Gra o potęgę. „Polska może być wielka”

Ekipa, która ma Polskę zmienić, musi się składać z ludzi naprawdę bardzo odpornych psychicznie i odważnych [...] Polska może i powinna być wielka.

mat. pras. Biały Kruk
Ekipa, która ma Polskę zmienić, musi się składać z ludzi naprawdę bardzo odpornych psychicznie i odważnych [...] Polska może i powinna być wielka. Polska silna wyrosnąć zaś może tylko z nas samych, z naszej wiary i naszego patriotyzmu oraz z dobrze dokonywanych wyborów politycznych – tłumaczy prof. Krzysztof Szczerski Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl publikujemy obszerny fragment najnowszej książki pt. „Dialogi o naprawie Rzeczypospolitej”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Biały Kruk:

Leszek Sosnowski: (…) Media tłumaczą Polakom, że bez zagranicznych inwestycji nie będą mieli pracy.
Prof. Krzysztof Szczerski:  Bo media polskie są niezwykle przewrażliwione na punkcie zagrożeń. Lubią straszyć i same się boją.

Może są nie tyle przewrażliwione, co odpowiednio sterowane. Kierują nimi ludzie, którzy świadomie realizują określoną odgórnie politykę (…), którzy nadają kierunek i tłumaczą, co można napisać, jaką audycję zrealizować, żeby dostać swoją wierszówkę.
Zgadza się. Rzeczywiście jest taka sytuacja, że ta ekipa, która ma Polskę zmienić, musi się składać z ludzi naprawdę bardzo odpornych psychicznie i odważnych. Janusz Lewandowski już straszył, że gdyby PiS przejął władzę, to na pewno spotka się to z retorsjami ze strony Brukseli. Wyobrażam sobie, że pierwszą rzeczą, którą zrobi się wobec Polski, to wywołanie histerii, takiej jak choćby wobec prezydenta Klausa, gdy ten ściągnął flagi unijne ze swoich budynków i pozostawił tylko czeskie, by podkreślić suwerenność swej polityki. Gdybyśmy tak np. ściągnęli wszystkie te flagi europejskie z urzędów polskich, ach, co to by się tutaj działo!

Ja bym do tego nie przywiązywał wagi, ponieważ widzę, jak funkcjonuje to na przykład w Niemczech. Tam też są flagi europejskie i są flagi niemieckie, ale na pewno żadna Bruksela ani żadna Unia tam nie rządzi, liczy się tylko i wyłącznie niemiecki punkt widzenia.
Oczywiście, ale tu nie chodzi o puste gesty, lecz o symbole zmiany kierunku rządzenia. Można robić to i bez takich gestów, ale myślę, że one są w naszym przypadku istotne. Jeśli dzisiejszy obóz władzy w Polsce jest tak strasznie germanofilski, to może przynajmniej tę jedną cechę przeniesie tutaj z Niemiec: przekonanie, że najpierw własny kraj, a potem inni. Przecież sposób, w jaki Niemcy kształtują swoje relacje z Brukselą, także na gruncie czysto prawnym, jest tak całkowicie odmienny od polskiego… Każda kompetencja, która wypływa z Niemiec do Unii, musi być tam równoważona przez zwiększenie kontroli państwa niemieckiego nad polityką unijną.

Społeczeństwo jest straszone absurdalnym argumentem: jeżeli Polacy nie będą pod totalnym wpływem Unii Europejskiej, to właśnie wtedy stracą niezależność! Jakby teraz ją mieli. Mamy być całkowicie uzależnieni od Unii, czyli de facto znajdować się pod totalnym wpływem niemieckim, bo Niemcy usiłują zdominować całą Unię i zaczynają od słabszych elementów, a zwłaszcza takich, które im chętnie ulegają.
W społeczeństwie jest rozbudowywane, wpajane przekonanie, że nie jesteśmy w stanie być samodzielni; bowiem jeśli nie uzależnimy się całkowicie od Unii, to wpadniemy w objęcia Rosji. To fałszywa alternatywa. Co gorsza, czasami jest właśnie tak, że im bardziej oddajemy się w ręce innych, to tym bardziej mogą nas oni wtedy oddać „w pakiecie negocjacyjnym” Rosji. Polska musi być na Zachodzie i w zachodnim środowisku politycznym oraz w instytucjach współpracy, ale jako samodzielna potęga. Nasze miejsce jest na Zachodzie, ale powinno być ono faktycznie „nasze”, a nie wskazywane i określane przez innych.

II Rzeczpospolita – państwo, które dopiero co powstało – musiała na progu niepodległości stoczyć ciężką wojnę z bolszewikami, a mimo to potrafiła zachować niezależność i od Sowietów, i od wszystkich innych krajów w Europie. Mało tego, gotowa była spacyfikować Niemcy, gdy faszyzm tam się dopiero rodził, ale niestety Marszałek Piłsudski nie znalazł zrozumienia w innych krajach – zrozumienie przyszło, gdy kontynent już płonął.
Brałem ostatnio udział w spotkaniu dyskusyjnym w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, które dotyczyło właśnie roli Polski w regionie środkowoeuropejskim. Linia oficjalna jest taka, że jesteśmy liderem regionalnym. Jakże jednak można być prawdziwym liderem, jeśli ma się mentalność juhasa, który tylko wypasa owce na hali. Trzeba być bacą, mieć własną halę i własne owce, a nie zapędzać czyjeś stado do obcej zagrody… Dlatego mamy wciąż kłopot ze znalezieniem sobie miejsca w regionie, bo nie jesteśmy samodzielni. Jeśli mamy być tylko pasem transmisyjnym polityki niemieckiej albo rosyjskiej w naszym regionie, to inni udadzą się wprost do centrali; po co płacić koszty pośrednictwa?



Czy istnieje bezpośrednie zagrożenie rosyjskie wobec Polski?
Tak, oczywiście.

Jakie?
Utrzymywanie Polski w stanie niezdolności do samodzielności. Dlatego trzeba zmniejszać uzależnienie energetyczne od Rosji i działać na rzecz przejrzystości reprezentacji rosyjskich interesów w Polsce.

(…)
Dlaczego Rosja jest zainteresowana tym, żeby Polska była słaba? Czyż nie lepiej mieć zdrowego sąsiada?
Polska i Rosja mają obiektywnie rozbieżne interesy w kilku zasadniczych sprawach. Wolna i demokratyczna Białoruś leży w interesie Polski, a nie Rosji. Wolna Ukraina jest interesem Polski, a nie Rosji. Gaz łupkowy w Polsce jest interesem Polski, ale nie Rosji. Podmiotowość regionu krajów nadbałtyckich jest interesem Polski, nie Rosji. Wolna Gruzja, dostęp do handlu azjatyckiego i ropy jest interesem Polski, nie Rosji. Oddziaływać na Rosję, na Niemcy czy na jakikolwiek inny kraj można poprzez otoczenie go wianuszkiem państw, które są naszymi sojusznikami, a niekoniecznie ich przyjaciółmi. (…)

Powróćmy teraz z zagranicy do Ojczyzny. Ustaliliśmy wcześniej, że trudno byłoby zbudować silny kraj, nie stojąc na bazie podstawowych wartości. Chyba że ktoś chce zbudować potęgę negatywną, taką jak np. nazistowskie Niemcy czy komunistyczna Rosja – wtedy musi odejść od odwiecznych wartości. Kiedy chce się jednak zbudować silne państwo, nie szkodząc przy tym innym, to na pewno trzeba się oprzeć na wartościach chrześcijańskich. Te wartości nie mogą istnieć poza przestrzenią społeczną, jakby oderwane, zawieszone w próżni – a tego się teraz oczekuje i żąda od naszego ­społeczeństwa.
To jest przekonanie, które wyrażał Karol Wojtyła, mówiąc: nie da się zrozumieć Polski bez krzyża. Nie mówimy tu o budowaniu potęgi cynicznej, która opierałaby się na grze rozumianej interesownie. Tylko mówimy o potędze, która ma także zdrowy charakter moralny. A potęga moralna musi mieć właśnie to spoiwo w postaci wartości chrześcijańskich. I znowu tym źródłem wartości dla Polski jest w oczywisty sposób religia katolicka. Bo nie ma innego powszechnego w Polsce zespołu wartości. Tak było i w ubiegłych wiekach, w czasach, gdy Polska stanowiła przedmurze chrześcijaństwa.

(…) Dziś trzeba fortece budować w Internecie, w mediach itp. Obecna władza wspierana przez jej służalcze media wszystko robi, żeby Polska nie została ponownie chrześcijańskim przedmurzem, choć ta jest do tego predestynowana z racji tradycji, z racji swej wielkości i z racji centralnego położenia.
Zgadza się. Dlatego podkreślam, że pierwszym zadaniem nowej władzy będzie zatrzymanie oraz zlikwidowanie walki z religią i z Kościołem w Polsce. Bez tego nie ruszymy. Najpierw musimy się obronić wewnątrz kraju. Bo teraz pojawia się jeszcze pytanie, czy w Polsce jesteśmy na tyle silni wiarą, by taką funkcję przedmurza pełnić. Trzeba podkreślić, że polska potęga zawsze była potęgą wiary i wolności. To jest niesamowite przesłanie wychodzące z Polski, że można być potęgą wolną, wolnych ludzi, a nie poddanych absolutyzmowi czy totalitaryzmowi.

Chodzi o wolności, które miały granice – wyznaczone przez wartości ewangeliczne. Wolność nieograniczona staje się dowolnością.
Oczywiście, nie mówimy tu o swawoli. Chodzi o wolności w klasycznym rozumieniu uzewnętrznionym już w polskiej myśli politycznej XVI w.

Ja bym nawet sięgnął głębiej, do czasów Pawła Włodkowica i Stanisława ze Skalbmierza, twórców polskiej szkoły prawa międzynarodowego.
Więc tradycję mamy. Pamiętajmy, że istniały też potęgi koszarowe, gdzie władza po prostu koszarowała swój naród i na tym budowała siłę państwa. Polska potęga była zaś zawsze potęgą opartą na porządku wolnych ludzi. To jest coś wspaniałego, co mamy do zaoferowania, jeśli chodzi o tradycję myślenia politycznego. Bo jedną z głównych i najstarszych cech narodowych Polaków jest umiłowanie wolności. Prawdziwy Polak jest wolny z definicji, wolny w granicach wartości, które wyznacza wiara. Ci, którzy nie chcą silnej Polski, boją się też tego nurtu w polskim myśleniu. Nie chcą, żebyśmy odnosili zbiorowe sukcesy; jakieś pojedyncze – mogą być.

Jak przyjdzie weekend, to zjedz sobie pieczoną kiełbaskę, bo bez kartki ją kupisz, wypij piwko, też bez kartki kupione… I jest fajnie. Tak jak lubi premier Tusk.
Kiedyś napisałem tekst o pierwszych za prezydentury Bronisława Komorowskiego obchodach święta 3 Maja, któremu dałem tytuł – może tylko mnie samemu on się podobał… – który brzmiał: Sztandary zwinąć, grilla odpalić.

Otóż to! Łatwo nakłonić ludzi, zwłaszcza starszego i średniego pokolenia, by zadowolili się samym grillem i piwkiem, bo oni ciągle na dnie swojej pamięci mają obraz półek sklepowych, na których stoi tylko ocet. Stan wojenny i lata 80. odcisnęły swoje piętno na psychice wielu ludzi. Oni faktycznie boją się teraz żądać czegoś więcej, żeby nie utracić tego, co mają w zasięgu ręki, a co kiedyś nawet na kartki nie było osiągalne. Ten podświadomy lęk jest cynicznie wykorzystywany przez obóz rządzący i przez obcą propagandę zewnętrzną.
Tak, w Polsce bardzo wiele ludzi ma w rodzinnej pamięci ogromną biedę. W wielu kręgach istnieje takie przekonanie, że powinniśmy zadowolić się tym, co mamy, bo przecież bywało dużo gorzej.

Słyszałem, jak dwa lata temu przy okazji trzeciomajowej manifestacji w Warszawie prezydent Komorowski powiedział do pewnej starszej pani, która wykrzykiwała krytyczne, acz cenzuralne opinie wobec jego prezydentury: „niech się pani cieszy, że może to mówić”. Przepraszam bardzo, to mamy się cieszyć z tego, że możemy coś powiedzieć, a nie z tego, że nasze zdanie będzie respektowane? To nie dotyczy przecież tylko tej pani, to jest kwintesencja programu obecnie dzierżących władzę. Niech sobie ludzie powiedzą, co chcą, niech sobie protestują, niech sobie gadają, niech sobie manifestują. Przeczekamy; wyżyją się i im przejdzie, a my robimy swoje – oto metoda na krnąbrne społeczeństwo.
Wątków w naszej rozmowie było dużo, ale wszystkie one zmierzają do jednego: żeby zgodzić się z tym, iż Polska może i powinna być wielka. Polska silna wyrosnąć zaś może tylko z nas samych, z naszej wiary i naszego patriotyzmu oraz z dobrze dokonywanych wyborów politycznych, tak by rządzący Polską to byli ludzie, którzy poczytują to za najwyższy honor i zaszczyt i czerpią dumę z tego, że mogą decydować o losach dumnego Narodu i silnego Państwa. Polsce potrzeba przywództwa, a Polakom wiary i dumy w dobrym tego słowa znaczeniu.

Fragment wywiadu pochodzi z książki:

Dialogi o naprawie Rzeczypospolitej
Prof. Krzysztof Szczerski
Wstęp: prof. Andrzej Nowak
Wydawnictwo Biały Kruk
Liczba stron: 440
Format: 170x240mm
Oprawa: twarda, obwoluta
 

 

Źródło: niezalezna.pl,Biały Kruk

Leszek Sosnowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo