Rząd Ewy Kopacz, zamiast twardo walczyć o polską rację stanu, ponownie poparł politykę Berlina, jednocześnie zdradzając partnerów z Grupy Wyszehradzkiej. Głosowanie szefowej MSW Teresy Piotrowskiej (instruowanej z Warszawy) wzburzyło opinię publiczną nie tylko w Polsce. Są jednak nieliczni, którzy ślą podziękowania i pochwały. To politycy z Niemiec.
 
Ministrowie spraw wewnętrznych Unii Europejskiej przegłosowali decyzję dotyczącą imigrantów, która została narzucona przez Niemcy. Nie było jednomyślności, bo Węgry, Czechy, Słowacja i Rumunia (tak jak zapowiadano) byli przeciw, natomiast minister Teresa Piotrowska, która udawała solidarność z Grupą Wyszehradzką, ostatecznie wsparła Berlin...
 
CZYTAJ WIĘCEJ: To koniec negocjacji? Polska wyraziła w Brukseli zgodę na przyjęcie imigrantów

Za takie głosowanie polski rząd już został poklepany po ramieniu przez niemieckich polityków, ale jakoś nikt tego w Warszawie nie zauważył - wstyd nie pozwolił się pochwalić? Zaraz po głosowaniu nad kwotami imigrantów, publicznie (relacja w głównym wydaniu wiadomości ARD) podziękował Ewie Kopacz i pochwalił przedstawiciel niemieckiego rządu, federalny minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Polska przystawką", "Europa szacunku nie nabierze" - bezlitosne komentarze po decyzji Kopacz

Polityk arogancko zganił cztery kraje, które powiedziały "NEIN" dla sugerowanych przez Berlin rozwiązań, jednocześnie z uśmiechem wymienił Polskę, chwaląc ją za dobrą decyzję, która jakoby ma dowodzić dobrych wzajemnych stosunków polsko-niemieckich.
 
Równocześnie media niemieckie pastwią się nad Czechami, Węgrami, Słowakami i Rumunami, pisząc z zadowoleniem, że ich upór i tak na nic się zdał, bo zostali przegłosowani. Natomiast o Polsce nikt już prawie nie pisze, politycy Platformy wykonali swoje zadanie.