyrwać tablice ze zdjęciami, tekstami literackimi i pieśniami mówiącymi o masakrze grudniowej.

Przyszliśmy tutaj właśnie ze względu na tych, którzy razem z nim stali na czele zbrodniczego systemu, chcieliśmy im przypomnieć do czego się przyczyniali. Przyszliśmy także dlatego, że nie mieści nam się w głowie, że w momencie, kiedy jeszcze nie dokończono prac na Łączce, kiedy jeszcze nie wydobyliśmy z ziemi naszych bohaterów to tutaj, w ich pobliżu chowa się katów narodu polskiego - mówiła Beata Sławińska z fundacji Łączka, która zorganizowała protest.


(fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska)

Przeciwko pochowaniu Kociołka na Powązkach zaprotestował także prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Wolność, niepodległość, prawda i godność człowieka to fundamenty, na jakich budowana jest Rzeczpospolita Polska. Stanisław Kociołek przez lata był członkiem komunistycznego aparatu partyjnego, który zwalczał te wartości - napisał w oficjalnym oświadczeniu dr Łukasz Kamiński.

Przypomnijmy, jak historycy oceniają dokonania Stanisława Kociołka.

Kociołek, jako wicepremier rządu PRL, konsekwentnie nakręcał spiralę prowokacji... Najpierw 14 grudnia 1970 r. o 15.50 wspólnie z I sekretarzem KW PZPR w Gdańsku Alojzym Karkoszką i komendantem wojewódzkim MO płk Romanem Kolczyńskim podejmował decyzję o skierowaniu na ulice Gdańska wojska i kompanii ZOMO. Później 15 grudnia o godz. 20.00 gdańska telewizja wyemitowała przemówienie wicepremiera Kociołka, który całą winą za zaistniałą sytuację na Wybrzeżu obarczył robotników i wezwał wszystkich do powrotu do pracy „od jutra, od zaraz”.16 grudnia Kociołek powtórzył swój apel. Znów za pośrednictwem telewizji i radia Kociołek oznajmił, że „niemożliwe jest odwrócenie podjętych decyzji” i wezwał wszystkich do podjęcia pracy. 17 grudnia 1970 r. idących do pracy ludzi powitały serie z karabinów bandytów z LWP.- przypomniał na swojej stronie facebookowej Sławomir Cenckiewicz, autor książki „Gdański Grudzień”

 


Źródło: niezalezna.pl

Magdalena Piejko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo