Kabaret i wybory

  

Co to się porobiło w polskiej polityce. Gdyby wierzyć doniesieniom medialnym, prezydent oszalał i postanowił spełnić obietnice składane w kampanii wyborczej. Widział ktoś takie szaleństwo! Nie dość, że się okazuje, iż kampania wyborcza to nie tylko festiwal pustych obietnic, to jeszcze takie nieodpowiedzialne działanie prezydenta może spowodować, że społeczeństwo będzie oczekiwało realizacji programów partii i nie zadowoli się ciepłą wodą w kranie ani premier, która chowa się w kuchni, widząc zagrożenie.

Kilkakrotnie zdarzyło mi się już napisać, że prezydent Andrzej Duda będzie atakowany, bo ruszył przemysł pogardy, napędzany motorem strachu przed utratą władzy i przywilejów przez obecną ekipę. Na tym chciałem zakończyć zajmowanie się tym obszarem życia społeczno-politycznego, pozostawiając go zainteresowaniu służb sanitarnych. Jednak manipulacje dotyczące zarówno wypowiedzi prezydenta w Londynie, jak i te najświeższe – dotyczące projektu zmian w ustawie emerytalnej, wymagają kilku zdań komentarza.

Walka o emerytury

Polowanie na prezydenta Dudę (organizowane zapewne przez doświadczonego myśliwego?) opiera się na zasadzie nierówności stron – podobnie jak w pojedynku między zwierzęciem a myśliwymi. Gdyby bowiem przyjrzeć się temu, czy na temat projektu prezydenckiego prowadzona jest dyskusja, to bez trudu dostrzeżemy, jak pojęcia „dyskusja” czy „obiektywizm” są definiowane przez prorządowe media. W ich rozumieniu jest to po prostu prezentacja poglądów jednej ze stron, dla zachowania pozorów okraszona wyrwanym z kontekstu zdaniem drugiej strony, jednak dla pewności podsumowanym jeszcze złośliwym komentarzem. Tak właśnie jest z prezydenckim projektem ustawy emerytalnej. Skupienie się przez media na błędzie matematycznym (zresztą odnosi się on nie do skutków rozwiązania proponowanego przez prezydenta tylko do przepisów obecnie obowiązujących), przy całkowitym pominięciu argumentów przemawiających za powrotem do poprzednio obowiązującego wieku emerytalnego, ma jeden cel. Chodzi o wywołanie wrażenia, że prezydent jest narzędziem sztabu wyborczego PiS, a praca kancelarii jest warta tyle, co spoty reklamowe. Jest to typowe działanie fekalian.

Oni po prostu nie rozumieją, że można mówić prawdę, że można mieć swoje przekonania i mówić o nich otwarcie, bez krętactwa. Nie dociera do nich, że sprawowanie urzędów to służba publiczna, w której uczciwość jest niezbędna. Rozumieją jedynie knucie przy ośmiorniczkach na cudzy koszt. Co innego myślimy, co innego mówimy w mediach. Druga możliwość jest tylko taka, że świadomie kłamią. „To musi być dywersja, to musi być sabotaż – bo niemożliwe by to była zwykła głupota” – mawiał swego czasu Jan Pietrzak. Tak, jak nie jest możliwe, by Monika Olejnik przez pomyłkę zamieściła na jednym z portali zdjęcie Andersa Breivika (wykonującego faszystowski gest) z twarzą Prezydenta RP. To nie pomyłka – to świadomie prowadzona wojna fekalian z głową państwa.

Jednak dzisiejsza polska polityka to nie tylko takie ponure obrazki. Rozrywki dostarczają ostatnie konwencje PO, PSL i SLD. Najbardziej rozrywkowa była oczywiście konwencja PO, a zwłaszcza ogłoszone tezy programu „Polska przyszłości”. Chciałbym zwrócić uwagę na fragment poświęcony gospodarce. Że jest to program napisany na kolanie i na ostatnią chwilę, świadczą wypowiedzi polityków Platformy, którzy tłumaczą treść tego dokumentu odmiennie niż sama pani premier, gdy przedstawiała jego zawartość na poznańskiej konwencji. Zatem albo pani premier dokumentu nie przeczytała, zadowalając się prezentacją umieszczoną na stronie PO, albo – co jest bardziej wiarygodne w świetle dotychczasowych doświadczeń – nie zrozumiała tego tekstu. O tym, że ta ostatnia teza jest uprawniona, dowodzi wypowiedź rzeczniczki partii Joanny Muchy, która wyjaśnia założenia programu: „Projekt, który my zaproponowaliśmy w trakcie naszej konwencji wyborczej, to jest projekt bardzo innowacyjnego systemu podatkowego […], który będzie dramatycznie prosty dla użytkownika, czyli dla przedsiębiorcy, który płaci podatki, czy dla pracodawcy i pracownika, od którego składki są odprowadzane. Natomiast jest on dość skomplikowany, by go wyjaśnić, o co chodzi” – jakie to proste i logiczne, prawda?

Osłabić społeczeństwo

Należy jednak zwrócić uwagę na dwa elementy. Pierwszy to szaleńczy entuzjazm, kiedy na konwencji PO w Poznaniu padła obietnica osłabienia związków zawodowych. Chodzi bowiem o to, by społeczeństwo w swej masie nie miało instytucji obronnych. Skuteczność związków zawodowych w walce z rozwiązaniami narzucanymi przez rząd PO-PSL, skuteczność mobilizacji pracowników w obronie swoich interesów sprawiają, że każde działanie, które osłabi związki zawodowe, wywołuje entuzjazm rządzących. To pokazuje fałszywość deklaracji o woli kontynuowania dialogu społecznego. Drugi z tych elementów, umykający uwagi, dotyczy zapowiedzi wyłączenia spod przepisów prawa pracy umów o pracę. Nazywane jest to eufemistycznie „wprowadzeniem jednolitego kontraktu”, a sprowadza się do pogorszenia sytuacji zatrudnionych, bowiem np. dochodzenie roszczeń ze stosunku pracy (np. w wyniku niewypłacania wynagrodzeń czy zaniżania ich wysokości) nie będzie już od momentu wprowadzenia kontraktów podlegało prawu pracy, a więc nie będzie rozpatrywane w sądach pracy. Będzie za to podlegało prawu cywilnemu, co wiąże się nie tylko z przewlekłością postępowania (ile wynosi dziś w Polsce średni czas trwania procesu cywilnego?), ale również z wysokimi kosztami zatrudniania prawników ze względu na skomplikowane procedury postępowania w sprawach cywilnych.

Scalanie przez podział

Jednak i po lewej stronie cuda, cuda… Zjednoczona Lewica poszukuje lewicowców po całym kraju i podobno siłowo ich jednoczy. Chodzi tylko o to, by Leszek Miller mógł wrócić do władzy i wprowadzać takie lewicowe rozwiązania jak podatek liniowy. Zresztą lewica porzuciła tradycyjny elektorat socjalny, uznając swoją porażkę z PiS na tym obszarze. Postawiła na walkę z Kościołem. To ma być element jej autoidentyfikacji. Trochę ubogo, jak na liczący blisko 200 lat dorobek ideowy polskiej lewicy. Tak na marginesie, w ogłoszonym komunikacie Zjednoczona Lewica poparła PO i nie startuje samodzielnie w wyborach. Trzeba tu wyjaśnić, że jest to ta Zjednoczona Lewica, która się nie zjednoczyła. Jest jeszcze i ta lewica, która bezpośrednio startuje z list PO. Jednym słowem – scalanie przez podział. Tyle że dla wyborcy, nawet lewicowego, staje się to zupełnie nieprzejrzyste.

Równie zabawnych obrazków dostarczyła konwencja PSL, w trakcie której prezes Janusz Piechociński w teatralnym wystąpieniu (połączonym z gestykulacją) stwierdził, że PSL wyciąga ręce… Po co PSL wyciąga ręce, wiemy już od dawna, jednak świeżo zatrzymana za korupcję kandydatka PSL na senatora dobitnie nam o tym przypomniała.

Można tak jeszcze długo – tylko po co? To trochę tak, jak w starym (z czasów stanu wojennego) dowcipie o facecie, który rozrzucał białe kartki na ulicach. Kiedy patrol ZOMO go zatrzymał za rozrzucanie ulotek, funkcjonariusze ze zdumieniem powiedzieli: „Panie, ale tu nic nie jest napisane!”. „A po co – odparł zatrzymany – przecież wszystko jest jasne!”. O czym pamiętajmy 25 października.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts